Płonie ognisko – tylko nie w lesie, a pod kościołem

Ostatnimi czasy jest tak, że raz po raz powraca do mne taka myśl, że Kościół w Polsce właściwie to nie potrzebuje w ogóle wrogów na zewnątrz, bo w sposób absolutnie bezrefleksyjny strzela sobie w stopę, właściwie raz po raz. Zero refleksji, w kółko te same błędy ale równie jednoznacznie bezsensowne zachowania – jakby w poczuciu, że ciemny lud po prostu we wszystko uwierzy, pokiwa ze zrozumieniem głową, a potem wróci do swoich zdrowasiek, i wszystko rozejdzie się po przysłowiowych kościach. Czy aby na pewno? Dwa obrazki z ostatnich dni.

Czytaj dalej →

Czytanie i odchodzenie

Od przeszło tygodnia – powiedzmy, nowego roku, nadrabiam zaległości czytelnicze. Dotychczas mogę polecić. Linki są z boku na blogu. 
Jan Grzegorczyk, „Pieśń słoneczna Róży Bluszcz” (W drodze)

Zbiorek kilku opowiadań, bardzo grzegorczykowych, o ile mogę tak powiedzieć – czyli…? „Kolczyki”, „Kapliczka”, „Szczerbate stopy”, „Piekło i niebo”, „Pieśń słoneczna Róży Bluszcz”, „Posłaniec”. Tytuł – przypadkowy, czy jakiś wybór autora? Dla mnie najlepsze – dwa pierwsze. Tak bardzo właśnie grzegorczykowe – nasze, polskie, ludzkie, z problemem, realne, zwyczajne, z dylematem wiary nawet nie koniecznie na pierwszym planie. Sięgnąłem po niego przy trylogii (ha! już nie, mam czwartą część – o tym kiedy indziej, kiedy przeczytam) Grosera, i ani razu się nie zawiodłem jeszcze. 
Te słowa można znaleźć na okładce: „Charles Péguy pisał, że grzesznik stoi w samym centrum chrześcijaństwa i nikt tak jak on nie rozumie, czym chrześcijaństwo jest — chyba że święty. Te słowa zawsze mnie fascynowały. I dlatego z pasją tropię jednych i drugich. Niektórzy nazywają mnie skandalistą i gorszycielem. No cóż, dla mnie świętość to nie pielęgnacja cnót heroicznych, ale sokole oczy, które potrafią rozpoznać Boga przebranego w najbardziej liche i słabe istoty. Człowiek uwierzył w Boga, dotykając Jego ran. Bóg także pragnie dotknąć naszych okaleczeń, choć pewnie nie jest Mu to potrzebne, by w nas uwierzyć„. 
Dominik Duka OP, Tomasz Dostatni OP i Jaroslav Šubrt, „Tradycja jest wyzwaniem” (W drodze)

Powiem tak – liczyłem na coś innego. Myślałem, że to bęzdzie więcej o wierze, a mniej o historii, kulturze i także wierze w kontekście Czechów, Słowaków, Moraw i tych pięknych terenów, z których praski kardynał pochodzi, w których pracował. Można się np. dowiedzieć o tym, czym było państwowe pozwolenie na oficjalne pełnienie posługi kapłańskiej, jak trudno było je dostać, a także w masie przypisów (co jeszcze bardziej, wydaje mi się, podkreśla historyczny i naukowy wymiar książki, choć pisanej w formie dialogów, wywiadu-rzeki) odnaleźć np. informacje o podziemnych czeskich biskupach, konsekrowanych w wieku lat dosłownie 30, albo takich, którzy lwią część życia posługiwali w ukryciu, aby być oficjalnie uznanymi u kresu życia. Niesamowita historia naszych przecież sąsiadów, w pewnym sensie tragicznie podobna do polskiej w czasach najnowszych. W mojej ocenie – warto. 
Krzysztof Pałys OP, „Ludzie 8 dnia. Autostopem do Matki Teresy”

Bardzo… dominikańska. Świetnie trafiający do mnie lekki i prosty sposób pisania, zarazem przeplatany wieloma złotymi myślami i spostrzeżeniami z wędrówki, cytatami. Dwóch ojców wyrusza w ośmiodniową wyprawę do Skopje w Bułgarii jako miejsca urodzenia bł. Matki Teresy z Kalkuty, i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wyruszają autostopem. Spotykają przeróżnych ludzi, niekoniecznie katolików, różnie nastawionych – i odkrywają piękno zdania się na Opatrzność, która im właśnie podsyłała tak różnych kierowców i ludzi stawiała na drodze tej podróży. No i smaczek – na jednej z okładek wtręcik mały, ot, w ramach przepychanek dominikańsko-jezuickich 🙂 Heh, długo się zastanawiałem – skąd ten tytuł. A to o 8 dni podróży chodziło. 
>>>
I do tego sprawa zdecydowanie przykra. Jedn z gdańskich dominikanów, dr Jacek Krzysztofowicz OP, mylnie nazywany przeorem gdańskiego klasztoru (którym nie jest od 2008 r.) poinformował wczoraj publicznie o fakcie porzucenia zakonu i kapłaństwa. Fakt, postąpił fair wobec współbraci i ludzi, którzy w św. Mikołaju dość chętnie go słuchali, informując o tym wprost i pozostawiając swego rodzaju pożegnalny list… Ale jednak. 
Urywki do poczytania w Wyborczej (tu i tu) – ale nagranie z całości słów o. Jacka widzę jest tutaj
Przyczyny? Można się domyślać. Tylko czy to jest ważne? Załamywać ręce czy złorzeczyć? Ani to, ani to. Po prostu pamiętać i modlić się za człowieka.