Jezus powiedział do swoich uczniów: W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. (Mk 13,24-32)
E-wydania tygodników katolickich
- Fajnie, że ktoś o e-wydaniach myśli i je przygotowuje – pozwala to przede wszystkim dotrzeć z danym tytułem do osób za granicą, ale i tych, którzy nie zawsze znajdą z jakiegoś powodu czas, aby kupić wydanie papierowe. A coraz częściej – tych, którzy chcieli by zachować treści na później, nie magazynując stert papierów.
- Szkoda, że brak jest jednego ogólnie przyjętego standardu i rozwiązania dla e-wydań. Cóż, to w pewnym sensie skutek wolnego rynku i konkurencji. Wydaje mi się, że rozwój aplikacji – np. poszczególnych e-kiosków itp. – na komputery (tj. systemy MS Windows i Mac OS) nie ma dzisiaj racji bytu i przyszłości, tutaj najsensowniej i najprościej było by posługiwać się formatem PDF. Z kolei do co wydań na Android OS, czyli na smartphony i tablety – format ePub to dobry przykład, bo dość popularny i obsługiwany przez bardzo wiele także czytników e-booków.
Konkluzja dla mnie – Tp jak najbardziej w wersji elektronicznej, natomiast co do GN i Uważam że (rzadziej) trzeba pozostać, póki co, przy konwencjonalnych wydaniach papierowych.
Niepodległościowe delicje
Jezus nauczając mówił do zgromadzonych: Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie. (Mk 12,38-44)
Czas obumierania ziarna
>>>
I taka przykra refleksja nad uroczystościami pogrzebowymi ostatniego Prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Dobry humor obecnych tam polityków (z małymi wyjątkami) połączony z brakiem obecności w tak ważnym momencie obecnego Prezydenta RP (relaks w górach…), Prezesa Rady Ministrów czy choćby Ministra Spraw Zagranicznych (zajętego mocno dyskutowaniem na Twitterze) jest najlepszym dowodem na to, że nawet w tak przenikniętych świadomością odchodzenia i umierania dniach, gdzie myślą przewodnią jest pamięć o tych, którzy odeszli, nie potrafimy okazać zwykłego szacunku zmarłym – nawet gdy są to osoby o tak niewątpliwych zasługach dla kraju.
Jezus jaśniejący w świętych
W którą stronę?
Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik
Przewodniczący Konferencji Episkopatu PolskiEkscelencjo
Najdostojniejszy Księże ArcybiskupiePiszę do Księdza Arcybiskupa powodowany troską o Kościół Boży w Polsce, o jego integralność i oblicze. Jestem emerytowanym profesorem reumatologii, ale równolegle do pracy lekarza prowadziłem przez 55 lat wykłady z medycyny pastoralnej w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, za co zostałem uhonorowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II odznaczeniem „Pro Ecclesia et Pontifice”. Piszę te słowa jako list otwarty do Episkopatu, bo zostałem sprowokowany publiczną zaczepką pod moim adresem w Radiu Maryja i na łamach „Naszego Dziennika” ze strony ojca Tadeusza Rydzyka w związku z działalnością publiczną mojego syna. To nieszczęsne zdarzenie oceniam jako nieprzyzwoite, ale jest ono tylko drobnym epizodem, za to pretekstem do przywołania bardzo groźnych zjawisk w polskim Kościele, związanych m.in. z działalnością części mediów katolickich, którym ojciec Rydzyk patronuje.
Siedem lat po śmierci papieża Polaka, który przez trzy dziesięciolecia spajał polski Kościół, dziś jest on dramatycznie podzielony. Polscy katolicy są dzieleni na „prawdziwych” i tych, którzy na to określenie nie zasługują. Tak samo również dzieli się Polaków.
Siedem lat temu w ramach wielkich narodowych rekolekcji, jakimi stało się odchodzenie Jana Pawła II, miliony Polaków wychodziły na ulicę, aby poczuć jedność i wspólnotę. Dziś polscy katolicy wyprowadzani są na ulice, aby pod krzyżem i obrazem Matki Boskiej wznosić polityczne hasła pełne niechęci, a nawet nienawiści do inaczej myślących.
Równo pięćdziesiąt lat po rozpoczęciu Soboru Watykańskiego II Kościół polski stoi w obliczu poważnego kryzysu – grozi mu rozłam i masowe odchodzenie wiernych, obserwujemy zanikanie ducha soborowego. Zamiast „Kościoła Otwartego”, będącego soborową odpowiedzią na problemy współczesnego świata, dziś w Polsce proponuje się zamykanie Kościoła w „oblężonej twierdzy” niechętnej otaczającej go rzeczywistości. Zamiast Kościoła miłości i tolerancji proponuje się nam Kościół walki, a nawet wojny. Soborowa zasada rozdziału religii od polityki sięgająca zresztą wprost do źródła chrześcijaństwa, jakim było nauczanie Chrystusa, jest dziś w Polsce łamana bez najmniejszych skrupułów.
Media nazywające siebie „katolickim głosem w twoim domu” nie tylko angażują się we wspieranie konkretnych nurtów politycznych, ale wręcz organizują wspólnie z partiami akcje i demonstracje polityczne. Jest to niezgodne z nauczaniem Kościoła zawartym w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym (art. 76), a także z postanowieniami konkordatu. Podziały polityczne, naturalne w każdym demokratycznym społeczeństwie, a w Polsce wyjątkowo głębokie, są w tych mediach dodatkowo podsycane. Uruchamiane są złe emocje i wzbudzana nienawiść, którą od czasu do czasu ujawnia się publicznie w formie gorszących incydentów np. w trakcie uroczystości i świąt państwowych. Jako weteran Powstania Warszawskiego byłem tego świadkiem osobiście.
To wszystko odbywa się przy milczącej zgodzie oficjalnych organów Kościoła hierarchicznego, a głosy sprzeciwu nielicznych biskupów, niegdyś częstsze, stają się coraz bardziej odosobnione.
Te groźne tendencje zaczynają dominować, choć nie obejmują oczywiście całego Kościoła. Większość polskich katolików nie angażuje się w hałaśliwe demonstracje polityczne, nie czuje się dyskryminowana w rzekomo zniewolonym kraju. Ale za to coraz więcej ludzi zaczyna się czuć w Kościele nieswojo. Nie chcę nikomu odmawiać prawa do przeżywania swojej wiary w różny sposób, ale trudno się zgodzić na zawłaszczanie Kościoła przez hałaśliwą mniejszość zamieniającą go w partię polityczną. Zarówno doświadczenie historyczne, jak i obserwacja współczesnego świata pokazują, że wszędzie tam, gdzie dochodzi do pomieszania religii z polityką, konflikty polityczne stają się ostrzejsze, a największym przegranym jest religia, która więdnie i traci siłę swego moralnego przesłania.
Na nas wszystkich, ale zwłaszcza na pasterzach polskiego Kościoła, na Episkopacie i jego strukturach spoczywa dziś ogromna odpowiedzialność, aby ten zgubny kierunek odmienić. Trzeba dziś mocno przypomnieć, że Kościół powszechny z samej definicji jest przestrzenią, w której jest miejsce dla każdego człowieka, bez względu na barwy polityczne czy narodowość. Trzeba przypomnieć, że Kościół ma łączyć, a nie dzielić.
Jestem już starszym człowiekiem – wiara i Kościół były treścią mojego całego, prawie 90-letniego życia. I nic tego z pewnością nie zmieni, bo mam świadomość świętości Kościoła. Ale ludzie, u których poczucie sacrum jest słabsze, opuszczają Kościół zniechęceni do instytucji coraz bardziej zawłaszczanej przez stowarzyszone z partiami politycznymi środowisko radiostacji toruńskiej. W imię przyszłości Kościoła w Polsce, w imię jego jedności proszę i apeluję do Księży Biskupów o refleksję i odwrócenie tendencji tak groźnych dla Kościoła i dla Polski.
Z chrześcijańskim pozdrowieniem
Z wyrazami czci i oddania
Stanisław Luft
Warszawa, 18.10.2012
Kopia do wiadomości:
Arcybiskup Stanisław Gądecki, Zastępca Przewodniczącego KEP
Biskup Wojciech Polak, Sekretarz Generalny KEP
Kardynał Kazimierz Nycz, Metropolita Warszawski
Ja się pod powyższym tekstem podpisuję, bynajmniej nie ciesząc się z wypływających zeń wniosków, ale z faktu, iż takie wnioski są upubliczniane, przypominane (wypominane?) i że są osoby, które nie wahają się wysuwać w kierunku tych najbardziej odpowiedzialnych – biskupów – żądania podjęcia najpierw refleksji, potem działań mających na celu zmianę istniejącego stanu rzeczy.
Przede wszystkim piękne jest to, co prof. Luft pisze w ostatnim akapicie – a bez czego, w mojej ocenie, ów list byłby dalece mniej wiarygodny – a mianowicie o tym, że Kościół był, jest i będzie nadal treścią jego życia. Nie rzuca zabawek, jak rozkapryszone dziecko, i wychodzi z piaskownicy do domu – przedstawia swój konkretny punkt widzenia, po czym wyraża troskę o Kościół, której – niestety – coraz częściej trudno się doszukać w tym, na co autor listu sygnalizuje.
Nikt nie ma prawa dzielić Kościoła w Polsce na „toruński” czy „krakowski/łagiewnicki”. Bogu dzięki, lansowanie tej drugiej grupy skończyło się równie szybko, co zaczęło. Natomiast pewne grupy, których wspólnym mianownikiem jest o. Tadeusz Rydzyk CSsR, w dalszym ciągu uzurpują sobie prawa do wskazywania, kto w Polsce jest Polakiem, katolikiem – i mieszania z błotem całej reszty. Niedawno świętowano obchody 50-lecia otwarcia Vaticanum II – tymczasem, patrząc tu i ówdzie na polski Kościół można mieć wrażenie, że niektórzy skutecznie udają, że w ogóle nie zaistniał, albo starają się jak najszybciej o nim zapominać, gdy chodzi o idee i postulaty – cóż, Mszy Świętej (na szczęście) nie „odwrócą” z powrotem plecami do ludzi, mają Mszę trydencką. Pojęcie „oblężonej twierdzy” bardzo tutaj pasuje – zamiast wychodzić z zakrystii, iść do ludzi, głosić Dobrą Nowinę, przekonywać, zachęcać – pewne środowiska zamykają się na siłę w kościołach, w których za wszelką cenę próbuje się przekonać, że jest jedna wielka wojna, że nic tylko walka; a to wszystko – niestety – w tonie dokładnie wpasowującym się w konkretne ugrupowania polityczne, których przedstawiciele są wprost lansowani, a przeciwnicy dyskredytowani. Ok – polityka polityką – ale z ambon? Jak to się ma do – słusznie promowanych naokoło – idei i inicjatyw związanych z nową ewangelizacją? Ano tak, że w mojej ocenie jest ciągnięciem wózka, na którym znajduje się Kościół, w dokładnie przeciwną, i nazwijmy to wprost: złą, stronę.
Nikt nie każe wszystkim głosować i kochać polityków np. PO, PSL czy SLD. Mamy swój rozum – każdy głosuje zgodnie z nim i ze swoim sumieniem. Dla katolika wynikają z tego pewne wytyczne, którymi powinien się kierować, i nie da się ukryć, że poglądy katolickie prezentuje zazwyczaj jedna, max dwie partie – natomiast nie oznacza to, że partie te należy lansować w Kościołach z nazwy, udzielać im otwartego poparcia i pozwalać na kuriozalne sytuacje, kiedy duchowny katolicki – jak w opisywanej sytuacji – publicznie beszta nawet już nie ważne, że zasłużonego dla Kościoła człowieka, że w podeszłym wieku, oczekując od niego konkretnych działań i wywierania wpływu na członka pewnego gremium mającego prawną legitymację do podejmowania w danym zakresie wiążących decyzji. Tak, ludzie – szczególnie starsi – nawet słusznie są sfrustrowani wieloma kwestiami (żenujące świadczenia, beznadziejna służba zdrowia), co umiejętnie jest podsycane, budowane i wykorzystywane pod pretekstem wiary i patriotyzmu – właśnie przez Radio Maryja.
Trzeba umieć odróżnić świętość Kościoła, o której prof. Luft wspomina, od błędnych i niewłaściwych zachowań ludzi Kościoła – duchownych czy świeckich, choćby nie wiem jak przekonanych o słuszności swojej misji. My ten Kościół budujemy, tworzymy, z całym swoim bagażem słabości, grzechów, upadków, złych skłonności, pychy, małości i zarozumiałości. Tym większa w tym kontekście odpowiedzialność spoczywa na biskupach, aby nie pozwolić na rozszerzanie się niewłaściwych praktyk, dobitne odróżnianie zachowań właściwych od niewłaściwych, przy jednoczesnym precyzyjnym i zrozumiałym wyjaśnieniu, dlaczego podejmują takie a nie inne decyzje.
Tutaj tego właśnie brakuje. Jednolitego i jasnego stanowiska np. właśnie w zakresie oceny poszczególnych aspektów działalności o. Tadeusza Rydzyka – bo przecież bezspornym jest, iż nie można mieć zastrzeżeń do części modlitewnej programów jego rozgłośni czy telewizji, tak samo jak trudno nie mieć zastrzeżeń do części związanej z publicystyką w tych mediach. Tymczasem w ramach KEP funkcjonują struktury, które mają zajmować się nadzorem, duszpasterską troską nad Radiem Maryja i TV Trwam – jednak kolejną kadencję zasiada w nich abp Sławoj Leszek Głódź, znany powszechnie m.in. z braku obiektywizmu w stosunku do tych mediów i permanentnego przymykania oka na cokolwiek z nimi związanego. Nowa kadencja się rozpoczęła – jakieś zmiany? Nie ma. Nic dziwnego więc, że ludzie po prostu czasami głupieją – jeden biskup wskazuje, mniej lub bardziej dobitnie, że trzeba zastanowić się nad bieżącą formą działania mediów redemptorystów, a w tym samym czasie inny biskup grzmi z ambony (albo i nie z ambony), grożąc ogniem piekielnym każdemu, kto złe słowo pod adresem tych mediów wypowie. I bądź tu mądry.
Gdański biskup pepliński
Jestem pod wrażeniem
Popiełuszkowy wyrzut sumienia
wersja oficjalna:
Wersja koncertowa- tutaj (szczególnie dla chcących dociec, skąd tytuł „Nieśmiertelni”, z kolei tekst – tutaj.
Znowu wtopisz się w tłum, po to by móc stanąć z boku,
Nie wychylać się przeczekać i mieć święty spokój,
A życie z każdym dniem podsuwa nam nowe wyzwania,
Dla jednych jest to konkret dla innych zwykły banał
Ks. Jerzy taki nie był. Ktoś powie – co ja wiem? W sumie – nic, bo urodziłem się już po jego męczeńskiej śmierci. Trochę czytałem, oglądałem, słuchałem. To był człowiek, który – po ludzku – nie wyróżniał się niczym. Słabe zdrowie, strach przed głoszeniem homilii, niepozorny, żadna wybitna postać. A jednak – świętością w jego wykonaniu była wytrwałość i brak zgody na pogwałcanie wolności człowieka.
Wystarczą ręce i twoje serce by zrobić więcej,
dać nadzieje tym którym nie sprzyja szczęście
Ciągle wierze w to że los leży w naszych rękach
Dopóki księga życia nie zostanie nam zamknięta
Brał sobie te słowa bardzo mocno do serca. Już jako kleryk, mając „przeboje” z zwierzchnikami w kleryckiej jednostce wojskowej, której głównym celem było zniechęcenie i odwiedzenie młodych ludzi od kapłaństwa. W Alfonsem Popiełuszko (bo tak miał na imię pierwotnie Jerzy) im się nie udało. Komunistom także, chociaż pewnie zakładali – zniknie, to i problem się skończy. Nic bardziej mylnego. Wziął los w swoje ręce tak, że trudniej było by bardziej, mocniej, owocniej.
Można tam widzieć nic, mając sokoli wzrok, można nie poczuć
dotyku zimnych wyciągniętych rąk,
można przez życie przejść nie zatrzymując się,
można ale czy jest w tym jakiś większy sens?
Sensem życia, i kapłaństwa x Jerzego, stała się walka o wolność – w jego wypadku poprzez szczególną posługę tym, którzy jako pierwsza licząca się w kraju siła mieli możliwość i odwagę skutecznego przeciwstawienia się komunistom – Solidarności. W tym swoim małym kapłaństwie postanowił poświęcić siły, aby dodawać otuchy, domagać się respektowania praw i postulatów tych, którzy postanowili walczyć z komunizmem. Co więcej – o czym najlepiej wie pewien kardynał – było to nie w smak ówczesnym jego zwierzchnikom, którym odmówił wyjazdu do Rzymu na studia, co miało uchronić go przed represjami władz. Nie bał się, i był gotowy na walkę do końca.
Stając przed lustrem, pytam siebie kim naprawdę jestem
Czy to co było ważne, stało się ważniejsze?
Czy może ideały już straciły sens, co mnie napędza do tego by ciężar życia nieść,
Podchodzę bliżej i przyglądam się sobie, kiedyś wypatrzę pierwszy siwy włos na głowie,
Nie wiem czy jutro będziemy tacy jak byliśmy,
Ale nie dajmy sobie wmówić że życie już przeżyliśmy.
No właśnie. Myślę, że pod tymi słowami x Jerzy by się podpisał. Deklarujemy się jako wierzący, jakoś tam praktykujemy – a jak się to przedkłada na nasze rodziny, relacje, uczciwość, transparentność, autentyczność? Jakie są nasze wybory? Dzisiaj, kiedy próbuje się ludziom wmówić, że związki partnerskie to przecież praktycznie to samo, co małżeństwo – grunt że się „kochają”. Że homoseksualiści mają prawo do wychowywania dzieci. Że nauczanie historii w szkołach powinno być zredukowane. Że polityka prorodzinna to promowanie metody in vitro, zamiast realnych korzyści dla rodzin. Że liczy się kasa, zbytek, stołek, pozycja – a całą reszta to anachronizmy, jakieś tam wartości. Że w ideologii „Bogu świeczkę, diabłu ogarek” tak naprawdę nie ma nic złego – bo trzeba umieć się dostosować. Kogo widzisz w lustrze? Czy nie jest to tak, że pomysły i kiedyś czynione założenia nijak się mają do tego, kogo widzisz w nim dzisiaj?
Nocą mam sny w mej głowie tworzą się witraże, złożone z twarzy ludzi którzy będą zawsze
w pamięci bo życie z podniesioną głową przeszli. Czy byli ostatni? Na pewno nie pierwsi..
Odkryli w sobie sens istnienia, walcząc uporem o to by następne pokolenia
wiedziały co jest czarne, co białe, a nie szare.
Prawda wyzwala tylko czy chcemy ją odnaleść?
Ks. Jerzy pięknie wpisuje się właśnie w nurt tych, którzy nie schylali głowy przed tym, co wydawało się jedynym słusznym w tamtych czasach – a walczyli, tak jak należy, czyli słowem, apelując do ludzkich sumień, przyzwoitości, powołując się nie na wymyślone przez ludzi zasady – ale na dekalog i prawo Boże. Prawda, o której wielu nie pamięta albo nie chce pamiętać, jest taka, że morderstwo x Jerzego było jednym z wielu gwoździ do trumny PRL – które uświadomiły ludziom, z kim i czym mają do czynienia. Ona była potrzebna, mimo że to strasznie brzmi. Bł. Popiełuszko poświęcił się, abyśmy my mogli żyć w czasach lepszych, w których mówienie o prawdzie i domaganie się jej będzie możliwe. Czy wykorzystujemy tę możliwość?
W tak nie realnym świecie naszych wyobrażeń,
Wegetujemy jak sprzedawcy własnych marzeń,
Głodni sukcesu, goniąc w wyścigu szczurów,
Budząc się w nocy z krzykiem przerażeni do bólu,
Jak Piotruś Pan trwimy we własnej nibylandi
Niby szczęśliwi, niby zabawni, niby spełnieni,
niby wolni, niby bezpieczni a naprawdę bezbronni.
Nie musi tak być. Nie jesteśmy bezmyślnymi kukiełkami, za które ktoś z mniejszym lub większym wyczuciem pociąga, manipulując umiejętnie. A jeśli właśnie uświadomiłeś sobie, że tak może być – nie zwlekaj, zrób coś z tym. Nie bądź „niby” – ale bądź tak naprawdę, stań się. Tym, kim masz być, do czego Bóg powołał cię w swojej miłosiernej mądrości. Odetnij się od Piotrusia Pana, który kusi – i dorośnij do przyjęcia, odkrycia i zrealizowania swojego powołania – jakie by ono nie było. Jest tylko twoje, tylko dla ciebie, nikt inny go nie wypełni w ten sposób. Pobudka! Koniec z wegetacją – życie czeka. Ks. Jerzy pięknie pokazał, do końca, czym się w tym życiu kierować.
Tylko rewolucja może przerwać ten letarg
Czas ucieka przez palce pora wstać walcz nie zwlekaj
Finalny sukces zapewni wybór oręża,
Zwycięscy wybrali hasło „Zło dobrem zwyciężaj”
Czas zresetować własny system wartości
Bóg, Honor, Ojczyzna – jak w czasach Solidarności
Są wartości których w złotówkach nie zmierzysz,
I są ci co są im wierni do końca, tak jak ksiądz Jerzy.
To nieprzypadkowe słowa. Zło, zawiść, chęć zemsty, odwetu, nienawiść – one do niczego nie prowadzą. Ks. Jerzy potrafił wyjść na mróz do samochodu, w którym pilnowali go przed jego domem ubecy, żeby poczęstować ich herbatą. Niby nic. Niby mały gest. Przełóż go na swoje życie. Kto w twoim otoczeniu czeka na taką herbatę? A ten reset – musi być kapitalny i jako gest nieodwracalny. Bez kopii zapasowych swoich śmierci, brudów, grzechów i krzyżyków – odcięcie się, raz a dobrze, i budowanie od nowa, na jedynym naprawdę trwałym – bo od Boga pochodzącym – fundamencie. Nie dla kasy czy jakiejkolwiek innej wymiernej korzyści. Bo tak trzeba, bo tylko tak będziesz miał szansę na ostateczny cel – tę tytułową nieśmiertelność.
Ot, przy wieczorze niedzielnym – taki muzyczny (ale konstruktywny) wyrzut sumienia. Prawda wyzwala – tylko czy chcemy ją odnaleźć?
Oddech ducha w dusznym i zabieganym świecie
Jak paciorki różańca przesuwają się chwilenasze smutki, radości i blaski.A ty Bogu je zanieś połączone w różaniecświęta Panno, Maryjo pełna łaski.