Święto Ubogich – mały krok miłosierdzia

W minioną sobotę, 25 czerwca 2016 r., był niewątpliwie wyjątkowy dzień – nie tylko dlatego, że np. w Towarzystwie Jezusowym tego dnia, równolegle, i w Warszawie i w Krakowie święcono nowych diakonów i kapłanów (w tym jednego mnie znanego) – ale ze względu na piękną uroczystość, jaka miała miejsce w Świątyni Opatrzności Bożej w stolicy. Mam na myśli Święto Ubogich.

Organizatorzy na Facebooku napisali bardzo krótko i pięknie: „Jeśli czujesz się ubogi, bez domu, chory i samotny – to święto jest dla Ciebie. Jeśli lubisz pomagać innym – to święto jest także dla Ciebie. W Roku Miłosierdzia nie może zabraknąć święta wszystkich tych, którzy czują, że miłosierdzia potrzebują i którzy chcą stawać się miłosierni”.

Całość zorganizowała warszawska Wspólnota Sant’Egidio, bardzo pięknie opisując pomysł jako… marzenie, święto, które się zamarzyło; i to nie tyle samym ubogim, co części ludzi z tych, którzy żyją obok nich, normalnie w sensie nie w niedostatki, którzy niejednokrotnie potrafią nie mieć serca i oganiać się od ubogich jak od tych much. Polecam cały tekst Magdaleny Wolnik (odpowiedzialna z w/w wspólnoty) o tym, jak powstała inicjatywa. W dużym skrócie, idea jest prosta: skoro trwa Rok Miłosierdzia, to poza modlitwą (potrzebną oczywiście) warto wspólnie ten fakt świętować; tak ze strony tych, którzy po prostu czekają na taki gest miłosierdzia, ale również tych, którzy – wierząc lub nie – tęsknią za odwagą Samarytanina, bo nie chcą dzielenia świata na ten, któremu się udało i ten, który powinien prosić o pomoc „kogoś innego, byle nie mnie”.

Dalej, chodziło po prostu o spotkanie – przestrzeń do bycia razem, bo wtedy tak naprawdę status majątkowy czy społeczny bardzo szybko, przy minimum dobrej woli, schodzi na dalszy plan. Spotkanie w miejscu ciągle tworzonym, choć już rozpoznawalnym, zarówno w formie modlitwy (najpierw Msza Święta, first things first), jak i ucztowania oraz zabawy przy dobrej muzyce. Organizatorzy zatroszczyli się także o sferę praktyczną – na miejscu można było zasięgnąć porady czy to prawnika, czy to pracownika socjalnego. Całość poprowadził zaś Szymon Hołownia.

Zresztą, akcja to dość szeroko zakrojona, w którą włączyło się wiele grup i organizacji: Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej oraz Wspólnota Chleb Życia s. Małgorzaty Chmielewskiej (współorganizatorzy), nadto Lekarze Nadziei, Banki Żywności, Stowarzyszenie Pomocy i Interwencji Społecznej, Stowarzyszenie Alterego, Fundacja Kapucyńska, Centrum Myśli Jana Pawła II, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

Pragnę w całości przytoczyć słowa papieskiego jałmużnika abp. Konrada Krajewskiego, które odczytała zgromadzonym s. Małgorzata Chmielewska (podkreślenia moje własne):

Watykan, 24.06.2016

Kilka myśli na Święto Ubogich w Warszawie

Przed Bogiem wszyscy jesteśmy ubodzy, milioner i żebrak, prezydent i bezdomny, biskup i grzesznik, sportowiec i niepełnosprawne dziecko. Wszyscy tak samo nadzy przychodzimy na ten świat, a ziemia, w której spoczną nasze ciała, od tysięcy lat dokładnie tak samo przyjmuje najedzonych na bankiecie życia, jak i tych, którzy byli z niego przez swoich braci wypraszani.

Chrystus, nasz Pan, nie żył jak król, choć nim był. Zdecydował, że chce być ubogi. Wskazał w ten sposób, że ubóstwo to naprawdę uprzywilejowana droga do wiecznego szczęścia. Jeśli jesteście ubodzy, możecie być pewni, że tak jak w Jego życiu nie zabrakło cierpienia, tak nie zabraknie go i w Waszym, sami zresztą wiecie o tym najlepiej. Proszę, nie zapominajcie jednak, że życie ubogiego Chrystusa nie było wyłącznie cierpieniem: On uczył ludzi, leczył ich, dawał nadzieję, modlił się za nich i z nimi.

Dziś chcę Was z całego serca prosić tylko o jedno: módlcie się za ten świat i gorąco módlcie się za nas. Ponieważ jesteście dla nas obrazem Chrystusa, uwierzcie w to, że Wasza modlitwa ma wielką moc. Wy, którzy nie macie nic, wyciągnijcie dziś ręce nad tymi, którzy choć posiadają jakieś dobra widzialne, to jednak w głębi serca cierpią, bo odczuwają brak sensu, którego może nie widać, ale który jest potrzebny do życia godnego i szczęśliwego.

Módlcie się o ratunek dla nich! Uzdrawiajcie nas! Przywracajcie nam nadzieję i sens dobrego życia! Opiekujcie się nami, z troską i wyrozumiałością, jak starsi bracia i siostry; jak ci, którzy kończą już szkołę życia, prowadzą tych, którzy stawiają w niej dopiero pierwsze kroki, choć nieraz wydaje im się, że o życiu wiedzą już wszystko.

Wielkodusznie wybaczcie tym, którzy Was skrzywdzili. Może i sobie samym spróbujcie wybaczyć wszystkie popełnione błędy. I zawsze – na ulicy, na dworcu, w szpitalu, w noclegowni, w domu starców – pamiętajcie o Waszej godności, o Waszym miejscu w całym Bożym planie. Nie macie domu, pieniędzy, zdrowia, bliskich osób…

Ale to może właśnie Wy jesteście powodem, dla którego ten świat jeszcze istnieje? Przypomnijcie sobie, jak Abraham spierał się z Bogiem, prosząc, by nie niszczył Sodomy, bo może wśród tysięcy ludzi znajdzie się tam pięciu sprawiedliwych. Może to właśnie Wy, śpiący na ulicach, tłumiący łzy bólu, samotni, poranieni – nie wiedząc o tym, przyczyniacie się do ocalenia naszych niesprawiedliwych miast i utrzymujecie nas wszystkich przy życiu? Może Bóg nie zamknął jeszcze historii tego chorego świata, chcąc mu dać ostatnią szansę: Was! Może jesteście dla świata naprawdę ostatnią deską ratunku? Bo kiedy odważymy się przytulić Was czule, uratujemy ogarnięte doczesnym obłędem nasze oczy, serca i dusze.

Z błogosławieństwem Papieża Franciszka i pozdrowieniami
+ Konrad Krajewski

Króciutkie, ale jakie! W życiu czytałem i słyszałem pewnie dość dużo listów biskupich – dzisiaj jednak mam wrażenie, że ten jest po prostu najpiękniejszy, i nie jest to w moich ustach banał. Bo dotyka tego, co jest tak ważne, ludzi tak bardzo często pogardzanych, odpychanych, przeganianych, którymi nikt się nie przejmuje, którzy dla wielu są tylko problemem. Szkoda wielka, że tak rzadko tak piękne, proste, ale i mądre słowa można z polskich ambon usłyszeć – bo lepiej wałkować Fundusz Kościelny, in-vitro, aborcję, dżender, albo opiewać poświęcenie kolejnego arcydzieła w postaci witraża z pewnym biskupem i innym zakonnikiem… Fakt, są rzeczy ważne i ważniejsze, prawda? Trzeba znać swoje miejsce.

Abp Konrad dotknął niesamowitej prawdy – ci ludzie, pozbawieni najczęściej w sensie materialnym wszystkiego, dzięki swoje trudnej sytuacji mają niesamowitą siłę modlitwy, a poza tym ostrość spojrzenia na rzeczywistość, dystans do kwestii i spraw materialnych, które dla tak wielu osób mają znaczenie, i nic innego właściwie poza nimi się nie liczy. Kasa, misiu, kasa. Ich życie jest o wiele bardziej prawdziwe od naszego – bo oni po prostu żyją, a nie tylko liczą ilość zer w kwotach na koncie. A do tego to piękne nawiązanie do Abrahama, który właściwie targował się z Bogiem o każde pojedyncze życie w Sodomie – jesteśmy tutaj, bo On daje nam szansę, abyśmy właśnie ich, ubogich i bezdomnych, po prostu zauważyli, a nie tylko im złorzeczyli, kiedy nieśmiało poproszą o pomoc.

Gratuluję świetnej inicjatywy – a polskim biskupom powyższy list abp. Krajewskiego powinien być wbijany do głowy jako „szymel” czy wzór sposobu, jak i o czym powinno się z ambony mówić.

Dla mnie ten tekst to jest swego rodzaju przewrót kopernikański w zakresie tego, jak dotychczas patrzyłem, a jak chciałbym odbierać i traktować ludzi proszących o pomoc.

Dodaj komentarz