Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. (Łk 5,1-11)
Kategoria: bez kategorii (ze starego bloga)
Deptanie po piętach
– Duchowny, który z panią rozmwiał, nie mógł pani pomóc, ponieważ sam był zagubiony. Używał ciągle tych samych słów, jakimi księża pocieszali wiernych 500 lat temu. A przecież od tamtego czasu trochę poszliśmy do przodu. – Przerwał, jakby to, co powiedział, jego samego zabolało. – Na tym właśnie polega dzisiaj problem z religią. Tkwi w miejscu. Zamiast się otworzyć, szukać sposobu na to, aby nabrać znaczenia we współczesnym świecie, staje się defensywna, broni dotychczasowego stanu posiadania, cofa medialnie do najniższego wspólnego mianownika – nabiera cech fundamentalizmu.(…)– Problem jest w tym, że w twoim kraju religia jest tak skupiona na walce z nauką oraz trudnymi do odparcia argumentami ateistów, że wasi duchowni stracili poczucie, czym tak naprawdę powinna być wiara. W naszym kościele – wschodnim – oraz w wyznaniach takich jak buddyzm czy hinduizm zadaniem religii nie jest dostarczanie teorii lub wyjaśnień. Akceptujemy prawdę, że to, co boskie, jest nierozpoznawalne. Ale dla ciebie i podobnie myślących, kierujących się rozumem ludzi, rzecz sprowadza się do wyboru. Fakty albo wiara. Nauka albo religia. – Przerwał, po czym dodał: – Nie musisz wybierać.– Ale nauka i wiara nie są ze sobą zgodne.– Oczywiście, że są. Nie powinnuy ze sobą konkurować. Problem sprowadza się do waszych duchownych i waszych naukowców. Jedni drugim depczą po palcach. Wielkimi ciężkimi buciorami. Nie rozumieją, że religia i nauka mają po prostu inne cele. Nauki potrzebujemy, żeby zrozumieć, jak funkcjonuje wszystko na tej planecie i poza nią – my, natura, to, co nas otacza. Żaden myślący człowiek temu nie zaprzeczy. Ale religii również potrzebujemy. Nie dla żałosnych kontrteorii na temat tego, czego nauka nie jest w stanie udowodnić. Jest nam niezbędna z innego powodu, żeby zaspokoić innego rodzaju potrzebę – sensu. Dla nas, jako ludzi, ta potrzeba jest czymś zupełnie podstawowym. I wykracza poza dziedzinę nauki.(…)– Wiele w życiu widziałem. Spotykałem dobrych, miłych, szczodrych ludzi, których dobre uczynki były niezwykle szlachetne. Ale widziałem też takich, którzy robili niewyobrażalne, potworne rzeczy. I to właśnie czyni nas ludźmi. Mamy rozum. Podejmujemy decyzje i wcielamy je w życie. Kształtujemy nasz los w relacjach z innymi. A Bóg – cokolwiek oznacza to słowo – jest po prostu wtedy w nas. Za każdym razem gdy dokonuejmy wyboru, czujemy Jego obecność. Jest w nas.
Wirtualna ewangelizacja
Przestrzenie te [otwarta przestrzeń publiczna, w której ludzie
dzielą się swoimi pomysłami, informacjami, opiniami i gdzie mogą również
powstawać nowe więzi i formy wspólnoty] kiedy są dowartościowane w sposób właściwy i zrównoważony,
przyczyniają się do wspierania form dialogu i debaty. Jeśli dokonują się one z
szacunkiem, dbałością o prywatność, odpowiedzialnością i poświęceniem prawdzie,
mogą umacniać więzy jedności między ludźmi i skutecznie wspierać zgodę w
rodzinie ludzkiej. Wymiana informacji może stać się prawdziwą komunikacją,
kontakty mogą dojrzewać do przyjaźni, połączenia mogą ułatwić tworzenie
wspólnoty. O ile powołaniem sieci jest realizacja tych wielkich możliwości, to
osoby w niej uczestniczące muszą starać się być autentyczne, ponieważ w
przestrzeniach tych nie tylko dzielimy się poglądami i informacjami, ale w
ostateczności przekazujemy samych siebie.Kultura sieci społecznościowych oraz zmiany form i stylów komunikacji stanowią
poważne wyzwania dla tych, którzy chcą mówić o prawdzie i wartościach (…) Niekiedy dyskretny głos rozsądku może być przytłumiony
przez zgiełk zbędnych informacji i nie udaje mu się przyciągnąć uwagi,
zastrzeżonej natomiast dla tych, którzy wyrażają się bardziej przekonująco.
Media społecznościowe potrzebują zatem zaangażowania wszystkich, którzy są
świadomi wartości dialogu, rozsądnej debaty, logicznej argumentacji; osób
starających się dbać o te formy wypowiedzi i wyrażania się, które odwołują się
do najszlachetniejszych dążeń ludzi zaangażowanych w proces komunikacji. Dialog
i debata mogą rozkwitać i wzrastać także wtedy, gdy się rozmawia i traktuje na
serio tych, którzy mają poglądy odmienne od naszych.Wyzwaniem, przed którym muszą stanąć sieci społecznościowe, jest to, aby były
one rzeczywiście powszechne: wspomagać je będzie wówczas pełny udział
wierzących, którzy pragną dzielić się orędziem Jezusa i wartościami godności
ludzkiej, które krzewi Jego nauczanie. Wierzący dostrzegają bowiem coraz
bardziej, że jeśli Dobrej Nowiny nie będzie można poznać także w świecie
cyfrowym, to może być ona nieobecna w doświadczeniu wielu osób, dla których ta
przestrzeń egzystencjalna jest ważna. Świat cyfrowy nie jest światem paralelnym
ani czysto wirtualnym, lecz dla wielu ludzi, zwłaszcza najmłodszych, stanowi
część codziennej rzeczywistości. Sieci społecznościowe są owocem ludzkiej
interakcji, ale same z kolei nadają nowe kształty dynamice komunikacji,
tworzącej relacje: uważne zrozumienie tego środowiska jest zatem warunkiem
wstępnym znaczącej w nim obecności.Autentyczność ludzi wierzących w sieciach społecznościowych staje się wyraźna
przez dzielenie się głębokim źródłem ich nadziei i radości: wiarą w Boga
bogatego w miłosierdzie i miłość objawioną w Chrystusie Jezusie. Takie dzielenie
się polega nie tylko na jednoznacznym wyrażaniu wiary, ale również na
świadectwie, to znaczy sposobie, w jaki przekazuje się „wybory, preferencje,
opinie, które są głęboko spójne z Ewangelią, nawet wtedy, kiedy nie mówi się o
niej w sposób wyraźny” (Orędzie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu,
2011 )
Sieci społecznościowe mogą być nie tylko narzędziem ewangelizacji, ale również
czynnikiem ludzkiego rozwoju. Na przykład, w niektórych sytuacjach
geograficznych i kulturowych, gdzie chrześcijanie czują się izolowani, mogą one
umacniać poczucie ich rzeczywistej jedności z powszechną wspólnotą wierzących.
Sieci ułatwiają dzielenie się bogactwem duchowym i liturgicznym, sprawiając, że
ludzie mogą modlić się z żywym poczuciem bliskości tych, którzy wyznają tę samą
wiarę. Prawdziwe i interaktywne zaangażowanie w pytania i wątpliwości tych,
którzy są dalecy od wiary, powinno nam uzmysłowić potrzebę podtrzymywania przez
modlitwę i refleksję naszej wiary w obecność Boga, jak i naszej aktywnej
dobroczynności: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” (1 Kor 13, 1).Istnieją sieci społecznościowe, które w świecie cyfrowym stwarzają współczesnemu
człowiekowi okazje do modlitwy, medytacji lub dzielenia się Słowem Bożym. Mogą
one jednak otworzyć także podwoje na inne wymiary wiary. Wiele osób odkrywa
bowiem właśnie dzięki kontaktowi, który początkowo miał miejsce on line,
znaczenie kontaktu bezpośredniego, doświadczenia wspólnoty, a nawet pielgrzymki
– będących nieustannie ważnymi elementami na drodze wiary. Szukając sposobów
uobecnienia Ewangelii w środowisku cyfrowym, możemy zaprosić ludzi do
przeżywania spotkań modlitewnych lub celebracji liturgicznych w konkretnych
miejscach, takich jak kościoły czy kaplice. Nie powinno brakować nam
konsekwencji czy spójności w wyrażaniu naszej wiary i świadectwa o Ewangelii w
rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć – fizycznej czy cyfrowej. Kiedy
jesteśmy w jakikolwiek sposób obecni dla innych, jesteśmy wezwani, by umożliwić
poznanie miłości Bożej aż po krańce ziemi.
Całość przeczytać można po polsku tutaj.
Cieszy mnie bardzo to, co i jak papież powiedział. Niestety, można się dzisiaj spotkać z poglądami i opiniami – na szczęście dość rzadkimi – jako by „zaistnienie” w przestrzeni cyfrowej osób wierzących było czymś niewłaściwym, co najmniej podejrzanym i dziwnym, do czego trzeba podchodzić z dużą nieufnością. W myśl dość idiotycznych uproszczeń i haseł w stylu „internet to szatan” (internet jako osoba?) Tymczasem na falach www działa bardzo dobrze i skutecznie w zakresie promowania prawd wiary, głoszenia Dobrej Nowiny bardzo wiele osób, nawet niekoniecznie duchownych. Wystarczy podać przykłady portalu Adonai, Stukam.pl ks. Artura Stopki, działalności o. Adama Szustaka OP w ramach projektu Langusta na palmie, blogów dominikańskich, czy tylu innych. Coraz więcej tych inicjatyw widocznych jest w medium, od którego czytania wielu rozpoczyna dzień – na Facebooku.Coraz częściej poszczególni autorzy sięgają – w mojej ocenie bardzo skutecznie – do różnych metod kontrastów, porównań, prowokując do zastanowienia się nad danym problemem czy myślą – ubierając całość w naprawdę atrakcyjne i profesjonalne szaty graficzne.
Myślę – i na tę myśl się cieszę – że to dobrze, że zaczynamy mieć do czynienia z pewnym nowym prądem działań związanych z propagowaniem wiary: wirtualną Dobrą Nowiną, duszpasterzami czekającymi na ludzi także w świecie cyfrowym (oczywiście nie jako stała forma duszpasterstwa, ale bardziej zachęty, rozbudzenia ciekawości i potem skierowania do właściwej grupy w realu – choć niestety jego jakość w parafiach budzi w ludziach często tęsknotę za czymś lepszym, bardziej dla nich), świeckimi jakby misjonarzami, którzy niosą Pana tym, którzy czasami świata poza komputerem nie widzą, albo przypadkiem mogą w tym cyfrowym świecie natknąć się na Słowo… Oby to Słowo ciałem się w nich stało.
A wirtualnie zaangażowanym w ewangelizację gratuluję i życzę dużo sił – nie ma co się przejmować, Szymona Hołownię do dzisiaj odżegnują niektórzy od czci i wiary, choć (większość?) mam nadzieję rozumie, że facet swoim sposobem pisania (mało popularnym) potrafi zainteresować, przyciągnąć, pomóc zrobić człowiekowi pierwszy krok. Z wirtualną ewangelizacją jest podobnie – dlatego właśnie choćby jest tak potrzebna.
Rozpal
Jezus mówił ludowi: Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod
korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku?
Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do
słuchania, niechaj słucha. I mówił im: Uważajcie na to, czego
słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze
wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i
tego, co ma. (Mk 4,21-25)
Światełko św. Jana Bosco, założyciela zgromadzenia księży salezjanów i sióstr salezjanek, apostołów młodzieży – dzisiaj wspomnienie liturgiczne tego wybitnego apostoła XIX w. Ciekawe, w liceum miałem w klasie kolegę – również Jasia Bosco, choć na tym chyba podobieństwa między obydwoma się kończą…
Święty Jan B. był niesamowity przez to, że podjął się pracy właśnie w bardzo potrzebującym jego sił, pomysłowości i zapału środowisku, które niewątpliwie potrafiło okazać wdzięczność – w zaniedbanej młodzieży. Temu dziełu poświęcił się w całości, całe swoje życie – a dzieło rozrasta się także dzisiaj, szczególnie na misjach. Dlaczego? Bo założyciel nie był egoistą – odnalezione w sercu Boże światło było dla niego tak cenne, że nie chciał go schować pod korcem lub łóżkiem, ale za wszelką cenę chciał się nim dzielić, pozwalając Bogu stanąć na świeczniku serc ludzi, których do Niego prowadził ks. Jan. Rozpal w sobie to, co masz najpiękniejsze, i niech cię to całego spala.
Zresztą, takie ukrywanie tak nic by nie dało na dłuższą metę. Ilu jest nieszczęśników, którzy przez całe życie odgrywają najbardziej nawet misterne role, kreują wymyślne postaci, starają się być na topie, trendy, zauważalni – a w głębi serca pozostają naprawdę nieszczęśliwymi i zagubionymi ludźmi, to pół biedy, albo okazują się być aktorami po prostu sami nie wierzącymi w odgrywane nieraz latami role. Nie warto – wszystko wyjdzie na jaw. Angażować siły warto tylko w to, co dobre, piękne, słuszne, Boże.
Kto ma, kto nie ma… Dzisiaj na ulicy znowu zaczepił mnie jakiś biedak. Fakt, trącało alkoholem. Nawet nie rozumiałem, o co prosił – czy o jedzenie czy o pieniądze. Odmówiłem. Pisałem już kiedyś, jak ze 2-3 razy dałem pieniądze, a potem widziałem, jak delikwent idzie do monopolowego… I coś we mnie pękło. Jak widzę takich nieszczęśników to czasami serce się kraje, że by człowiek oddał i 100 zł takiemu, bo on bardziej potrzebuje. I co z tego? Żeby poszedł i kilka win albo kratę piwa kupił, albo na porcję czegoś do wciągania miał? Nie wiem, ale wydaje mi się, że to nie jest pomoc – chyba że w tym, aby tacy ludzie szybciej odeszli z tego świata z powodu swoich chorób – nałogów. Choć w żaden sposób to nie sprawia, że mniej boli, jak człowiek widzi takich ludzi.
Wizytówka
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się
dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku
byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać
dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny
Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci
udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim
rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach,
wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się
wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i
powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy
księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa
na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą
nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym
uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy
księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim
utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma,
któreście słyszeli. (Łk 1,1-4.4,14-21)
Owocujące stągwie
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa.
Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło
wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej
odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie
nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie
wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych
przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić
dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I
napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz
i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta
weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem,
skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli –
przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia
najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś
dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie
Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do
Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni. (J 2,1-12)
W zeszłym tygodniu pisałem o Janie Chrzcicielu i cudzie, kiedy Bóg Ojciec wskazuje w momencie chrztu na Jezusa jako wybranego i umiłowanego Syna. Napomknąłem też o tym tekście – uważanym za pierwszy cud Jezusa przemienieniu wody w wino podczas wesela w Kanie – mówisz, masz: Kościół w swojej mądrości właśnie tym fragmentem w ramach II niedzieli zwykłej otwiera okres zwykły AD 2013.
Nie powiem nic odkrywczego stwierdzając, że kluczowa rola należy tu do Maryi. Obserwuje, widzi, reaguje – uderza do Syna. Nie ma wina – zaraz będzie draka. Wielu duchownych na wiele sposobów tłumaczyło te słowa, które padły w odpowiedzi ze strony Pana – droczył się? Chyba bardziej nie chciał działać spektakularnie, robić show. Stąd to jakby „temperowanie” Matki. Ona jednak w głębi serca wiedziała – Jezus zadziała, gdy przyjdzie pora. Stąd polecenie do sług – którzy jednak specjalnie pewnie nie mieli powodu do zdziwienia: skoro stągwie miały służyć do oczyszczeń, to logicznym było, iż powinna się w nich znajdować woda. Co innego – gdyby ktoś później zauważył, że ze stągwi pełnych wody nalewa się gościom weselnym wino… Oczywiście, wino – ten specyficzny prezent weselny Jezusa – okazało się o wiele lepsze od uprzednio przygotowanego. Cud? Pewnie tak. Być może nie głośno opiewany, ale słudzy na pewno podali dalej informację o tym, że wino prawie dosłownie „spadło z nieba”.
Tak naprawdę dla człowieka wierzącego, poza ciekawym tłem, wątkiem i zbożną opowieścią, kluczowe wydaje się jedno proste zdanie, i to nawet nie Jezusa, a Maryi. Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Kościół przytacza je nie inaczej, a właśnie dlatego, że to dobra rada dla każdego z nas. Mamy w życiu wybór. Możemy stać jak te kruche naczynia gliniane (o których mowa w jednym z listów Pawła), albo możemy współpracować z łaską i pozwolić się wykorzystać jak te masywne stągwie kamienne, napełnione przez Boga – czym? Łaską właśnie, błogosławieństwem – tutaj przybrało ono postać wina, bo w chwili niewątpliwej radości było ono być może jedynym, czego brakowało. Może nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale co może być lepsze nad niesienie Boga innym? W Jego bezpośredniej bliskości, dotykając Go na ile to możliwe – iść, nieść i głosić.
Bardzo dobrym uzupełnieniem jest tutaj II czytanie (1 Kor 12,4-11), gdzie Paweł mówi o różnych darach łaski właśnie, ale o jednym motorze napędowym tego wszystkiego – o Duchu. Czytanie, które można by streścić słowem – piękno w różnorodności. Po prostu nasze, ludzkie powołanie. Nie do mierzenia się nawzajem, porównywania, oceniania – ale możliwość, siły i umiejętności do bycia wyjątkowym będąc po prostu sobą i robiąc użytek z tego, co On mi dał. Nie lepszym, nie gorszym od tego czy tamtego – normalnym, własnym, wyjątkowym. I tą właśnie drogą, będąc na swój wyjątkowy sposób stągwią kamienną wypełnioną po brzegi Bogiem, owocować.
>>>
Wczoraj wieczorem Pan odwołał do siebie kard. Józefa Glempa, wieloletniego Prymasa Polski i metropolitę warszawsko-gnieźnieńskiego, wcześniej biskupa warmińskiego. Kiedy teraz o tym myślę – pewnie dochodził do kresu życia mniej więcej wtedy, kiedy w mediach były podane informacje o pogorszeniu się jego stanu zdrowia i prośbie e strony następcy – kard. Kazimierza Nycza – o modlitwę za chorego.
Mój sposób postrzegania zmarłego ewoluował. Dziś myślę, że to był człowiek, który lepiej niż to się na pierwszy rzut oka wydaje odegrał swoją rolę, bądź co bądź, w bardzo trudnych dla Polski i polskiego Kościoła latach. Miał prawo być przytłoczony poprzednikiem – Prymasem Tysiąclecia i jego przeszło 30-letnią posługą, a równocześnie czuł wsparcie z Watykanu, dzisiaj błogosławionego już, Jana Pawła II. A jednocześnie – musiał sprostać nowej rzeczywistości, kiedy po obaleniu komunizmu siły wrogie Kościołowi nie dały się już tak jednoznacznie wskazać i nazwać, kiedy człowiek miał coraz większe problemy z mądrym zagospodarowaniem wolności. Do tego – z pewnością trauma i rana związana z historią, również błogosławionego dziś, ks. Jerzego Popiełuszki, księdza z jego diecezji. Kiedyś można mu było zarzucić zbytni konserwatyzm – czy jednak słusznie?
Dzisiaj odpoczywa w Bogu.
>>>
Jakoś mnie wzięło – czytam od początku trylogię Grosera. Najnowszą, czwartą książkę „Jezus z Judenfeldu” już przeczytałem. Normalnie jak Gwiezdne Wojny – najwcześniejsza część pojawia się ostatnia. I pięknie wpisuje się w całość – tylko że doświadczenia tym razem niemieckie, dość ekumeniczne. Nie znoszę tylko tych grzegorczykowych zakończeń. Bardziej wieloznaczne by być nie mogły.
Przedstawienie. Albo prezentacja
Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Łk 3,15-16.21-22)
Czytanie i odchodzenie
Mędrcom dziwacznie objawiony
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. (Mt 2, 1-12)
Pasterski cud przemiany
Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i
Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im
zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli,
dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała
wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili,
wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im
to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać
Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło
w łonie Matki. (Łk 2,16-21)
To tylko kawałek (noworoczny) Łukaszowego opisu Narodzenia Pana. Jednak ukazuje to, co najważniejsze – wytrwali ludzie odnajdują Boga, choć w zupełnie niespodziewanych i dziwacznych jak na Króla okolicznościach. Kiedy usłyszeli anielskie zwiastowanie narodzenia Mesjasza – mogli je olać, po prostu zignorować i dalej robić swoje, doglądając stada. Ale ich serca już wtedy pałały, wiedząc, że zupełnie przypadkiem oni, prości pasterze, stają przed czymś, co jest większe i o wiele bardziej niesamowite niż cokolwiek, co było czy będzie ich udziałem kiedykolwiek, że stają się świadkami wydarzenia „od patriarchów wyczekiwanego”, jak śpiewamy w jednej z kolęd.
Bóg przychodzi do człowieka jako człowiek, i tak naprawdę jedyne, co człowiek musi zrobić, aby ten dar docenić, wykorzystać i na niego odpowiedzieć – to zrobić krok w kierunku Boga, zbliżyć się do Niego, odpowiedzieć na zaproszenie do betlejemskiej stajenki, i nie zatrzymać się w zachwycie, ale wejść dalej, i oddać hołd Królowi królów. To może być dziwne – jak było dziwnym dla tych, którzy słuchali tego, co pasterze im opowiadali o objawieniu, którego doznali, i które zaprowadziło ich do Jezusa – tak samo, jak przez pół ówczesnego świata prowadziło trzech mędrców.
Tak naprawdę w życiu tych prostych ludzi nie zmieniło się nic – nadal byli tym, kim byli, z faktu, że byli jednymi z pierwszych, którzy widzieli Pana nie wypłynęła na nich żadna nobilitacja, bogactwo czy wywyższenie, dalej paśli swoje stada. A jednak – w sercu zmieniło się wiele, bo odtąd zamieszkał tam Bóg-Człowiek, zostali napełnieni łaską Boga jako świadkowie Tego, który przyszedł wybawić wszystkich. Maleńka Miłość położona w żłobie dokonała pierwszego cudu, tego, którego dokonywać będzie najczęściej – cudu przemiany ludzkich serc.