- Jezus idzie z nami do naszego Emaus bezsensu życia i kryzysu wiary. Jesteśmy jak uczniowie, którzy potrzebują przewodnika i świadka, aby nie popaść w to, co św. Augustyn nazwał cor incurvatum in seipsum – sercem zwróconym (zakrzywionym) ku samotnemu sobie. Prawdziwy Jezus prawdziwej Ewangelii jest miejscem spotkania wszystkiego i wszystkich.
- Pan Bóg szuka różnych dróg do człowieka – do nas. Ktoś wcale nie musi być zdeklarowanym chrześcijaninem, ktoś może być agnostykiem czy ateistą, może obojętnym religijnie. Pan Bóg jeden wie, jak to wszystko sądzić, ale jeśli ktoś bardzo uczciwie chce znaleźć sens życia i do końca szuka, no to niesie jakieś światło.
- Trzeba zarobić [te talenty] i puścić je w obrót. Nie wiem – włożyć do banku albo jakoś inaczej zainwestować. I tu jest problem, może tak spróbowałbym to przetłumaczyć na nasz użytek: moim talentem jest moja wrażliwość, zdolność w stanie wyjściowym. Pytanie zostaje jednak to samo: jak ja to zainwestuję?
- To jest ten najważniejszy moment: jeśli ja chcę coś porzucić, to muszę to „wypuścić z ręki”, przestać to kontrolować. To jest radykalizm. Ale winna towarzyszyć temu wiara, że jest Pan Bóg, że jest jakaś instancja, która nad nami czuwa, i jej się powierzam. Wierzę, że tą instancją jest Bóg, który poprzez przełożonego chce ze mnie wykrzesać maksimum talentu, z którego – być może – nawet ja sam jeszcze nie zdaję sobie sprawy.
- Jest taki moment, że coś zostawia, powierzam to Panu Bogu, bo chcę Jego szukać i chcę, żeby On był moim szczęściem. I nie pozostaje nic innego, jak nadzieja, że On to docenia i nie zawiedzie mnie.
- To jest ten moment, o którym powiemy przy uczniach idących do Emaus – sprawa kontaktu. Nazwałbym to przedsionkiem ewangelizacji – czy jakiegokolwiek nawrócenia. By miało ono miejsce, musi być kontakt.
- Jezus próbuje wprowadzić w rozmowę uczniów nową jakość i rzez to następuje przewartościowanie ich emocji. Dlatego właśnie ich serce zaczyna pałać. Zwróćmy uwagę – oni mieli już jakieś zarzewie pewnej nadziei, która została zawiedziona, a Jezus jakby z tego popiołu rozdmuchuje ją na nowo. I co się dzieje? Pojawia się moment przypomnienia, ukierunkowanie na pożegnanie z Jezusem – to moment łamania chleba. Ono wcześniej Go nie poznali, bo rozstrząsali problem, których ich dotyczył. I Jezus to akceptował. Dopiero po łamaniu chleba poznali Go. To znaczy, że Jezus pokazał im, że nadzieja, którą mieli w sobie – i ta, którą odzyskali – to właśnie On. I wtedy zniknął. Ale uczniowie są gotowi. Już nie mają wątpliwości. Zebrali się i wrócili. Jezus zrobił to tak dyskretnie, w sposób niewidzialny, ale skuteczny – coś jak na tym obrazie, gdzie mamy tylko kontur Jezusa. Może gdyby ich powalił, jak świętego Pawła (być może Paweł jednak powalenia potrzebował, nawet cztery razy to potem wspominał…). W Emaus tak się jednak nie stało. Taki chyba winien być dzisiaj sposób Kościoła na przepowiadanie Dobrej Nowiny – wchodzenie w dyskurs świata, w te najgłębsze, czasami te najbardziej trudne wątki tożsamości, wsłuchanie się i potem próba odniesienia się do nadziei i zaszczepienia tej nadziei.
- Tylko gdy nam się coś „obluzuje” (to wielki dylemat teologii moralnej) – pozostaje nadzieja, że Pan Bóg widzi inaczej. My z całej siły winniśmy chcieć dobrze. Co z tego wychodzi – może nie do końca od nas zależy. Dlatego nie wiadomo z kim się spotkamy po drugiej stronie. Być może – nawet, jeśli zabrzmi to szokująco – Pan Bóg to widzi inaczej. Skoro mamy ludzi o „poluzowanych sumieniach”, to oni już nie mają pełnego rozeznania. Dlatego, być może, nie są moralnie klasyfikowani, bo nie są w stanie skutecznie rozeznać dobra i zła (…) Pozostaje pewna tajemnica drugiego człowieka. Dopiero po drugiej stronie życia dowiemy się, czy i jak ten człowiek się zmagał, co nim kierowało. Ostateczny osąd należy do Boga.
- Z Piotrem było tak: on widział, że niektórzy odchodzą, a ponieważ sam się przejmował i był bardzo kreatywny, to chciał Panu Jezusowi… „pomóc”. Niestety, nie stać go było, żeby do końca zaufać Jezusowi. Judasza też to zgubiło. Męskie ambicje? Tak można o tym pomyśleć. Judasz po prostu wiedział lepiej: że trzeba wyjść, zawalczyć. A tymczasem tutaj Pan Jezus daje się pojmać i popełnia błędy. To tak jak pytanie Marty w Betanii: czy Ci to nie jest obojętne. Jak ona wystąpiła, to Pan Jezus zaraz ją na swój sposób „ustawił”. I ona pozwoliła się ustawić. Z facetami jest gorzej. Marta jest tutaj pokazana jako ta, która szczerze występuje przed Jezusem. Judasz zaczął kombinować w skrytości: sprzedam Go, bo mnie zawiódł… Wcześniej Piotr mówił Jezusowi, kiedy ten wspominał o krzyżu: Nie przyjdzie to na Ciebie. To faktycznie jest takie męskie myślenie.
- Gdy komuś zależy na prawdziwej nadziei, winien być gotów utracić nadzieję, która do tej pory była nieprawdziwa. Trzeba odszukać tę nadzieję prawdziwą, która niosła, a jakoś po drodze skarlała, zdeformowała się. I to jest ten moment przyjęcia, otwarcia. To daje łaskę – ale i jest przez nią gwarantowane.
- Mówiąc szczerze – nie ma czystej bezinteresowności. Jeśli ktoś choć trochę studiuje metafizykę, wie, że w naszej kondycji ludzkiej nie ma czegoś takiego, jak czysta bezinteresowność. Jesteśmy stworzeniem i zawsze powinniśmy być wdzięczni Panu Bogu za to, że jesteśmy. Tylko my chcemy robić to po swojemu. Dlatego też często właśnie tego poczucia wdzięczności nam brakuje. Ludzie mają postawę roszczeniową wobec Pana Boga, wobec Kościoła. Mają wrażenie, że coś im się należy.
- To jest problem naszej polskiej rzeczywistości kościelnej – trzeba przejść od ilości do jakości. Niestety, trzeba się skupić na elitach, które potrzebują indywidualnego, pogłębionego kierownictwa duchowego – czy też spotkań biblijnych – a księżom szkoda na to czasu, bo tu jakieś nabożeństwo „ucieka”, tu trzeba odprawić nieszpory, wyjechać na jakąś pielgrzymkę… I między innymi dlatego, niestety, nie mamy kultury czytania Pisma Świętego (…) Innymi słowy – chodziło by u nas o trochę inny styl duszpasterstwa niż masowy. Zwyczajnie o solidniejszą formację.
- Dziecko obserwuje rodziców – czy są autentyczni. Przecież dziecko doskonale odczuwa miłość rodziców. Jeśli obydwoje dziecko połączy, to w pewnym sensie… oni już Boga odnaleźli, bo tam jest miłość. Dziecko od razu zweryfikuje, czy ktoś autentycznie żyje Bogiem, czy ktoś chodzi do kościoła z przekonania. Jeśli ktoś robi to dyskretnie, a konsekwentnie – dla dziecka jest to przekonywujące.
- Na rynku wartości deklaracje przestały się już liczyć. Liczy się świadectwo. Jako chrześcijanie mamy światu dużo do zaoferowania. Jeśli pamiętamy, że jesteśmy teraz najbardziej prześladowaną religią, to znaczy, że na forum świadków – mamy poniekąd najwięcej do powiedzenia. To jest jakaś forma wiarygodności. O tyle istotna, że wartości chrześcijańskie, wiarą są dla wielu osób tak istotne, że nie tylko intensywnie ich szukają, ale nie wahają się też poświęcić dla nich życia.
- Zawsze staje mi przed oczyma jedna scena, to jest zakończenie Ewangelii Janowej, z „nieszczęsnym” św. Piotrem, który był, jaki był. Ale Pan Jezus pyta go o miłość. I dla mnie w tym pytaniu zarysowuje się wielkość Piotra. Czy miłujesz mnie bardziej niźli ci? Nie było to pytanie skierowane do Jana – przecież umiłowanego ucznia. Pokazuje to jednak, że Piotr przeszedł zwycięsko swój kryzys wiary. I że był człowiekiem bardzo mocno zaangażowanym. Być może powodem jego kryzysu była porywczość, ale cały czas chciał dobrze. Bardzo przejmujące jest to „bardziej, aniżeli ci”, bo rodzi się w nas zaraz pytanie, jak Pan Jezus mógł wartościować miłość. Zobaczmy jednak, jaka jest nagroda za tę wielką miłość. Paś baranki moje. I to jest wezwanie i przedziwna zależność, bo jeśli chcę być blisko Pana Jezusa i faktycznie nawiązuję z Nim relację, czując, że mnie wzywa, to zaraz za tym wezwaniem idzie wezwanie do troski o innych.
- Jeśli człowiek wyzwoli się z takich swoich różnych oczekiwań i pokornie przyjmuje rozmaite „spotkania z absurdem”, to może mieć poczucie, że wszystko ma sens. Nade wszystko może powiedzieć, że nie szukał swego. A czy to było Boże? To zobaczymy.
- Nie mam kobiety. Jakoś mnie to boli. I wiem, że w to wchodzi Pan Bóg. Może to jest też tak, że swoją obecnością też pomagam tej drugiej osobie. Być może jest to jakiś obopólny dar. Podobnie jest z ludźmi, którzy są w małżeństwie, a jednak czują, że to nie to, co sobie wyobrażali. I też czują się – muszą się czuć – samotni. To taka solidarność pewnego powinowactwa samotności. Dlatego cieszy mnie obietnica Pana Jezusa, że po drugiej stronie „nie będą za mąż wychodzić i nie będą się żenić”, bo by pewnie człowiek nie wytrzymał. Nie wiemy, jak to będzie, ale ten element żeński i męski na pewno będzie jakimś ważnym odniesieniem – zapewne do samego Pana Boga. Bo w ciele, choć przemienionym, mamy jednak pozostać.
- Jest hierarchizacja, ale jeśli patrzy się na nią w kategorii władzy, a nie służby, wprowadza się silny dysonans. W Kościele jesteśmy wszyscy równi przed Bogiem i nie można o tym zapominać.
- Od człowieka trzeba zacząć? To jest nadużywane stwierdzenie. Powtarzane do znudzenia: „człowiek jest drogą Kościoła”, tylko że ktoś od razu dodał: „po której Kościół spokojnie przebiega”. W Kościele trzeba zaczynać od Boga. Najważniejszy w Kościele jest Bóg (…) Powiedzieć, że człowiek jest najważniejszy w Kościele, to skroić ten Kościół tylko na ludzką miarę. Jeśli człowiek jest najważniejszy, to dlaczego Kościół trzyma się takich prawd, które dla wielu są trudne do przyjęcia?
- [Uczniowie w drodze do Emaus] Spodziewają się czegoś osobistego, to znaczy tego, co jest z nimi związane. Rola Pana Jezusa polega na tym, że On idąc i tłumacząc im Proroków, pokazuje, że to, co się wydarzyło i co jest związane z ich życiem, przekracza daleko ich oczekiwania. Uczniowie zostają wyzwoleni ze spodziewania się Boga na swoją miarę. Potem następuje drugi kluczowy moment: rozpoznanie przy łamaniu chleba. Ale – to bardzo charakterystyczne – gdy Go rozpoznali, Jezus momentalnie się wymknął, znikł. Po tym łamaniu chleba zadają sobie pytanie: jak to możliwe, żeśmy Go nie poznali? Czy serce nam nie pałało, kiedy do nas mówił? I wtedy wrócili do Jerozolimy, czyli zawrócili z drogi ucieczki.
- To nie jest żadna teologia. Myślenie typu: Pan Bóg szczególnie błogosławi naszemu krajowi, a Maryja była Polką, nie ma nic wspólnego z teologią. To zwykłe zawłaszczanie wiary, chrześcijaństwa. Niestety tego typu myślenie jest rodzajem antyświadectwa.
- Chodzi po prostu o to, że wszystko, co się w życiu dzieje, ma swój sens, i nie uciekając od niczego, wszystko można położyć przed Bogiem. O pewnych etapach historii swojego życia nie trzeba zbyt długo pamiętać czy też czegoś wyciągać, gdy już udało się uporządkować pewne rzeczy. Trzeba pamiętać, że my jako my realizując różne powołania, całą tę historię mamy w sobie z cała ta historia należy do Boga.
Tag: świadectwo
Nie ma na co czekać
Niezastąpiony Franciszek Kucharczak w Tabliczce sumienia z ostatniego GN:
Gdy kilka dni temu wieczorem wsiadałem do samochodu przy supermarkecie, z tyłu podszedł do mnie zaniedbany mężczyzna. Zagadnął metodą „na uczciwego”.Co będę pana okłamywał, potrzebuję na piwo – powiedział. W pierwszym odruchu chciałem go zignorować, ale przypomniało mi się, że on jest przecież potrzebujący, i to – wbrew deklaracji – niekoniecznie piwa. Wyjaśniłem mu więc, że jestem w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka, co oznacza, że nie piję alkoholu w intencji tych, co piją za dużo. I że zobowiązałem się jednocześnie do tego, że nie będę alkoholu kupował, częstował nim i wydawał na niego pieniędzy. – A to rozumiem – powiedział i chciał odejść. Zatrzymałem go. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadał o sobie, o tragicznych kolejach losu, które doprowadziły go do bezdomności. W trakcie rozmowy uświadomiłem sobie, że on naprawdę rozpaczliwie czegoś potrzebuje. Że jest nawet bardziej samotny niż czytelnik gazety przejętej przez Hajdarowicza. Poczułem się bezradny. W myśli poprosiłem Boga o pomoc. W tym momencie przyszedł mi do głowy fragment z Listu św. Jakuba: „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?”. Ewidentnie temu człowiekowi brakowało codziennego chleba, wybraliśmy się więc do supermarketu. On ładował do wózka chleb, mleko, opiekane śledzie, masło… i przy każdym artykule pytał nieśmiało: mogę jeszcze? Gdy wyszliśmy ze sklepu, on miał zakupy, a ja poczucie, że spotkał mnie zaszczyt i że to ja zostałem obdarowany. Potem podwiozłem go w pobliże miejsca, w którym nocował. Stojąc na ulicy zapytałem go, czy chciałby zmienić swoje życie. – No przecież, ale jak? – zdziwił się. – Czy wierzy pan, że Jezus Chrystus przyszedł, żeby pana zbawić, i zależy Mu na panu dużo bardziej niż panu? – powiedziałem. – Wierzę – odpowiedział po prostu. – A chce pan oddać Mu swoje życie? – Chcę. Pomodliliśmy się, tak jak staliśmy. Powtarzając za mną, powiedział Jezusowi, żeby był jego Panem, że oddaje się Mu bez zastrzeżeń, że przebacza tym, którzy mu zawinili. Potem padliśmy sobie w objęcia. Oczy mu się szkliły (no, mnie też trochę). Wtedy powiedział coś, co mnie prawie powaliło: – Bardzo ci dziękuję. Nawet nie za to, co mi kupiłeś… ale za tę modlitwę.Wahałem się, czy opowiedzieć tę historię, to ostatnie zdanie jednak przeważyło szalę. Bo w nim doskonale widać odpowiedź na pytanie, o co właściwie chodzi w ewangelizacji: o umożliwienie spotkania z Jezusem. Spotkania – nie swatania Go na odległość. Bo ludzie potrzebują JEZUSA dużo bardziej niż czegokolwiek. On jest „artykułem” ich pierwszej potrzeby, nawet gdy gonią za tym, co ich niszczy. Nie wiedzą, że On naprawdę żyje i działa i że naprawdę Mu na nich zależy. A nie wiedzą, bo się do Niego nie zwrócili. Zapyta ktoś, co takie oddanie życia Jezusowi zmienia. Gdyby oddał, toby nie pytał.
Po prostu mocne i prawdziwe.
>>>
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest plemieniem
przewrotnym. żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku
Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak
będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie
na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona
przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś
więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu
plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się
nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. (Łk 11,29-32)
Wirtualna ewangelizacja
Przestrzenie te [otwarta przestrzeń publiczna, w której ludzie
dzielą się swoimi pomysłami, informacjami, opiniami i gdzie mogą również
powstawać nowe więzi i formy wspólnoty] kiedy są dowartościowane w sposób właściwy i zrównoważony,
przyczyniają się do wspierania form dialogu i debaty. Jeśli dokonują się one z
szacunkiem, dbałością o prywatność, odpowiedzialnością i poświęceniem prawdzie,
mogą umacniać więzy jedności między ludźmi i skutecznie wspierać zgodę w
rodzinie ludzkiej. Wymiana informacji może stać się prawdziwą komunikacją,
kontakty mogą dojrzewać do przyjaźni, połączenia mogą ułatwić tworzenie
wspólnoty. O ile powołaniem sieci jest realizacja tych wielkich możliwości, to
osoby w niej uczestniczące muszą starać się być autentyczne, ponieważ w
przestrzeniach tych nie tylko dzielimy się poglądami i informacjami, ale w
ostateczności przekazujemy samych siebie.Kultura sieci społecznościowych oraz zmiany form i stylów komunikacji stanowią
poważne wyzwania dla tych, którzy chcą mówić o prawdzie i wartościach (…) Niekiedy dyskretny głos rozsądku może być przytłumiony
przez zgiełk zbędnych informacji i nie udaje mu się przyciągnąć uwagi,
zastrzeżonej natomiast dla tych, którzy wyrażają się bardziej przekonująco.
Media społecznościowe potrzebują zatem zaangażowania wszystkich, którzy są
świadomi wartości dialogu, rozsądnej debaty, logicznej argumentacji; osób
starających się dbać o te formy wypowiedzi i wyrażania się, które odwołują się
do najszlachetniejszych dążeń ludzi zaangażowanych w proces komunikacji. Dialog
i debata mogą rozkwitać i wzrastać także wtedy, gdy się rozmawia i traktuje na
serio tych, którzy mają poglądy odmienne od naszych.Wyzwaniem, przed którym muszą stanąć sieci społecznościowe, jest to, aby były
one rzeczywiście powszechne: wspomagać je będzie wówczas pełny udział
wierzących, którzy pragną dzielić się orędziem Jezusa i wartościami godności
ludzkiej, które krzewi Jego nauczanie. Wierzący dostrzegają bowiem coraz
bardziej, że jeśli Dobrej Nowiny nie będzie można poznać także w świecie
cyfrowym, to może być ona nieobecna w doświadczeniu wielu osób, dla których ta
przestrzeń egzystencjalna jest ważna. Świat cyfrowy nie jest światem paralelnym
ani czysto wirtualnym, lecz dla wielu ludzi, zwłaszcza najmłodszych, stanowi
część codziennej rzeczywistości. Sieci społecznościowe są owocem ludzkiej
interakcji, ale same z kolei nadają nowe kształty dynamice komunikacji,
tworzącej relacje: uważne zrozumienie tego środowiska jest zatem warunkiem
wstępnym znaczącej w nim obecności.Autentyczność ludzi wierzących w sieciach społecznościowych staje się wyraźna
przez dzielenie się głębokim źródłem ich nadziei i radości: wiarą w Boga
bogatego w miłosierdzie i miłość objawioną w Chrystusie Jezusie. Takie dzielenie
się polega nie tylko na jednoznacznym wyrażaniu wiary, ale również na
świadectwie, to znaczy sposobie, w jaki przekazuje się „wybory, preferencje,
opinie, które są głęboko spójne z Ewangelią, nawet wtedy, kiedy nie mówi się o
niej w sposób wyraźny” (Orędzie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu,
2011 )
Sieci społecznościowe mogą być nie tylko narzędziem ewangelizacji, ale również
czynnikiem ludzkiego rozwoju. Na przykład, w niektórych sytuacjach
geograficznych i kulturowych, gdzie chrześcijanie czują się izolowani, mogą one
umacniać poczucie ich rzeczywistej jedności z powszechną wspólnotą wierzących.
Sieci ułatwiają dzielenie się bogactwem duchowym i liturgicznym, sprawiając, że
ludzie mogą modlić się z żywym poczuciem bliskości tych, którzy wyznają tę samą
wiarę. Prawdziwe i interaktywne zaangażowanie w pytania i wątpliwości tych,
którzy są dalecy od wiary, powinno nam uzmysłowić potrzebę podtrzymywania przez
modlitwę i refleksję naszej wiary w obecność Boga, jak i naszej aktywnej
dobroczynności: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” (1 Kor 13, 1).Istnieją sieci społecznościowe, które w świecie cyfrowym stwarzają współczesnemu
człowiekowi okazje do modlitwy, medytacji lub dzielenia się Słowem Bożym. Mogą
one jednak otworzyć także podwoje na inne wymiary wiary. Wiele osób odkrywa
bowiem właśnie dzięki kontaktowi, który początkowo miał miejsce on line,
znaczenie kontaktu bezpośredniego, doświadczenia wspólnoty, a nawet pielgrzymki
– będących nieustannie ważnymi elementami na drodze wiary. Szukając sposobów
uobecnienia Ewangelii w środowisku cyfrowym, możemy zaprosić ludzi do
przeżywania spotkań modlitewnych lub celebracji liturgicznych w konkretnych
miejscach, takich jak kościoły czy kaplice. Nie powinno brakować nam
konsekwencji czy spójności w wyrażaniu naszej wiary i świadectwa o Ewangelii w
rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć – fizycznej czy cyfrowej. Kiedy
jesteśmy w jakikolwiek sposób obecni dla innych, jesteśmy wezwani, by umożliwić
poznanie miłości Bożej aż po krańce ziemi.
Całość przeczytać można po polsku tutaj.
Cieszy mnie bardzo to, co i jak papież powiedział. Niestety, można się dzisiaj spotkać z poglądami i opiniami – na szczęście dość rzadkimi – jako by „zaistnienie” w przestrzeni cyfrowej osób wierzących było czymś niewłaściwym, co najmniej podejrzanym i dziwnym, do czego trzeba podchodzić z dużą nieufnością. W myśl dość idiotycznych uproszczeń i haseł w stylu „internet to szatan” (internet jako osoba?) Tymczasem na falach www działa bardzo dobrze i skutecznie w zakresie promowania prawd wiary, głoszenia Dobrej Nowiny bardzo wiele osób, nawet niekoniecznie duchownych. Wystarczy podać przykłady portalu Adonai, Stukam.pl ks. Artura Stopki, działalności o. Adama Szustaka OP w ramach projektu Langusta na palmie, blogów dominikańskich, czy tylu innych. Coraz więcej tych inicjatyw widocznych jest w medium, od którego czytania wielu rozpoczyna dzień – na Facebooku.Coraz częściej poszczególni autorzy sięgają – w mojej ocenie bardzo skutecznie – do różnych metod kontrastów, porównań, prowokując do zastanowienia się nad danym problemem czy myślą – ubierając całość w naprawdę atrakcyjne i profesjonalne szaty graficzne.
Myślę – i na tę myśl się cieszę – że to dobrze, że zaczynamy mieć do czynienia z pewnym nowym prądem działań związanych z propagowaniem wiary: wirtualną Dobrą Nowiną, duszpasterzami czekającymi na ludzi także w świecie cyfrowym (oczywiście nie jako stała forma duszpasterstwa, ale bardziej zachęty, rozbudzenia ciekawości i potem skierowania do właściwej grupy w realu – choć niestety jego jakość w parafiach budzi w ludziach często tęsknotę za czymś lepszym, bardziej dla nich), świeckimi jakby misjonarzami, którzy niosą Pana tym, którzy czasami świata poza komputerem nie widzą, albo przypadkiem mogą w tym cyfrowym świecie natknąć się na Słowo… Oby to Słowo ciałem się w nich stało.
A wirtualnie zaangażowanym w ewangelizację gratuluję i życzę dużo sił – nie ma co się przejmować, Szymona Hołownię do dzisiaj odżegnują niektórzy od czci i wiary, choć (większość?) mam nadzieję rozumie, że facet swoim sposobem pisania (mało popularnym) potrafi zainteresować, przyciągnąć, pomóc zrobić człowiekowi pierwszy krok. Z wirtualną ewangelizacją jest podobnie – dlatego właśnie choćby jest tak potrzebna.
Świadectwo dla każdego
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. (Mk 1,40-45)
Baranki i gołębie
Jezus powiedział do swoich apostołów: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy. (Mt 10,16-23)
Nie ma Jezusowego widzimisię
Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło. (J 10, 31-42)
Za chwilę, w Niedzielę Palmową Męki Pańskiej, zacznie się ostatnia prosta Wielkiego Postu. Ostatni, wcale nie najgorszy, moment, aby coś ze sobą zrobić. Ot, choćby uczciwie przyjrzeć się życiorysowi Jezusa. I równie uczciwie wyciągnąć wnioski. To bardzo dobry początek.
Męczenniczka AD 2011 – Alina Milan – wiara ważniejsza od zdrowia
Wybrała Boga ponad wszystko
Nasz Dziennik, 2011-03-28Po kilkumiesięcznej chorobie w izraelskiej klinice zmarła 23-letnia Alina Milan, chrześcijanka, którą już dziś nazywa się współczesną męczennicą za wiarę. Młoda Rosjanka straciła życie, gdyż odmówiła zrzeczenia się swojej wiary na rzecz judaizmu bądź ateizmu. Gdyby zaparła się chrześcijaństwa, uzyskałaby obywatelstwo izraelskie i tym samym tamtejsi lekarze przeprowadziliby operację, która miała uratować jej życie.
Kilka miesięcy temu Alina Milan, 23-letnia studentka, zapadła na poważną chorobę. Po badaniach okazało się, że dziewczynę uratować może jedynie przeszczep wątroby, ale takich operacji w Rosji się nie wykonuje. Jak opowiada cytowana przez portal Prawda.ru matka Aliny, stan córki pogorszył się do tego stopnia, że zaczęła grozić jej śmierć. Wtedy to w Tel Awiwie, w jednym z najnowocześniejszych szpitali na świecie, pojawiła się szansa na przeszczep. 11 listopada 2010 r. kobiety były na miejscu. Wyniknęły jednak problemy z finansowaniem leczenia oraz samej operacji.
Okazało się, że ze względu na swoje pochodzenie – ojciec dziewczyny był Żydem, babcia obywatelką Izraela – Alina mogła starać się o obywatelstwo izraelskie, co umożliwiłoby jej bezpłatne przeprowadzenie operacji. Ale zgodnie z prawem obywatelem Izraela może być albo żyd, albo ateista i tertium non datur. Alina stanęła więc przed dylematem: określić się jako ateistka lub żydówka i skorzystać z szansy na operację albo pozostać wierną Chrystusowi i zaakceptować śmiertelne konsekwencje takiego wyboru.Zwróciła się wówczas do o. Aleksandra Naruszewa, dzięki któremu na forum cerkwi św. Serafina z Sarowa w Kuncewie, dzielnicy Moskwy, możemy dziś poznać historię jej trudnej drogi. Kapłan tak opisuje moment, kiedy odwiedził ją w tamtejszym szpitalu: „Kiedy wszedłem do jej sali, ujrzałem młodą, wychudzoną istotę, ledwo przypominającą 22-letnią dziewczynę. Ale jej spojrzenie było jasne, zaskakująco stanowcze i zdecydowane. „My już podjęłyśmy decyzję z mamą” – powiedziała na mój widok. „Nie zdejmę krzyża i nie wyrzeknę się wiary. (…) Bóg nas nie opuści. Będziemy szukać sponsorów””. Ojciec Aleksander zwrócił wtedy uwagę, że przecież zostało jej już mało czasu, na co ona odparła: „Przede mną wieczność”.Wielu ludzi włączyło się w akcję zbierania pieniędzy na operację, jednak nie udało się zgromadzić koniecznych 300 tys. dolarów. Dziewczyna do końca pozostała wierna Chrystusowi, więc nie przyznano jej prawa do nieodpłatnego wykonania przeszczepu. Przez kilka miesięcy leżała podłączona do respiratora w klinice w Tel Awiwie. Jak zauważył jeden z izraelskich lekarzy, do ostatniego dnia była w pełni świadoma.Zmarła w nocy 14 marca w izraelskim szpitalu. Na wspomnianym forum internetowym w listopadzie ub. r. Rosjanka zamieściła przepiękne świadectwo:„Mam przed sobą dokument izraelskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, (…) gdzie jest napisane: „Przyjmuję obywatelstwo/prawo/religię kraju”. Tylko podpisz. Powiedzcie mi jednak: Czy mam wybór? Najważniejszy wybór to nie ten na papierze, ale w duszy… A w niej ufność Bogu jest silniejsza aniżeli jakiekolwiek dokumenty, prawa, państwa, straszne diagnozy, czas! I nawet w najtrudniejszych chwilach nie opuszcza mnie poczucie, że sam Bóg trzyma mnie za rękę. Decyzja jakiegokolwiek lekarza dotycząca przeprowadzenia operacji, niezależnie od kraju, niesie ze sobą ryzyko, więc każdy dzień i tak może być ostatnim… Jedyny wybór – jakiego dokonałam już dawno i który nie jest związany z obywatelstwem – to wybór wiary w Boga i bezgranicznej wdzięczności za to, co jest mi sądzone (…)”.Małgorzata Pabis (źródło)
Ani za bardzo, ani za mało – ale w sam raz. Zwietrzała sól i niewidoczne światło
Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5,13-16)
Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: Oto jestem! Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. (Iz 58,7-10)
Święty inżynier z politechniki – sługa Boży Jerzy Ciesielski
Każdy z nas otrzymał do przebycia własną drogę, własne powołanie. Od wierności temu powołaniu zależy sens mego istnienia: Twoja chwała, a nasza zasługa na szczęście wiekuiste. Spraw Panie, abym zrozumiał me powołanie na każdy dzień i daj mi Twą Łaskę, abym mu był wierny.
Odgadywanie myśli Bożej (zawód, praca, decyzja w ważnych momentach), radosne spełnianie w ten sposób powstałych obowiązków z intencją – „dla Ciebie Boże” – składa się na świętość.
Przyszłość jest niewiadomą… Rozpatrywanie przeszłości – wątpliwe daje korzyści. Wydaje mi się, że możliwości startu są szerokie. Obojętnie skąd się zaczyna, byle zacząć i iść… Czy nie dobrze byłoby codziennie rano zadawać sobie pytanie: w jaki sposób mam dzisiaj służyć Bogu?Konkretny człowiek… może, a nawet powinien mieć wytyczoną, choćby w ogólny sposób drogę do świętości. Mieć ideał, do którego dąży… Ideał świętości – można krótko mówiąc – określić jako wypełnianie obowiązków stanu z nadprzyrodzoną orientacją. Aby to było możliwe trzeba prowadzić życie religijne wewnętrzne, będące niejako prądnicą, która ładuje akumulator mej osoby na codzienne działanie.
Każdy z nas otrzymał do przebycia własną drogę, własne powołanie. Od wierności temu powołaniu zależy sens mego istnienia: Twoja chwała, nasza zasługa na szczęście wiekuiste. Spraw Panie, abym zrozumiał me powołanie na każdy dzień i daj mi Twą Łaskę, abym mu był wierny.
Co w tych spichlerzach?
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. (Łk 12,13-21)
