Jadę spotkać Boga w Tatrach

Uff… Nie żebym należał do grona takich, którzy ledwo skończą jeden urlop, a już marzą i wzdychają za kolejnym – raczej nie. Ale generalnie po tych 5 latach bez dłuższego wyjazdu (synek się urodził, malutki był, potem różne rzeczy się działy, a przy tym generalnie finansowo nie wyglądało to zbyt dobrze), oderwania się od wszystkie, nie ukrywam że ta perspektywa mnie cieszy.

Tak się składa, że na urlopie formalnie jestem już dzisiaj, dokończyliśmy pakowanie – każdy, kto wyjeżdżał gdziekolwiek dalej z pięciolatkiem wie, jakie to wyzwanie logistyczne. Ale wydaje się, że sprostaliśmy i damy radę – co oczywiście na miejscu zostanie zweryfikowane 🙂 Jutro z rana pociąg przez większą część kraju do byłego stołecznego grodu, potem kawałek jeszcze busem i trafimy do serca Tatr, czyli Zakopanego. Wędrowałem po Tatrach wiele lat, większość tych tras znam (o ile się nie zmieniły) i zostawiłem tam sporo serca – cieszę się, że teraz będę mógł może nie tyle jeszcze zaszczepić to w małego, co go wstępnie zainteresować i może spowodować, że będzie chciał w przyszłości tam wrócić i połazić po górach: z nami, czy kiedyś tam sam albo i ze swoimi już dziećmi.

Na pewno pójdziemy na Rusinową Polanę, a więc i do dominikanów na Wiktorówki – czyli do Matki Bożej Jaworzyńskiej, tytułowanej Królową Tatr. Pomysł jest, żeby być tam w niedzielę na Mszy Świętej.

Okazji będzie na łonie natury wiele – jak najbardziej podzielam opinię, że właśnie w majestacie gór i bezkresie morza czuję się jakby bliżej Boga – stąd moja propozycja: podaj swoją intencję, albo napisz, że prosisz o modlitwę w pewnej, znanej Panu, intencji. Ja się w tych intencjach będę modlił w czasie wyjazdu. Tak po prostu. Chętni mogą za to poprosić dla nas o dobrą pogodę, oby burz nie było 🙂

Zostawiam Was z jutrzejszą Ewangelią:

Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników. (Mt 9,9-13)

Nie chcę powiedzieć, że tu chodzi o powołanie w sensie takim najczęstszym: kapłaństwo albo zakon. Chciałbym powiedzieć, że głęboko wierzę, że i dzisiaj każdy z nas może – tak jak ten Mateusz powyżej – spotkać Jezusa w najdziwniejszym i najmniej spodziewanym momencie życia; czy to w pracy, czy na wakacjach, przy zabawie czy w trudnych albo bolesnych okolicznościach. Co więcej, może to mieć miejsce gdzieś, gdzie np. tematu wiary, Boga, modlitwy od dawna (albo wcale) nie było – a jednak z jakiegoś powodu wybrał On i postanowił zadziałać właśnie tak i właśnie tam. Bo Bóg się nie gorszy człowiekiem grzesznym – tylko grzechem – i w przeciwieństwie często do nas potrafi te sfery rozgraniczyć, nie przestając miłować i troszczyć się o grzesznika. W imię Miłosierdzia.

Każdemu życzę, aby – nie tylko w tym czasie – ale zawsze mógł posmakować tego pięknego uczucia, czasami po fakcie: kurczę, w tym miejscu, w tym człowieku, w tych okolicznościach spotkałem i namacalnie odczułem Boga.

Na obrazku u góry – św. Jan Nepomucen, czyli mniej popularny od św. Krzysztofa patron podróżnych, w figurze z jednej z gdyńskich dzielnic 🙂

Dodaj komentarz