Nie mam wątpliwości, że w poprzednim temu poświęconym wpisie nie wyczerpałem tematu uchodźców – zresztą trudno by było, a tym bardziej nie mam takich ambicji. Tym niemniej, dzisiaj kolejna porcja cytatów osób mądrzejszych ode mnie i argumentów na poparcie po prostu chrześcijańskiej bezkompromisowości w tym temacie.
Mądry zachwyt
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. (Mt 11,25-27)
Te słowa czytałem nie raz – ale dopiero tym razem uderzyło mnie w nich coś, czego dotychczas nie zauważałem: Jezus zachwyca się stworzeniem, tymi małymi ludźmi, do których został posłany.
Polski Samarytanin AD 2016
Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie! (Łk 10,25-37)
Historia stara jak świat, znana i zrozumiała dla każdego – nawet, jak wynika z jej treści, dla rozmówcy Jezusa, który nie miał żadnych wątpliwości, czyje postępowanie należało uznać za właściwe, dobre, pełne miłosierdzia (warto zwrócić uwagę – nie po to, aby tych pozostałych nazwać złymi, samolubnymi czy najgorszymi). A jednak, my dzisiaj jakby w ogóle jej nie rozumiemy – bo dalej robimy swoje, bijąc brawo Samarytaninowi i jednocześnie postępując dokładnie na odwrót, czyli jak lewita czy kapłan z tego obrazka.
Prostota i ufność
Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je (Mk 10,13-16)
Ten czas urlopu to możliwość dla mnie – jak dla każdego rodzica – spędzenia więcej czasu ze swoją pociechą (pociechami). Warto w tym kontekście zastanowić się i przypomnieć, co o stosunku i relacji do dzieci mówił Jezus.
Znajdź swoje żniwo
Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu. Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. (Łk 10,1-12.17-20)
Pewnie większość z nas, słysząc pierwsze zdania tego tekstu, niejako automatycznie klasyfikuje je do folderka w głowie pt. „powołanie = ksiądz, zakonnica”. Czyli, z punktu widzenia świeckiego, nie dla mnie. Można puścić mimo uszu z czystym sumieniem.
Jadę spotkać Boga w Tatrach
Uff… Nie żebym należał do grona takich, którzy ledwo skończą jeden urlop, a już marzą i wzdychają za kolejnym – raczej nie. Ale generalnie po tych 5 latach bez dłuższego wyjazdu (synek się urodził, malutki był, potem różne rzeczy się działy, a przy tym generalnie finansowo nie wyglądało to zbyt dobrze), oderwania się od wszystkie, nie ukrywam że ta perspektywa mnie cieszy.
Duet liderów
Dzisiejsza uroczystość śś. apostołów Piotra i Pawła to dla mnie ważne święto. Nie tylko dlatego, że to „ci pierwsi” (a właściwie to Piotr, Paweł nawrócił się jednak nieco później, po okresie regularnego i zamierzonego tępienia pierwszych chrześcijan), ale dlatego, jacy byli. I że wcale się ta ich współpraca jakoś wyjątkowo lekko, łatwo i przyjemnie nie układała.
Święto Ubogich – mały krok miłosierdzia
W minioną sobotę, 25 czerwca 2016 r., był niewątpliwie wyjątkowy dzień – nie tylko dlatego, że np. w Towarzystwie Jezusowym tego dnia, równolegle, i w Warszawie i w Krakowie święcono nowych diakonów i kapłanów (w tym jednego mnie znanego) – ale ze względu na piękną uroczystość, jaka miała miejsce w Świątyni Opatrzności Bożej w stolicy. Mam na myśli Święto Ubogich.
Tak, ale…
Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz! Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Do innego rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpowiedział: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! Odparł mu: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże! Jeszcze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu! Jezus mu odpowiedział: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego. (Łk 9,51-62)
Ta historia z niedzieli to kilka mniejszych obrazków. Właściwie, cztery sytuacje opowiedziane jakby przez Jezusa. Krótkie, jednozdaniowe prawie. Może Pan Bóg też wziął pod uwagę, że zaraz wakacje, wszyscy jakoś tak trochę dość mamy? Ale mądrości w tym jest sporo.
Daj Bogu zaowocować w sobie
Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach. (Mt 7,15-20)
Pomimo, że te słowa padły i zostały spisane ok. 2000 lat temu, to wydaje mi się, że my dzisiaj mamy w tym zakresie – rozeznania, co jest dobre i złe – o wiele trudniej niż współcześni Jezusowi.