Modląc się do Niego, wołamy: „W pracy Tyś ochłodą, w skwarze żywą wodą, w płaczu utuleniem”. W płaczu, w skwarze, w pracy. Nie po płaczu, po skwarze. On jest „w”. Bóg zstępuje do przeklętych sytuacji naszego życia i przemienia je. (...) Kto tu walczy. Ja czy Bóg? Dlaczego każda modlitwa tak wiele ostatnio mnie kosztuje? Bo biorę jej ciężar na siebie. Tymczasem Bóg zaprasza: złóż swój ciężar na Mnie. Oddaj mi swój czas. Usiądź, odetchnij, zaufaj. To nie ty jesteś zbawicielem swojej rodziny. Oddaj mi swoje problemy. Otwórz bramy! Ja wejdę. (...) Biegamy, szukamy, napinamy mięśnie, pożeramy duchowe książki. A skarb jest na naszym polu. Zakopany pod grubą warstwą brudnej ziemi. Niektórzy z nas, przeorani cierpieniem, już rozpoznają pod bruzdami jego kształty. (...) Wieczność czeka. Tuż za progiem. Czekamy na nią, jak na coś bardzo, bardzo odległego. Tymczasem teraz jest chwila naszego zbawienia. Nie jutro, za tysiące lat. Teraz. (...) Chrześcijanin to człowiek, który stoi w wyłomie muru. Jedną nogą w świętym mieście Jeruzalem, drugą na zewnątrz, w zanurzonym w grzechu świecie. Jedna decyzja, jeden mały kroczek. Albo się modlę, albo się podlę. (Marcin Jakimowicz, "Pełne zanurzenie")

Poproś o modlitwę

Biblia uczy nas, że "gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18,20).

Bardzo wierzę w moc wspólnej ufnej modlitwy - dlatego jeśli jest jakaś intencja ważna dla Ciebie i bliska Twojemu sercu - nie wahaj się, napisz, chętnie pomodlę się razem z Tobą.

Czytaj więcej

Adoracja on-line

Poświęć chwilę na rozmowę z Najwyższym. Tutaj, przed komputerem, bez wychodzenia z domu. Transmisja z kościoła Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku.

Czytaj więcej

Spójrz w niebo

Jak małe dziecko wznieś ręce do góry i krzyknij: Jezu, ufam Tobie! Przyjdzie tak samo, jak odszedł. Będzie miał wzniesione ręce. Do błogosławieństwa, nie do uderzania. Wzniósł je już raz na krzyżu, gdy przyciągnął ziemię do nieba. Teraz każdy, kto wznosi ręce, naśladuje ten najważniejszy gest świata. Błogosławieństwo.

Czytaj więcej

Kto ty jesteś?

376654_rz6i_9167293980_438b5d1327_b_51

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. (J 1,6-8.19-28)

Nie jest sztuką „granie na siebie”, stawanie się celebrytą, osobą znaną, lubianą, a może i poważaną. O wiele jest trudniej być czytelnym, a przede wszystkim autentycznym świadkiem – tym, który tylko wskazuje drogę, pokazuje, Kto jest najważniejszy.

Czytaj dalej →

Pokręcone ścieżki

d1390887829

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. (Mk 1,1-8)

Pustynia to bardzo ważny element naszego życia – może właśnie dlatego, że tak bardzo nielubiany. Z jakiego powodu? Bo wygodnie jest być pod wpływem bodźców z różnej strony, dźwięków, obrazów, przekazów. Nie trzeba się bardziej zastanowić nad różnymi rzeczami, rozważać sensu postępowania czy podejmowanych decyzji. Pomijając już to, że te nie pozwala na odczucie samotności, która może się pojawić, gdy zdam sobie sprawę z pustki.

Czytaj dalej →

Oczekiwanie – wszystko jest dopiero przed nami

Wieniect2015

Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! (Mk 13,33-37)

W naszej kulturze przyjęło się, że określenia wydarzeń historycznych precyzujemy pojęciami nie tyle „przed naszą erą” czy „naszej ery”, ale „przed Chrystusem” lub „po Chrystusie” – dla czasów pierwszych używając określenia BC (before Christ), dla późniejszych AD (anno Domini – rok Pański). Jeśli ja jestem człowiekiem, który naprawdę wierzy i czeka z tęsknotą na przyjście Jezusa – to ta typologia powyżej nie ma sensu. Bo wtedy zawsze jestem dopiero „przed Chrystusem”, który przyjdzie – nie tyle w kolejnym świętowaniu pamiątki rocznicy Jego Narodzenia, ale na samym końcu czasu. To tak, jak to powiedział śp. ks. Józef Tischner – chrześcijaństwo jest dopiero przed nami.

Wiele razy się mówi, że Adwent ma być radosnym oczekiwaniem, w przeciwieństwie do czasu Wielkiego Postu. Czy tak jest faktycznie? Wszystko zależy od tego, jak wykorzystuję daną mi wolność, co z nią robię. Bardzo życiowo można sobie wyobrazić różne warianty sytuacji, kiedy jedno ze współmałżonków wyjeżdża – szkolenie, delegacja, cokolwiek – co robi to drugie. Jeśli wszystko jest normalnie, czeka, tęskni, odliczas czas do powrotu ukochanej osoby, pragnie tego i wygląda jego powrotu. Jeśli gdzieś coś nie układa się prawidłowo, może wykorzystać taką sytuację jako okazję do „skoku w bok”, „korzystania z życia” – czyli robić dokładnie wszystko poza oczekiwaniem. W pierwszej sytuacji, gdy ukochana osoba wróci, jest radość ze zwieńczenia tego oczekiwania, nagroda dla czujności, po prostu szczera radość. W drugiej – cóż, może być różnie, w najlepszym wypadku udawanie, przemilczanie i tajemnice, w najgorszym przyłapanie partnera po prostu na zdradzie.

Każdy pewnie widział bardzo wiele filmów, w których dochodziło to takiego wcześniejszego powrotu osoby, no właśnie, jednak nie tak oczekiwanej w domu, jak by chciała… To jest nie do przewidzenia, dokładnie tak samo, jak moment przyjścia Jezusa. Pytanie jest zasadniczo proste: nie czekasz (bo po co), czekasz bo się boisz (bo masz coś za uszami i starasz się to ukryć), czy może czekasz bo kochasz i nie możesz wytrzymać?

Za 4 tygodnie będziemy z bliskimi, w blasku świec i choinki, po raz kolejny w życiu wspominać to, że Bóg się rodzi, moc truchleje – historię betelejemskiej stajni sprzed ponad 2 tysiącleci. Tylko że to nie ma być tylko rzewne wspominanie, wzruszenie nad kolędami, po czym po wielkim obżarstwie i świętowaniu/leżeniu przed tv przez kilka dni dłużej niż w weekend bezmyślny powrót do tego, co było – ale jakby taki piękny przystanek, przypomnienie, że Jezus Chrystus to ten, „Który jest, Który był i Który przychodzi” (Ap 1, 4b). Nie tylko przyszedł, dawno dawno temu, a my mamy z tego tytułu jako nominalni chrześcijanie robić szopkę raz w roku, taka tradycja dziwna – ale On ciągle przychodzi i to ostateczne przyjście Jego jest ciągle przed nami. 

Bo przecież, gdyby Jezus miał nie przyjść ponownie – jaki to by wszystko miało sens? Po co byłby ten Adwent, odliczanie, potem świętowanie? Tradycja tylko? Tak, ona jest ważna – ale czy sama w sobie, bez wiary w powtórne przyjście Pana, byłaby cokolwiek warta?

W tym oczekiwaniu nie ma złotego środka, idealnego profilu działania. Samo robienie dla robienia najlepwszych rzeczy niewiele da. Jest modlitwa, są uczynki miłosierdzia, jest widzenie i zauważanie potrzeb nie tylko swoich własnych, jest empatia i wola zaradzenia (niekoniecznie też finansowo) potrzebom i troskom drugiego człowieka. Pisałem o tym ostatnioJezus przychodzi w ludziach najmniejszych, tych których najłatwiej pomijamy i udajemy, że ich nie widzimy, w najzwyklejszych sprawach codziennych, w zwykłych obowiązkach, najprostszych czynnościach. Albo w drugim człowieku chcę i widzę właśnie Jego, albo nie.

Tu zwykłe wyrobnictwo, bylejakość, odwalanie byle czego nie wystarczy. Bóg zostawił w rękach ludzi swój dom, nawet nie tyle Kościół, co cały świat. Masz się starać, krzątać (nie udawać zajętego), i – powtórzone w tym krótkim tekście aż 4 razy – czuwać. Bóg zostawił w naszych rękach to, co ma najcenniejsze, nas samych sobie nawzajem – i tylko ode mnie zależy, czy ostatecznie ja się o to staram, czy to olewam. 

To czuwanie ma sens co najmniej dwojaki. Czuwaj – żebyś nie zszedł z właściwej drogi, umiał dalej rozróżniać to, co Boże od spraw i znaków ludzkich, wiedział za kim i za czym podążać. Czuwaj, oby tak dalej. Ale także czuwaj – bo nawet, jeśli gdzieś tam na tej drodze się pogubiłeś, wychodzą mniej lub bardziej konsekwencje różnych dziwnych decyzji, okazuje się że droga na skróty była bez sensu. Czuwaj czyli znajdź w sobie siłę do tego, aby przypomnieć sobie, czego pragnie dla ciebie Bóg, i spróbować to zrealizować. W końcu jeszcze nie powrócił, prawda? Jest jeszcze czas. 

W tym adwentowym czasie będziemy powtarzali często wezwanie marana thaTak, znaczy „przyjdź, Panie Jezu” – ale warto mieć przed oczami kontekst. To żadne słowa modlitwy Narodu Wybranego przed przyjściem Mesjasza, narodzeniem Jezusa – ale praktycznie ostatnie słowa Pisma Świętego Nowego Testamentu: „Mówi Ten, który o tym świadczy: «Zaiste, przyjdę niebawem». Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 20). To słowa już wspólnoty Kościoła, wypowiedziane po wydarzeniach Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. Modlimy się o to, co przed nami. No właśnie, modlimy czy po prostu powtarzamy? Jak by to było, gdyby Jezus przyszedł dzisiaj w nocy, gdybyśmy jutro już się nie obudzili? Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że jestem gotowy.

Dzisiaj uświadomiłem sobie taki mocno adwentowy obrazek, jak to z tym naszym czuwaniem i oczekiwaniem być powinno. Dokładnie tak, jak z dziecięcymi tzw. kalendarzami adwentowymi – to codzienne otwieranie kolejnych pól kalendarza, żeby dostać wymarzoną czekoladkę, jest dla małego dziecka czymś ważnym, co bardzo lubi i na co każdego dnia czeka. Z naszym – dorosłym – świadomym czuwaniem i oczekiwaniem na Jezusa, nie na gwiazdora z prezentami, ma być dokładnie tak samo.

Król w tych najmniejszych

Mt-25-31-46

Jesus powiedział do swoich uczniów: Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. (Mt 25,31-46)

Jezus, który w ubiegłej niedzieli staje przed nami jako Król Wszechświata, cały czas jest także Pasterzem, który stara się nas prowadzić właściwą drogą, ostatecznie i tak kończącą się rozrachunkiem, o którym jest mowa powyżej: Sądem Ostatecznym, od którego zależy, co będzie dalej. Na ile te słowa „Panie, kiedy widzieliśmy Cię…” są autentycznym zdziwieniem, a na ile niejako formą strategii, która ma usprawiedliwić klapki na oczach, które tyle razy spowodowały, że przechodziłem obok człowieka w potrzebie?

Czytaj dalej →

Talent show

parable_of_talents_01

Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. (Mt 25,14-30)

Ten tekst to historia o tym, jak wielkie jest nasze wybranie i jak niesamowite bogactwo złożone zostało w ręce każdego z nas. Tak, w ręce każdego także inaczej. I że tak naprawdę nikt, choćbym nie wiem, jak zwalał winę na drugiego, nie jest w stanie nic z nim zrobić. Te talenty są tylko moje.

Czytaj dalej →

Mądre czuwanie – żeby świecić, trzeba mieć czym

10-panien1

Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny. (Mt 25,1-13)

Koniec roku liturgicznego daje o sobie znać – coraz więcej słów i wezwań do gotowości na sprawy ostateczne (to ewangelia 32. niedzieli, sprzed tygodnia). Kontekst tych słów jest bardzo na czasie, bo to nic innego jak wezwanie do roztropności, do mądrości w tym oczekiwaniu na przyjście Pana (a przy okazji: rozróżnienia przyczyn od skutków). Jak to zrobić, żeby nie usłyszeć, że On nas nie zna?

Czytaj dalej →

Co z tą Polską?

f7936c03ff6957b8def470b2c4ed7ed0e5473dc4

11 listopada to piękny dzień, w którym zawsze staram się być na Mszy Świętej. Po co? Nie, to nie jest żadne święto kościelne, a tym bardziej nakazane (kalendarz liturgiczny podpowiada, że to wspomnienie św. Marcina z Tours, w Polsce kojarzonego głównie z tradycją opychania się rogalami z białą masą :D). Po prostu uważam, że jako człowiek wierzący mam obowiązek modlitwy także w intencji mojej Ojczyzny. Niestety, z roku na rok mam coraz więcej obaw, jak taki patriotyzm i postawa narodowa są w tym kraju – przynajmniej w skali makro – rozumiane.

Czytaj dalej →

500 lat reformacji – jedność, która jest ciągle przed nami

d260568855

Dla wielu osób mam wrażenie sam pomysł, żeby wspominać taką właśnie rocznicę, wydaje się prawie czymś niestosownym, niewłaściwym dla dobrego, pobożnego katolika. Bo przecież – co to za rocznica? Ano, bolesna, nie da się ukryć, choć trzeba wyraźnie powiedzieć, że doświadczenia ostatnich 50 lat (co to jest w kontekście całej historii Kościoła? niewiele) każą patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.

Czytaj dalej →

Nadzieja pełna nieśmiertelności

wszyscy_swieci

To jest bardzo widoczne w naszym kraju – że chociaż zarówno 01 listopada, jak 02 listopada właściwie obchodzimy zupełnie inne święta/wspomnienia, to mentalnie chyba jesteśmy przyzwyczajeni, że wrzucamy to jakby do jednego worka, na dodatek pod mocno naciąganym tytułem „święto zmarłych” (dziwiąc się potem, że przyjmuje się coraz szerzej zabawy pod nazwą Halloween – czyli… właśnie święto zmarłych).

Czytaj dalej →

Prawdziwy władca

628325_09120920Pieniadze20RK2040_83

Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie glądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. (Mt 22,15-21)

To, o czym mowa w tym zeszłotygodniowym niedzielnym tekście, to problemy, z którym nie radzimy sobie w ogóle dzisiaj, mimo upływu wieków: pokusa pochlebstwa, od którego zaczęli faryzeusze, a także problem z rozgraniczeniem spraw Bożych od spraw ludzkich, w tym relacja polityki do spraw wiary.

Czytaj dalej →