Zamieszanie przez (nad)interpretowanie

Kolejny, niestety, raz mamy do czynienia z dość niezrozumiałym działaniem na szczycie instytucjonalnego Kościoła. Działaniem, które niby ma coś wyjaśniać – jednak w mojej ocenie co najwyżej zamazuje obraz i stanowi bardzo nieprzemyślane posunięcie. A jedyny efekt to zamieszanie i, jak w moim przypadku, zdziwienie.

Pod tryumfalnym tytułem „Kard. Müller rozstrzygnął spór o komunię dla rozwodników po Amoris laetitia” Radio Watykańskie 04 maja 2016 r. opublikowało krótki tekst, który wybrzmiewa co najmniej jakby został ogłoszony jakiś nowy dogmat katolicki. Tymczasem – co już nie zostało napisane – to wyłącznie przytoczone absolutnie prywatne wypowiedzi, owszem, wysokiego rangą duchownego z Kurii Rzymskiej, jakie padły w czasie jego pobytu w Hiszpanii w Oviedo (spotkanie z seminarzystami) i Madrycie (promocja jego nowej książki „Raport o nadziei”). Co jeszcze ciekawszee, i o czym się w ogóle nie zająknięto, metropolita Madrytu abp Carlos Osoro Sierra uznał, że w tej książce są elementy antypapieskie, i nie zgodził się na jej promocję w podległym mu uniwersytecie; w rezultacie spotkanie z kardynałem zostało przeniesione do Legionistów Chrystusa.

Kardynał Muller mianowicie wskazał, że „nie można żyć w stanie łaski, a zarazem być w stanie grzechu. Kościół nie może zmieniać prawa Bożego, nie ma takiej władzy, nie może zmieniać nierozerwalności małżeństwa. Nie można mówić Jezusowi «tak» w Eucharystii i «nie» w małżeństwie. Jest to obiektywna sprzeczność”. Czyli że Amoris laetitia jako papieski dokument podsumowujący Synod o rodzinie niczego nie zmienia w podejściu Kościoła do rozwodników żyjących w nowych związkach.

Problem polega właściwie na dwóch rzeczach. Po pierwsze – jest to wyłącznie opinia prywatna tego duchownego, owszem, piastującego bardzo ważne stanowisko kurialne. Natomiast jest to nadal jego stanowisko w sprawie. Po drugie, w kontekście samego dokumentu, do którego się odnosi, należy stwierdzić, iż taka postawa w pewnym sensie rodzi zamieszanie – ponieważ stwarza pozory zajmowania oficjalnego stanowiska poprzez działanie, które bynajmniej takowym nie jest. Nie zamierzam bynajmniej uważać, że materia, której sprawa dotyczy, jest prosta, jednoznaczna i nie budzi żadnych wątpliwości (to raczej wypowiedź tego kardynała zdaje się na taki kierunek rozumowania wskazywać).

Co najmniej zastanawiające musi być także to, że głos w takiej sprawie zabiera kardynał, którego – delikatnie mówiąc – papież Franciszek w żaden sposób nie upoważnił dotąd do wyjaśniania wspomnianej kwestii. Wystarczy tu wspomnieć, że adhortację tą prezentowali w imieniu Ojca Świętego inni purpuraci: metropolita wiedeński kard. Christoph Schonborn OP oraz sekretarz generalny Synodu Biskupów kard. Lorenzo Baldisseri.

Nie da się także ukryć, iż ton wypowiedzi kard. Schonborna na temat adhortacji jest całkowicie odmienny od stylistyki kard. Mullera -z wypowiedzi dominikanina bowiem wybrzmiewa u niego radość ze zmiany języka, jakim Kościół posługuje się wobec rozwodników, nazywanie czymś normalnym odnajdywania miejsca przez takie osoby we wspólnocie Kościoła (dodając, że szczegóły w tym zakresie i postępowanie muszą zostać odpowiednio uregulowane); wprost także wskazał, aby nie obawiać się swego rodzaju pójścia na łatwiznę drogą, jaką wskazuje papież. Ten papież, który pytany o kwestie sporne, odsyłał do wypowiedzi właśnie kard. Schonborna. Który z nich zatem wpisuje się w to, co papież chciał przekazać? Raczej dość jasne.

W takiej sytuacji twierdzenie, że nic się nie zmieniło (uwaga: czego nie należy utożsamiać z przyjęciem, że teraz to rozwodnicy po prostu mogą przystępować, ot tak, do Komunii Świętej – takie bzdury już też czytałem…), jest co najmniej dziwne i niezrozumiałe. Po co ta wypowiedź, po co to nagłaśnianie medialne – i to w Radiu Watykańskim – skoro chodzi o stanowisko dość różne od papieskiego? Natomiast, niestety, wydaje mi się, że jest dość działanie z premedytacją i próba wypaczenia tego, co Franciszek w adhortacji chciał przekazać – przeinaczenia jego intencji.

I jeszcze taka uwaga natury ogólnej: „Widzę w tym tekście [adhortacji] owoc bardzo udanego procesu synodalnego. Ale nie jest to owoc ostateczny. Adhortacja, bardziej niż metą, jest punktem wyjścia” – to abp Paul-André Durocher, metropolita kanadyjskiego Gatineau.

Postaram się do tematu samej adhortacji wrócić, o ile czas pozwoli.

Dodaj komentarz