Prawie dokładnie tydzień temu – można by powiedzieć, w dniu obchodzenia „jak bozia przykazała” uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego wtedy, kiedy wypada ona, czyli w czwartek 06 tygodnia wielkanocnego (a nie, jak w Polsce już od kilku lat, przesunięta na 07 niedzielę wielkanocną) – w ramach obchodów Jubileuszu Miłosierdzia w Watykanie miała miejsce bardzo przejmująca, a zarazem prosta uroczystość. Skądinąd, w mediach praktycznie prawie nigdzie nie odnotowana.
Kategoria: o Kościele
Zamieszanie przez (nad)interpretowanie
Kolejny, niestety, raz mamy do czynienia z dość niezrozumiałym działaniem na szczycie instytucjonalnego Kościoła. Działaniem, które niby ma coś wyjaśniać – jednak w mojej ocenie co najwyżej zamazuje obraz i stanowi bardzo nieprzemyślane posunięcie. A jedyny efekt to zamieszanie i, jak w moim przypadku, zdziwienie.
Oby chociaż szczypta twojej mądrości w nas pozostała
Pomimo zaawansowanego wieku, jakoś nigdy nie myślałem, że przyjdzie mi tak szybko wspominać człowieka, który wiąże się z moją świadomą przygodą z Kościołem właściwie od początku. A jednak. W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski 03 maja 2016 r. o godz. 16:12 w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku zmarł arcybiskup senior Tadeusz Gocłowski CM. Przebywał on w szpitalu od blisko dwóch tygodni w związku z rozległym udarem mózgu, jakiego doznał pod koniec kwietnia. 03 maja 2016 r. przeszedł kolejny wylew, w wyniku którego zmarł. Dla mnie ten tekst jest bardzo trudny i sporo czasu oraz wysiłku kosztowało mnie jego napisanie.
Czytaj dalej Oby chociaż szczypta twojej mądrości w nas pozostała
Specyficzne miłosierdzie
Bardzo daleki jestem od wieszczenia apokaliptycznym tonem „końca Kościoła” itp. Natomiast sytuacja z weekendu – dotycząca tego, co działo się w Białymstoku z udziałem grupy zadeklarowanych narodowców – bardzo dobitnie, niestety, pokazuje, że Kościół w Polsce się w tej materii zupełnie pogubił i dopuszcza do sytuacji, które z punktu widzenia średnio trzeźwo myślącego i znającego nauczanie Kościoła człowieka nigdy nie powinny mieć miejsca.
Rowerowa modlitwa
Każdy ma jakieś swoje pasje i sposoby na spędzanie wolnego czasu. Poza tym, że staram się dużo czytać – na co chronicznie brakuje mi czasu – uwielbiam łażenie po górach (na co od kilku lat czasu jest jeszcze mniej…), a nade wszystko: rowerowanie.
Jak to jest z tą aborcją
To wpis, nad którego popełnieniem zastanawiałem się dość długo. Chciałbym tylko zasygnalizować pewne kwestie – szczególnie wobec bardzo jednoznacznego formułowania w tej materii bardziej niż skrajnych poglądów. Sprawa, niewątpliwie, jest bardzo złożona.
Abp. Paetzem znowu się nam odbija
Dzisiaj i w najbliższych dniach Kościół w Polsce – a zresztą nie tylko Kościół, bo to przecież data, z którą utożsamia się także początek państwowości naszego kraju, moment jego zaistnienia na mapie Europy – przeżywa dni szczególne, chrztu, który miał przyjąć książę Polan Mieszko I i zapoczątkować tym samym chrystianizację swojego narodu, co miało nastąpić dokładnie 14 kwietnia 966 r. Niestety, ostatnie dni przygotować zakłóciła postać, co do której raczej mało kto ma wątpliwość, iż powinna zniknąć z mediów i życia publicznego już dawno temu – abp Juliusz Paetz, który buńczucznie zadeklarował zamiar wzięcia udziału w jubileuszowych celebrach.
Wielki mały apostoł konfesjonału
Rzadko kiedy znajdują się tutaj teksty hagiograficzne – ale ta postać mnie mocno zauroczyła. Dowiedziałem się o owym człowieku – jak pewnie większość osób, które w jakikolwiek sposób go kojarzą – w kontekście tegorocznego wystawienia ciała św. o. Pio z Pietrelciny w Rzymie z okazji Roku Jubileuszowego Miłosierdzia, przy okazji rozsyłania Misjonarzy Miłosierdzia przez papież Franciszka. Bo w centrali Kościoła padre Pio nie był sam – a właśnie w towarzystwie doczesnych szczątków św. Leopolda Mandicia OFMCap.
Ile nam zostało z tego Jana Pawła II
Nie chciałbym, żeby ten tekst został odebrany jako takie „gorzkie żale”. Bardziej chodzi o pewną refleksję nad tym, jak to się wszystko potoczyło przez te 11 lat. Ile w nas tego Jana Pawła II zostało. Ale tak szczerze.
O Janie jeszcze kilka słów
Te dni ostatnie są jakieś takie melancholijne dla mnie, przepełnione – jakby w tle, bo przecież praca, dom, obowiązki i inne bieżące sprawy – pewnymi myślami o przemijaniu, kruchości życia, tym jak to wszystko jest nietrwałe. Oczywiście, w kontekście odejścia Jana Kaczkowskiego, który wczoraj nieopodal w Sopocie został pochowany. Piękna to była uroczystość, bo przyszły mu podziękować za to, kim był i jaki był, dosłownie tłumy ludzi.