Gdański biskup pepliński

Rzadko kiedy poświęcam tu miejsce nominacjom biskupim, choć staram się je na bieżąco śledzić. Dziś kolejny taki wyjątek – bowiem wczoraj o godz. 12:00 Nuncjatura Apostolska w Polsce ogłosiła komunikat, informując, iż Ojciec Święty Benedykt XVI mianował biskupa Ryszarda Kasynę, dotychczasowego biskupa pomocniczego Archidiecezji Gdańskiej i biskupa tytularnego Dices, ordynariuszem diecezji pelplińskiej.
Tym samym, jako drugi biskup pelpliński, stał się następcą zmarłego w dnu 25 kwietnia 2012 r. + bp. Jana Bernarda Szlagi, po którego śmierci diecezja pelplińska nie posiadała ordynariusza i była zarządzana przez administratora apostolskiego w osobie biskupa pomocniczego Wiesława Śmigla. Ingres bp. Ryszarda Kasyny do Bazyliki katedralnej w Pelplinie odbędzie się w dniu 08 grudnia 2012 r. o godz. 11.00. 
Piszę o tym z kilku powodów – przede wszystkim nominacja dotyczy mojej rodzinnej archidiecezji gdańskiej, dla której także ma znaczenie – teraz oczekiwać będziemy na nowego sufragana. Po drugie – uważam to za posunięcie bardzo trafne, ponieważ nominat jest człowiekiem młodym (rocznik 1957 – zatem 55 lat), a jednocześnie posiada już 7 lat doświadczenia biskupiego, przy tym jest osobą pochodzącą w Kaszub (Nowy Staw k. Malborka), zatem z terenów nieodległych od terenu diecezji, którą wolą papieża będzie zarządzał. 
Biskupowi Ryszardowi miałem okazję kilkakrotnie posługiwać w czasie liturgii, a także kilka razy porozmawiać. Przede wszystkim był zupełnie inny od swojego poprzednika + bp. Zygmunta Pawłowicza. Dla wielu jego nominacja na sufragana gdańskiego w 2005 r. była niespodzianką i zdziwieniem, choć nie brakowało plotek, iż brany jest pod uwagę. Miał wówczas zaledwie 48 lat. Wyświęcony w 1982 r., na wiele lat związał się z parafią przy Bazylice Mariackiej w Gdańsku, gdzie w latach 1982-1985 był wikariuszem, a następnie po powrocie ze studiów w Rzymie (prawo kanoniczne – doktorat z obojga praw na temat odpustów w nowym prawodawstwie kanonicznym w 1991 r., dyplom adwokata Roty Rzymskiej w 1992 r., jako jeden z niewielu duchownych polskich) pracował w Gdańskim Trybunale Metropolitarnym, najpierw (od 1993) jako wiceoficjał, następnie (1996-2005) jako oficjał (później mieszkając przy parafii NSPJ w Gdyni). Poliglota, swobodnie posługujący się językami niemieckim i włoskim – do dzisiaj pamiętam, w jakie osłupienie wprawił zgromadzonych w Bazylice Mariackiej na uroczystości jego sakry biskupiej, kiedy płynnie w obydwu tych językach dziękował zgromadzonym zagranicznym gościom, z głowy, bez kartki. Wykładowca prawa kanonicznego w Gdańskim Seminarium Duchownym i nie tylko, odznaczony godnościami kanonika honorowego kapituły katedralnej gdańskiej (1998) oraz kapelana honorowego Jego Świątobliwości (2001). Pamiętna była jego konsekracja – bo miała miejsce na kilka godzin przed śmiercią Jana Pawła II, 02 kwietnia 2005 r. 
Jest człowiekiem niezwykłej skromności, do bólu normalnym, zero dystansu i wywyższania się. Kiedy, jako kanonik i prałat, przyjeżdżał do katedry na msze konwentualne – mówił wtedy zwykle homilie – wydawał się dość niepozorny, ze swoim specyficznym głosem. Przez jego słowa przebijała jednak mądrość, oczytanie, umiejętność przekazania tego, co najważniejsze. Był większość życia, do nominacji biskupiej, naukowcem, wykładowcą i prawnikiem, nie duszpasterzem, stąd godność biskupia zmusiła go do zmiany trybu życia i nauczenia się biskupstwa, które przecież sprowadza się do bycia dla ludzi – wizytacje, bierzmowania, uroczystości, rozmowy z parafiach, z grupami duszpasterskimi. Nigdy nie zamierzał mieć kapelana, wszędzie jeździł sam – czasami kleryków przydzielano mu do asystowania na wizytacjach i bierzmowaniach, widać było przerażenie w oczach, kiedy wysiadali z samochodu, którym – nie da się ukryć – jeździł szybko, ale bezpiecznie. Zapalony narciarz. Także jako biskup nie zamierzał zmieniać przyzwyczajeń – dalej w wakacje jeździł do zaprzyjaźnionej niemieckiej parafii, gdzie zastępował kolegę proboszcza. Chyba nie lubił fioletu szat biskupich – najczęściej w zwykłej czarnej, no ew. obszytej lamówką sutannie, bez pasa, z piuską. Zawsze intrygował mnie jego krzyż pektoralny (widoczny tutaj). Kiedy się pojawiał – witał się, podając rękę, zwykłym „cześć” w stosunku do młodych. W korespondencji mailowej – zwykły podpis „x Ryszard”. 
Życzę mu tego, co najlepsze, w nowej posłudze – ingres za miesiąc z kawałkiem. Diecezja wiejska, nieodległa od dotychczasowego miejsca pracy, młody sufragan (konsekrowany na tydzień przed śmiercią poprzedniego ordynariusza), do tego jeszcze sufragan senior. Oby dobry Bóg darzył go dobrym zdrowiem, siłami, stawiał na jego drodze wiele życzliwych serc ludzkich, do owocnej i miłej Jemu pracy w diecezji pelplińskiej. 
A ja… Cóż, biorąc pod uwagę pewne plotki i ich (niestety) sprawdzalność w postaci powyższej nominacji, nieco niepokoję się co do osoby następcy bp. Ryszarda jako sufragana gdańskiego…