Talent show

parable_of_talents_01

Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (Mt 25,14-30)

Ten tekst to historia o tym, jak wielkie jest nasze wybranie i jak niesamowite bogactwo złożone zostało w ręce każdego z nas. Tak, w ręce każdego także inaczej. I że tak naprawdę nikt, choćbym nie wiem, jak zwalał winę na drugiego, nie jest w stanie nic z nim zrobić. Te talenty są tylko moje.

Czytaj dalej →

Uzbrojeni mocą z wysoka

05-770x468 kopia

W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony. (J 7,37-39)

Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. (J 20,19-23)

Dzisiaj do wyboru – teksty zarówno wigilii Pięćdziesiątnicy (z wczorajszego wieczora), jak i ten czytany dzisiaj w ciągu dnia. Ważny dzień, zwieńczenie okresu wielkanocnego, od kilku lat wolny od pracy – i to dobrze. Choć z drugiej strony, czasami można odnieść wrażenie, że w te Zielone Świątki, jak to się potocznie mówi, nie mamy zielonego pojęcia, o co tu właściwie chodzi, co (Kogo?) my dzisiaj świętujemy. „O, najmilszy z gości” – czyli właściwie kto? [Cytaty w tekście, nie podpisane inaczej, to fragmenty Sekwencji z dzisiejszej liturgii – śpiew przed aklamacją Alleluja].

Czytaj dalej →

Boży niepokój, święta trwoga

1515053_1082452045152903_635559132381498383_n

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. (J 14,23-29)

Ten tekst to taki kolejny przejaw Bożej przewidywalności, mądrości Jezusa. To fragment długiej tzw. mowy eucharystycznej Jezusa, którą wypowiedział on w przededniu Paschy – a więc słowa, które padły nie już po Zmartwychwstaniu, ale wcześniej, bo jeszcze przed Męką i Śmiercią. Można by rzec – pasujący jak ulał do liturgii w tym czasie już okrzepłym, po całym świętowaniu, kiedy przez te półtora miesiąca każdy już pewnie właściwie o Wielkiej Nocy zapomniał (kto ma znajomych prawosławnych czy unitów – ma o tyle trudniej, że oni Zmartwychwstanie świętowali właśnie wczoraj). Jezus przychodzi bardzo wyraźnie w tych słowach i przypomina:

Czytaj dalej →

Przestrzeń dla Jego pokoju

gods-peace

Jezus powiedział do swoich uczniów: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. (J 14,27-31a)

Bardzo lubię ten tekst, ponieważ mówi o pokoju, którego my sami nie możemy osiągnąć, o takim, który można tylko otrzymać, za darmo, od Boga. Jego pokoju. A jednocześnie, tekst zastanawiający, bo w jego jakby drugiej części Jezus bardzo wyraźnie tytułuje Złego królem tego świata. Jezus wypowiada te słowa w bliskości uczniów, którzy mogą się Nim cieszyć – ale już niedługo fizycznie przestanie być z nimi obecny, umrze, zmartwychwstanie i wstąpi do Nieba. 

Czytaj dalej →

Nie pukaj – ale pomyśl, poszerz horyzont

niebo

Jezus powiedział do swoich uczniów: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. (Mt 7,7-12)

To może zabrzmi podchwytliwie: ale do czego właściwie nas Jezus zachęca w tych słowach? Do samego tylko proszenia? Do wytrwałości? Czy może do czegoś więcej? Może ufności?

Czytaj dalej →

Słowo, które postawiło świat na głowie

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył. (J 1,1-18)

To może zabrzmieć dziwnie – ale dla mnie liturgia Narodzenia Pańskiego to nie opisy stajenki, samych okoliczności przyjścia Jezusa jako dziecka, czy też pokłonu pasterzy, ale właśnie ten tekst, wstęp do ewangelii Jana, który tak naprawdę w żaden sposób nie opisuje samego wydarzenia, ale mówi bardziej ogólnikowo, ale tajemniczo. Co ciekawe, tekst ten w ramach samej uroczystości Narodzenia odczytywany jest pewnie najczęściej, bo przypisany do tzw. mszy w dzień (czyli każdej poza pasterką czy mszą odprawianą o świcie).
Skąd ta fascynacja? Z tego, że oto odwieczne marzenia wszystkich ludzi – nie tylko Żydów – zbiegają się i realizują w osobie Jezusa Chrystusa. Bóg przychodzi, aby jednoczyć niebo z ziemią. Przychodzi jako Ten, który zna i rozumie (bo w końcu też stał się człowiekiem) wszystkie ludzkie tęsknoty i pragnienia. Kiedyś, gdzieś tam w Starym Testamencie, można było odnieść wrażenie, że Bóg jest daleko, z boku, jakby ukryty. W tajemnicy Wcielenia przychodzi tak blisko i tak po ludzku, że bardziej się nie da. Oczywiście, mógł tego dokonać na pewnie milion innych sposobów – ale wybrał właśnie ten i Jego ludzka natura to nie chwilowy kaprys, ale fakt, odtąd już na zawsze.
Paradoks tej całej sytuacji polega na tym, że Bóg w Jezusie w całości oddał się w ręce kruchych ludzi, powierzając Swojego Syna Maryi i Józefowi. Zwykłym grzesznikom (no, poza Maryją), żadnym celebrytom czy bogato ustosunkowanym personom. Cieśli i kilkunastoletniej dziewczynie, którzy „na dzień dobry” musieli uciekać przez kawał ówczesnego świata przed szalonym Herodem i jego strachem o własny stołek. Dali radę – i tak właściwie, jako młody ojciec, to moja rola przede wszystkim, podobnie do Józefa, sprowadza się do zapewnienia bezpieczeństwa mojej rodzinie. Nic się nie zmieniło.
Maleńka Miłość przychodzi do serc wszystkich ludzi. Wszystkich bez wyjątku. Nie jako spektakularny Król, który robi „wejście smoka”, z fanfarami, fajerwerkami i całą spektakularnością. Za to z rozbrajającą i chwytającą za serce bezpośredniością małego dziecka, w pieluszkach, w słomie w żłobie czy też grocie. Biednie nawet jak na ludzkie kryteria.
Ten cytat z Izajasza jest bardzo ważny. Bóg przychodzi w konkretnym celu – żeby nas zbawić.Nie przez anioła, nie przez posłańca. Sam we własnej Trójjedynej Osobie, która dzięki Maryi zyskała ciało i całą ludzką naturę. Żeby przeżyć wszystko od początku do końca, na własnej skórze. Bóg z miłości do człowieka przekracza samego siebie. I czyni to w sposób, przepraszam za sformułowanie, nawet po ludzku pokręcony: właściwie przedmałżeńska ciąża (teoretycznie zaślubieni, Maryja z Józefem nie mieszkali jeszcze ze sobą), dramat wątpliwości Józefa, jak tę sytuację ugryźć, a potem od razu tyle niebezpieczeństw czyhających na małego Jezusa, pomijając już trudną dla Maryi podróż w zaawansowanej ciąży do Betlejem, zwieńczoną zakwaterowaniem ze zwierzętami, bo „nie było miejsca dla Ciebie”, jak mówi tekst pastorałki.Więc czemu tyle osób twierdzi, że Bóg stoi gdzieś obok, daleko, i ma to wszystko w pewnym poważaniu? On od samego początku miał jako człowiek „pod górkę”.
Nic się od tamtej pory nie zmieniło. Bóg nadal w tę betlejemską noc przychodzi i puka do ludzkich serc. Wszystkich i każdego bez wyjątku – nie dlatego, że musi, ma obowiązek, ale dlatego, że chce przytulić do swojego serca każde, nawet najbardziej pokręcone ludzkie życie. Zwróć uwagę, Herod też miał wtedy wybór: Mędrcy powiedzieli mu o Jezusie, mógł wyruszyć z nimi i oddać Zbawicielowi pokłon (i wcale nie musiało się to wiązać z jakimkolwiek oddawaniem faktycznej władzy, zresztą posiadanej z nadania rzymskiego okupanta). Wolał za to wymordować wszystkich małych chłopców, w tym dzieci we własnej rodzinie. Ze strachu. Maleńki Jezus przychodzi i tylko ja w ciszy swojego serca i własnego sumienia decyduję, co z tym zrobię.Mogę Mu oddać pokłon w stajence, mogę się po prostu ucieszyć, a mogę to kompletnie zlekceważyć. On się nie obrazi i nadal będzie czekał.
Słowo stało się ciałem, et verbum caro factum est. Nie słowo prawa, które już było od czasów Mojżesza, ale słowo łaski i prawdy. Bóg bez końca miłosierny. Ciekawe jest to, co pisze autor natchniony nieco dalej, co jest jakby po prostu stwierdzeniem: „i oglądaliśmy Jego chwałę”. Bo to jest pewnik, bo ona, ta chwała się objawiła. Można to uznać i uwielbić Boga, a można trochę bez sensu i właściwie na próżno negować, kwestionować. Tylko po co?
Kapitalnie fenomen tej sytuacji oddał śp. ks. Jan Twardowski w wierszu „Naucz się dziwić”: „I pomyśl— jakie to dziwne, / że Bóg miał lata dziecinne, / matkę, osiołka, Betlejem”. Bo ta sytuacja, szczególnie w kontekście Bóstwa Jezusa, jest dla nas dziwna, bo Król nie taki powinien być. A jednak On przyszedł tak właśnie i nie inaczej, i nic z tym nie możemy zrobić poza jednym: zadumaniem, dlaczego? co chciał nam pokazać? Może po prostu, że nie cała ta otoczka, splendor, się liczą, to co przeliczalne (wersja dla młodszych: wypasione prezenty), ale zupełnie inne kwestie. Miłość, bliskość, troska, relacje, wspólnota, rodzina. To wszystko, co my także w czasie świąt czasami bezmyślnie spychamy na bok na rzecz lekkomyślnego obżerania się przed telewizorem przy oglądanych milionowy raz przygodach chłopca o imieniu na k, który raz został sam w domu, a innym razem w Nowym Jorku…
Maleńki Jezus przyszedł i ta łaska tu jest, obok, na wyciągnięcie ręki. Dotyka ciebie w Jego pełnym miłości i miłosierdzia spojrzeniu. Przychodzi, aby uczyć dostrzegania tego, co banalne, spotkania w prawdzie, zwykłej wdzięczności za Jego przyjście i codzienne dary (ale też umiejętności ofiarowania i oddania Mu tego, co trudne i bo boli). Co z tym zrobisz? Przychodzący Jezus stworzył most pomiędzy niebem i ziemią. I on już zawsze będzie.

Jak to jest z tym płaceniem

Kawałek świetnej rozmowy Marcina Jakimowicza z o. Witem Chlondowskim OFM pt. „Ile to kosztuje” (GN z 07 września 2014 r.). A’propos naszej ludzkiej logiki – trzeba zapłacić. No właśnie nie trzeba, ale ciężko to zrozumieć. 
„- Trudno nam uwierzyć, że Bóg kocha za darmo, wylewa za darmo łaskę. Ale Nowy Testament ukazuje nam Ojca, który tak umiłował świat, czyli ciebie i mnie, że dał nam za darmo swojego Syna. Przez Niego przychodzi łaska osobowa, czyli Duch Święty. 
– A my zadajemy pytanie: „Ile to kosztuje?”. To nie tylko pytanie Marcina Jakimowicza. Już w Dziejach Apostolskich podchodzili do apostołów ludzie i widząc charyzmaty, sięgali do sakiewek. My ciągle jesteśmy cwani – wiemy, że nie chodzi o pieniądze. Zmieniamy walutę. Pytamy: „Ile mamy się modlić, by otrzymać dar?”. Nasza wspólnota przez 10 lat zadawała sobie pytanie: „Co robimy nie tak?”.
– A na co kładliście akcent? W co się wpatrywaliście?
– W samych siebie. Niby wiedzieliśmy, że charyzmat to „dar darmo dany dla drugiego”, ale przecież jakiś różaniec trzeba zmówić…
– I tu masz odpowiedź! Jeżeli patrzymy na Jezusa, na Tego, który jest nam dany za darmo, zaczynamy się uczyć logiki Boga. Przestajemy pytać, ile to kosztuje, bo… On jest ceną, On jest zapłatą. Gdy patrzymy na siebie, będziemy zawsze zadawać pytanie: „Co robimy nie tak?”. Gdt wpatrujemy się w Jezusa, ten problem znika”. 

Pokój, który niszczy lęk

Kto by pomyślał? 17 maja minęły 4 lata tego bloga. Czas niesamowicie leci.

>>>

Jezus powiedział do swoich uczniów: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. (J 14,27-31a)

Ten obrazek może wielu osobom kojarzyć się z momentem pożegnania, odejścia ukochanej osoby – po prostu śmierci. Tym bardziej po 02 kwietnia 2005 r., kiedy właśnie w słowach „Ojciec Święty odszedł do domu Ojca” abp Leonardo Sandri obwieścił śmierć Jana Pawła II, dzisiaj już świętego. Po ludzku to moment smutku, żałoby – dla człowieka wiary, przeciwnie, powód do radości i dziękczynienia. Ten, który odszedł, osiągnął cel – dotarł do domu. 
To są rzeczy i sytuacje zupełnie nieprzewidywalne, których nie da się zaplanować, do których nie sposób się przygotować (może wyjątek – gdy ktoś choruje, ciężko, długo, wiadomo że odejście to kwestia czasu). Od czasu odejścia Mamy – za miesiąc będzie rok… – kilka razy powiedziałem do osoby, która wiem, że ma pod opieką bardzo (nieuleczalnie) chorą babcię: zazdroszczę ci, bo ty wiesz, co się stanie, możesz się przygotować, powiedzieć wiele rzeczy; ja nie miałem takiej możliwości. Dygresja, ad rem. To są sytuacje, kiedy najbardziej sprawdza się ta nasza wiara, jaka by to na nie była – nie deklaracje, różańce, pobożne spojrzenia, czas spędzony w kościele. Praktyka. Każdy potrafi być królem świata, kiedy jest fajnie, wszystko się układa, wszystkiego jest z bród. Tego, ile jest warta nasza wiara, możemy się przekonać właśnie wtedy, kiedy życie daje nam przysłowiowego kopa, kiedy różne rzeczy (często naraz) się sypią. 
Nie jestem w tym sam. On jest przy mnie – stąd te słowa: niech się nie trwoży serce! Tak podobne do tych słów w wieczerniku, kiedy Zmartwychwstały właśnie od „pokój wam!” rozpoczyna spotkanie z uczniami, którzy tam właśnie pochowali się przed Żydami. Strach jest stąd, nasz, ludzki, ziemski – a my mamy pamiętać, że to wszystko tutaj nas nie krępuje, że to tylko na chwilę, a potem jest Wszystko i jest On, który także dzisiaj czuwa. 
Pokój to chyba najpiękniejszy z Bożych darów. Ukojenie, ufna pewność, że jestem w dobrych rękach. Ten jedyny i prawdziwy – nie żaden święty spokój, zagłuszający sumienie i karzący iść na skróty. To nie jest gwarancja bezstresowego życia i zera problemów – tylko dar, który pozwala przez te wszystkie trudne momenty przejść i je przetrwać. Pokój przez Ojca dany Synowi, który Syn ofiarowuje dalej, konkretnemu człowiekowi, aby pielęgnując go w sobie, równocześnie nim zarażał i dzielił się z innymi. Pokój czystego serca, pełnego przebaczenia i miłosierdzia. Nic dziwnego, że słowa te wracają dosłownie w każdej liturgii Mszy Świętej, na rozpoczęcie modlitwy, po której następuje przekazanie znaku pokoju. Niech to nie będzie tylko znak – żebym to ja sam był znakiem, stawał się nim dla innych. 

Światłość prawdziwa

wiatłość
Na początku było Słowo, 
a Słowo było u Boga, 
i Bogiem było Słowo. 
Ono było na początku u Boga. 
Wszystko przez Nie się stało, 
a bez Niego nic się nie stało, 
co się stało. 
W Nim było życie, 
a życie było światłością ludzi, 
a światłość w ciemności świeci 
i ciemność jej nie ogarnęła. 
Pojawił się człowiek posłany przez Boga, 
Jan mu było na imię. 
Przyszedł on na świadectwo, 
aby zaświadczyć o Światłości, 
by wszyscy uwierzyli przez niego. 
Nie był on światłością, 
lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. 
Była Światłość prawdziwa, 
która oświeca każdego człowieka, 
gdy na świat przychodzi. 
Na świecie było Słowo, 
a świat stał się przez Nie, 
lecz świat Go nie poznał. 
Przyszło do swojej własności, 
a swoi Go nie przyjęli. 
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, 
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, 
tym, którzy wierzą w imię Jego, 
którzy ani z krwi, 
ani z żądzy ciała, 
ani z woli męża, 
ale z Boga się narodzili. 
Słowo stało się ciałem 
i zamieszkało między nami. 
I oglądaliśmy Jego chwałę, 
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, 
pełen łaski i prawdy. 
Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył (J 1, 1-18).
Nic dziwnego, że ewangelia Janowa jest moją ulubioną, skoro tak pięknie się zaczyna. To tekst, który – poza jedną z liturgii uroczystości Narodzenia Pańskiego, Kościół odczytuje w Sylwestra, czyli na końcu roku kalendarzowego. I tak się zastanawiałem – czemu akurat w tym momencie? 
Prozaicznie – bo za chwilę rozpocznie się kolejny rok kalendarzowy, 2014, w którym ludzie sobie i Bogu będą próbowali udowodnić, że są samowystarczalni, że On nie jest potrzebny, że się narzuca, wymyśla, ogranicza, tłumi. Będą wyśmiewali współczesnych nam Janów Chrzcicieli, którzy wbrew wszystkim i wszystkiemu będą mówili właśnie o Światłości. Będą odstawiali w kąt, albo wręcz starali się tłumić tę Światłość jedyną, bo prawdziwą, która chce oświecić każdego człowieka, o ile tylko on na to pozwoli – mimo, że Jezus w innym miejscu wprost powiedział, że światło jest dla każdego (Łk 8, 16-17). 
My chcemy żyć inaczej. My chcemy być sługami tej Światłości, żyć nią, z niej czerpać i nią się inspirować – nie tylko do Trzech Króli albo do wyrzucenia choinki z domu, kiedy sprząta się bibelotki i ozdóbki, ale przez cały rok. Ten kolejny rok, który nam – wierzącym – wyznacza rytm roku liturgicznego: a więc nie tylko przez te chwile pełne radości, ale i smutne, bolesne, jak Wielki Post, który człowieka wiary stawia przed wielką tajemnicą męki i śmierci (a dopiero potem zmartwychwstania); w dni pełne sukcesów, ale i porażek, wydarzeń czasami zrozumiałych dopiero z bardzo dużej perspektywy czasu, kiedy wydawać się może, że Bóg jest daleko i o nas zapomniał. Tej Światłości musi wystarczyć na to wszystko – i z Bożą pomocą wystarczy, jeśli tylko będziemy o to prosić i uwierzymy, że ona wystarczy.

Ten rok zaczął się dramatycznie. Młody człowiek, właściwie recydywista, zabija samochodem (podejrzewa się, czy nie z premedytacją?) pod wpływem alkoholu i środków odurzających bodajże 6 osób; giną w tym rodzice, których dziecko zostaje w jednej chwili po ludzku same na świecie. W noc sylwestrową grupka pijanych ludzi zaczepia na ulicy innych, w tym jadących samochodami, wygraża im – jeden kierowca odjeżdża, bojąc się o swoje i pasażerów bezpieczeństwo, i za chwilę okazuje się, że w całej sytuacji ginie kompletnie pijana młoda kobieta w 9 miesiącu ciąży; w kilka dni potem umiera także, pierwotnie odratowane, dziecko ciężarnej. 
To może się wydawać bardzo makabryczne – ale czy nie zbliżamy się do czasów ostatecznych? Bóg nie grozi palcem, nie mówi ze smutkiem „a nie mówiłem?”. Cierpi tak samo jak ci, którzy ucierpieli w tych i tak wielu innych wydarzeniach – następstwach głupoty, nieodpowiedzialności, brawury, uzależnienia. A Słowo i tak znowu przyszło, znowu dla nas stało się Ciałem, i zamieszkało pomiędzy tymi, którzy Je w ogóle zauważyli i pokochali. Czasami warto – zanim dojdzie do takiej czy do innej tragedii, a ich w życiu mamy sporo – zastanowić się i odpowiedzieć na takie dość proste pytanie: czy warto się szarpać i próbować sobie coś udowodnić, czy ten czas życia – nie wiemy, jak długi – spożytkować sensowniej? 
Pozwólmy się oświecić tej jedynej, prawdziwej Światłości. Przyjmijmy Jej moc. 

33 lata później – znowu Polska

Na kanwie, radosnej nie da się ukryć, informacji o tym, iż Światowe Dni Młodzieży w 2016 r. odbędą się w naszym Krakowie, chciałem coś sam napisać. Znalazłem jednak w bodajże poprzednim GN tekst, który oddaje w mojej ocenie wszystko (pogrubienia własne). I świetne punkty do refleksji – ile w tym zachwycie nad Dżej Pi Tu było plastikowych kremówek, nie do końca rozumianych zwrotek Barki czy wspólnego bujania się wieczorem przy oknie na Franciszkańskiej, a ile w tym było (i pozostaje nadal) refleksji nad tym, jak ciągle być (nie tyle, co to znaczy) człowiekiem sumienia, jednoznacznym, zdecydowanym i działającym, umiejącym docenić to, co Polska kiedyś światu dała, cały czas daje i może dawać, co jest jej prawdziwą wartością przed światem. Podpisuję się obiema rękami i nogami. 
Jasna Góra 1983 – Kraków 2016
Andrzej Nowak
W Krakowie w 2016 r. możemy znów zwrócić uwagę świata na wspaniałą polską wolność, na wielką polską chrześcijańską tradycję i kulturę.

Mnóstwo się ciśnie myśli i nadziei po tym, jak papież Franciszek ogłosił, że Kraków będzie gościł Światowe Dni Młodzieży w roku 2016. Najpierw przypomnienie tych dni młodzieży, w których dane mi było z tysiącami, potem z setkami tysięcy uczestniczyć – w 1979, w 1983 roku. Przecież Jan Paweł II w tych spotkaniach z polską młodzieżą dochodził pewnie do myśli o większym, światowym skupieniu młodych wokół Chrystusowego przesłania. Kto był wtedy, na krakowskiej Skałce, w czerwcu 1979 roku z Janem Pawłem, ten nie zapomni tamtego tchnienia radości do końca życia. Wtedy było nas kilkanaście tysięcy, bo tyle mieściło się między murami ogrodu ojców paulinów na Skałce.  Cztery lata później były nas setki tysięcy u stóp jasnogórskiego klasztoru. 18 czerwca 1983 czekamy, śpiewamy, nie dłuży się. I widzimy w końcu, jak przyjeżdża ten, który ogniskuje nasze nadzieje, na dnie upokorzenia stanu wojennego. I słuchamy, jak mówi do nas, byśmy czuwali. Co to znaczy – czuwam? Do nas, do młodych (wtedy) mówił tak: „To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie„.

Ogłoszenie Krakowa miastem spotkania młodych z Chrystusem zbiegło się z czytaniem o pokornym targowaniu się Abrahama z Bogiem o los Sodomy. Pan Bóg chce dać szansę na nawrócenie, nawet jeśli zastanie w mieście dziesięciu sprawiedliwych. 30 lat po tamtej pielgrzymce, po kolejnych pielgrzymkach, po wszystkich staraniach Jana Pawła do nas skierowanych – niepokoi ta myśl: ile w nas, ile w naszej ojczyźnie zostało sprawiedliwości? Czy nie zagłuszyliśmy i nie zniekształciliśmy naszych sumień? Ile zła przezwyciężyliśmy w sobie? Jak czuwamy? Każdy odpowiada na te pytania za siebie. Ale do młodzieży skupionej pod Jasną Górą 18 czerwca 1983 roku Jan Paweł II mówił o jeszcze jednym sensie słowa „czuwam”. Mówił tak: „Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje. Może czasem zazdrościmy Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, że ich imię nie jest związane z takim kosztem historii. Że tak łatwo są wolni. Podczas gdy nasza polska wolność tak dużo kosztuje. […] Powiem tylko, że to, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. […] Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo”. Freedom is not free – ten prosty napis znalazłem na pomniku tych, którzy położyli swe życie w walce o wolność. Pomnik jest w Waszyngtonie – bo nie tylko polska wolność, ale także amerykańska, niemiecka, francuska: każda wolność jest drogo kupiona. Tylko wszędzie tak łatwo jest o tym zapomnieć. Zwłaszcza ludziom młodym przychodzi to łatwo. W Polsce także. Prawdziwa wartość wolności wyrasta z polskiego dziedzictwa historycznego i z polskiej kultury – to Jan Paweł II stale przypominał polskiej młodzieży – po Częstochowie 1983 było Westerplatte 1987, znowu Jasna Góra 1991 – aż do tego poruszającego tak wiele młodych serc pożegnania 2 kwietnia 2005 roku, kiedy tysiące młodych Polaków spotykało się – na krakowskich Błoniach, na warszawskim placu Zwycięstwa, na tylu innych błoniach i placach w poczuciu osierocenia. I teraz, 30 lat i 40 dni po tamtym wielkim spotkaniu z młodymi pod Jasną Górą słyszymy, że znowu mamy szansę, by odrodzić się duchowo, otrząsnąć z zapomnienia, ale i odnowić swoją dumną więź z polskością. W Krakowie w roku 2016 możemy znów zwrócić uwagę świata na wspaniałą polską wolność, na wielką polską chrześcijańską tradycję i kulturę .

Nie wiem, ilu jest wśród nas sprawiedliwych, którzy tę szansę nam wymodlili. Ale domyślać się mogę, ilu wspaniałych świętych o tę szansę prosi Pana Boga „z drugiej strony”. Błogosławiony Jan Paweł II nie jest osamotniony w swoim targu o naszą Sodomę. Obok niego – choćby tylko związani z Krakowem – proszą święci: Stanisław, Jan Kanty, patron mojego uniwersytetu, królowa Jadwiga, królewicz Kazimierz (prosi nas też o to, żebyśmy nie zapomnieli o braciach Litwinach, którzy współubiegali się o zaszczyt organizacji ŚDM w roku 2016), brat Albert, Maksymilian Maria Kolbe (związany z krakowskim klasztorem franciszkanów), siostra Faustyna z Łagiewnik.

To są wielcy nasi patroni, wielcy patroni tych Dni w roku 2016. To są także najwięksi patroni polskiej promocji w świecie. Przekonuję się wciąż o tym, kiedy idę na Mszę do jakiegoś kościółka w Brukseli i słyszę kazanie francuskojęzycznego księdza o ojcu Kolbem, kiedy indziej – gdy słyszę o nim na Mszy w Dublinie, innym razem – gdy spotykam na honorowym miejscu podobiznę ojca Kolbego w wielkiej kaplicy najsłynniejszego chyba panteonu północnych Włoch (gdzie pochowani są: Galileusz, Michał Anioł, Machiavelli, Rossini) – florenckiego kościoła Santa Croce. Wiem o tym, kiedy widzę obrazki z Jezusem Miłosiernym i modlitwą świętej Faustyny w każdym kościele, obok Wall Street czy w Londynie lub Moskwie. Wiem o tym, kiedy widzę, ile twarzy rozjaśnia na całym świecie wspomnienie Jana Pawła II. Ojciec Kolbe, Faustyna, Jan Paweł – którzy „wytargowali” nam tę jeszcze jedną szansę – teraz cieszą się – i proszą polską młodzież, która będzie w Krakowie za trzy lata gościć młodych całego świata: dajcie świadectwo, że czuwacie, że potraficie odnowić wielkie dziedzictwo polskiej historii, odnowić przyrzeczenie chrztu, przyjętego 1050 lat temu.
I jeszcze króciutka, świetna myśl o. Jana Góry OP, tym razem z ostatniego GN: 

W jakim języku mówisz do ludzi – w takim otrzymasz odpowiedź. W jakim języku mówisz do Boga – w takim otrzymasz odpowiedź.