Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5,38-48)
Pokusa
Skąd pochodzi pokusa? Jak w nas działa? Apostoł mówi nam, że nie pochodzi ona od Boga, ale z naszych namiętności, z naszych wewnętrznych słabości, z ran jaki w nas pozostawił grzech pierworodny: stąd płyną pokusy, z tych namiętności. Ciekawe jest to, że pokusa ma trzy cechy: rozwija się, jest zaraźliwa i chce się usprawiedliwić. Rozwija się: zaczyna się od dobrego, spokojnego nastroju. Sam Pan Jezus o tym powiedział w przypowieści o pszenicy i kąkolu: ziarno wzrastało, ale także kąkol posiany przez nieprzyjaciela. A pokusa rośnie coraz bardziej. A kiedy jej nie powstrzymamy zajmuje wszystko.Pokusa poszukuje drugiej osoby, aby mieć wspólnika, zaraża i rozwija się dalej. W tym procesie zamyka nas w środowisku, z którego łatwo się nie wychodzi. Jest to doświadczenie apostołów, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii (Mk 8,14-21), przedstawiającej Dwunastu, którzy nawzajem się obwiniali o to, że zapomnieli wziąć chlebów na łódź. Jezus zachęcił ich, aby wystrzegali się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda, ale oni nie słuchali Go, będąc zajęci jedynie obwinianiem się nawzajem o to, że nie zabrano chleba, nie mieli światła na Słowo Boże.Podobnie i my, gdy jesteśmy kuszeni, nie słyszymy Słowa Bożego, nie rozumiemy go. A Jezus musiał przypomnieć rozmnożenie chleba, aby z tego wyszli, ponieważ pokusa nas zamyka, pozbawia nas wszelkiej zdolności do przewidywania, zamyka nam wszelkie horyzonty i tak prowadzi nas do grzechu. Gdy jesteśmy kuszeni, jedynie Słowo Boże, Słowo Jezusa na zbawia. Trzeba słuchać tego Słowa, które otwiera nam horyzont … On jest zawsze gotów, by nauczyć nas jak wyjść z pokus. A Jezus jest wspaniały, bo nie tylko pozwala nam wyjść z pokusy, ale obdarza nas większym zaufaniem.Prośmy Pana, aby tak jak to uczynił z uczniami zawsze, gdy przeżywamy pokusę cierpliwie nam mówił: «Stań, uspokój się. Przypomnij sobie, co tobie uczyniłem wówczas, w tamtym czasie: pamiętaj. Wznieś oczy, spójrz na perspektywę, nie zamykaj się, idź naprzód». To słowo nas ocali od popadania w grzech w chwili pokusy.
Zwietrzała sól i mętne światło
Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5,13-16)
Jesteśmy słabi, ale musimy być odważni w naszej słabości. A często nasza odwaga musi być wyrażona przez ucieczkę bez oglądania się za siebie, by nie wpaść w pułapkę niegodziwej tęsknoty. Nie lękajcie się i zawsze spoglądajcie na Pana. Nawet, kiedy chcemy uciekać, może być „coś, co ciągnie nas z powrotem”. Tak trudno jest przeciąć więzy grzesznej sytuacji. To jest trudne. Uciekajcie, by iść naprzód ścieżką Jezusa. Stając twarzą w twarz z grzechem, musimy uciec bez żadnej tęsknoty. Ta tendencja do tęsknoty za grzechem jest bliźniacza z „kuszeniem do ciekawości”. Ciekawość nie pomaga, ona boli. Pożądanie wiedzy. co do tego „jaki jest grzech” jest ciekawością niebezpieczną i musimy „uciekać i… nie oglądać się za siebie”. Jesteśmy słabi, wszyscy z nas, i musimy się bronić. Może się także pojawić kuszenie strachem, „by bać się iść naprzód opartym na wierze w Pana”. Boję się poruszać naprzód, boję się, gdzie zaprowadzi mnie Pan. A tymczasem strach nie jest dobrym doradcą. Stając twarzą w twarz z grzechem, tęsknotą i lękiem, naszą odpowiedzią musi być „patrzenie na Pana, kontemplowanie Pana”. To daje nam piękny cud nowego spotkania Pana. W naszych kuszeniach musimy mieć odwagę by być pokornymi i mówić Chrystusowi: „Panie, jestem kuszony: Chcę pozostać w tej sytuacji grzechu; Panie, jestem ciekaw tych rzeczy; Panie, boję się. Nie możemy być naiwnymi, letnimi Chrześcijanami, tylko odważnymi. Jesteśmy słabi, ale musimy być odważni w naszej słabości.
Minął rok
Najdrożsi Bracia,zawezwałem was na ten konsystorz nie tylko z powodu trzech kanonizacji, ale także, aby zakomunikować wam decyzję o wielkiej wadze dla życia Kościoła. Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi. Dlatego, w pełni świadom powagi tego aktu, z pełną wolnością, oświadczam, że rezygnuję z posługi Biskupa Rzymu, Następcy Piotra, powierzonej mi przez Kardynałów 19 kwietnia 2005 roku, tak że od 28 lutego 2013 roku od godziny 20.00 rzymska stolica, Stolica św. Piotra, będzie zwolniona (sede vacante) i będzie konieczne, aby ci, którzy do tego posiadają kompetencje, zwołali konklawe dla wyboru nowego Papieża.Najdrożsi Bracia, dziękuję wam ze szczerego serca za całą miłość i pracę, przez którą nieśliście ze mną ciężar mojej posługi, i proszę o wybaczenie wszelkich moich niedoskonałości. Teraz zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza, naszego Pana Jezusa Chrystusa, i błagamy Jego Najświętszą Matkę Maryję, aby wspomagała swoją matczyną dobrocią Ojców Kardynałów w wyborze nowego Papieża. Jeśli o mnie chodzi, również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem świętemu Kościołowi Bożemu.Watykan, 10 lutego 2013 r.
Zawierzenie
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. (Łk 2,22-40)
Powierzam się, Boże,w Twoje ręce.Niech kształtuje się ta glina w rękach garncarza.Nadaj jej kształt potem rozbij ją, jeśli chcesz.jak złamane zostało życie Johna, mojego brata.Proś, rozkazuj: ..co chcesz abym uczynił,czego chcesz abym nie robił?”
Wywyższony, obmówiony, pocieszony, cierpiący,nieużyteczny we wszystkim,nie pozostaje mi nic innego,jak powiedzieć za przykładem Twojej Matki:„Niech mi się stanie według Twego słowa.”Daj mi miłość w pełnym znaczeniu tego słowa,miłość Krzyża, ale nie krzyży heroicznychkarmiących miłość własną.Daj mi miłość krzyży codziennych,które niosę niestety z niechęcią w sprzeciwach,zapomnieniu, w porażkach, fałszywych sądach,w obojętności, odrzuceniu.pogardzie ze strony innych,w złym samopoczuciu, wadach ciała,w ciemności umysłu, w ciszy i oschłości serca.A tylko wtedy,będziesz wiedział, że Cię kocham,nawet jeżeli ja o tym się nie dowiem,ale to mi wystarcza.
(Robert Kennedy)
(h)Ej (?), kolęda, kolęda
Gadanie zamiast działania
- Fanem Owsiaka nie byłem i nie jestem, rozumiem jednak, że podoba mu się i nas pewno przydaje fakt, że telewizje (głównie TVN) ostatnio odmieniają jego wypowiedzi i przemyślenia przez wszystkie przypadki. Nie można mu odmówić – robi w zakresie WOŚP niewątpliwie bardzo dobrą robotę – z tym zastrzeżeniem, że głównie w formie jednorazowego coroczanego eventu, bez porównania na skalę kraju, ale też działalności mniej medialnej w ciągu roku.
- WOŚP może nie jest transparentna do końca – formalnie pieniądze ze zbiórek nie idą na Przystanek Woodstock, tajemnicą poliszynela jest również, że już środki z lokat bankowych pieniędzy ze zbiórek tak. Generalnie jest to dochód fundacji – co jednak pozostawia niesmak, bo sami tych pieniędzy nie zarobili, i myślę, że mogło by ich być sporo mniej, gdyby wszyscy wrzucajacy do puszek wiedzieli, że te pieniądze pracować będą później na organizację Woodstocku.
- Prawdą jest, że sytuacja jest o tyle absurdalna – to państwo powinno zapewnić wszystko to, co kupuje WOŚP od 22 lat, czyli sprzęt medyczny najpierw dla ratowania najmniejszych z nas, a np. w tym roku także dla seniorów. Państwo powinno wyasygnować na to środki, ale tego nie robi. Kwestia, niestety, dość oczywista. Czy w związku z tym WOŚP jest be, bo wyręcza nieudolne państwo? Nie, należy dziękować za to, że skoro państwo jest w tym zakresie (i nie tylko) beznadziejne jako nie spełniające swojej roli – to ktoś je w tym zakresie wyręcza. Z punktu widzenia tych chorych nie ma znaczenia, kto kupił inkubator, respirator, specjalistyczny sprzęt medyczny. Dla nich oraz ich najbliższych liczy się to, że taki sprzęt się znalazł (serduszka WOŚP są widoczne) i są wdzięczni, bo wiele osób tylko dzięki temu przeżyło. W wielu miejscach – sami chorzy czy ich najbliżsi nie tylko w kontekście kolejnych finałów WOŚP, kiedy temat wraca jak bumerang, mówią wprost: co by nie powiedzieć, gdyby nie ten sprzęt z serduszkiem, mnie/dziecka/osoby bliskiej dzisiaj by już nie było. Jest za co dziękować.
- Właśnie dlatego rozumiem x Jana Kaczkowskiego – twórcy hospicjum w Pucku, dzisiaj samego walczącego z nowotworem – wokół którego wypowiedzi powstał wielki raban. Stwierdził on mianowicie: „Chciałem się pochwalić serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Specjalnie występuję na tle płonącego kominka, który ma uosabiać piekło. Już widzę rzesze nadgorliwych katolików, którzy mnie w tym piekle razem z Jurkiem Owsiakiem umieszczają. W takim towarzystwie bardzo chętnie bym się tam znalazł”. On rozumie to, ile Owsiak robi, a ja rozumiem, że jego wypowiedź jest miarodajna jako człowieka, który całe swoje kapłaństwo poświęca chorym, w tym paliatywnie.
- Kolejna wypowiedź x Jana równie trafna, nawiązująca do osoby bardzo przeze mnie cenionej: „Chciałbym zacytować arcybiskupa Życińskiego, który na „róbta, co chceta” powiedział „kochajta i róbta, co chceta”. Nie rozumiem zgryźliwości katolików, którzy uważają, że tylko my mamy monopol na dobro”. Oj, mamy z tym problem – dla wielu ludzi nie do pomyślenia jest wrzucić do puszki na coś, czego nie sygnuje Kościół. A to nie tak działa. Oczywiście, należy wspierać dzieła Kościoła – choćby dlatego, że Caritas na skalę kraju organizuje większą pomoc (wsparcie rodzin, bezdomnych, jadłodajnie itp), w większych kwotach, a przy tym w sposób bardziej systematyczny bo całoroczny, a przy tym ma o wiele niższe koszty (w przypadku WOŚP ponoć sięgające prawie 50%). Należy jednak pamiętać, że ludzie czynią dobro także poza Kościołem – a WOŚP działa na skalę unikatową w zakresie nabywania i przekazywania do placówek leczniczych brakującego sprzętu medycznego.
- Tak, nie podoba mi się, że osoby kwestujące na WOŚP często dosłownie stają w kruchtach kościołów – bo to nie powinno mieć miejsca (tak samo jak handlowanie tam gazetkami, obrazkami, różańcami itp.). Ale równocześnie zachowanie niektórych starszych ludzi – którzy na ulicy potrafią wygrażać pięścią albo laską osobie z puszką WOŚP, praktycznie wyzywając – jest poniżej krytyki. Nawiązując do tego, co poniżej – pytanie, czy poza tym działaniem, osoba taka zrobiła coś konstruktywnego – wsparła to czy inne dzieło.
Potrzeb na świecie jest tyle, że spokojnie zmieszczą się na nim i WOŚP, i Caritas, i PAH, i Anna Dymna, i Klinika Budzik, i moja skromna fundacja. Podopieczni nas wszystkich cierpią tak samo. Ludzie debatują, wartościują ból, deliberują, do której puszki warto wrzucić 10 złotych, a codziennie tę samą dychę lekką ręką puszczają z dymem, wydają na tabloidowe badziewie albo latte. Nie rezygnuj z nie wiadomo czego – daj w ciągu roku każdemu z nas po tej dysze, a przekonamy cię, że dzielenie się, a nie zrzędzenie, jest najprzyjemniejszą działalnością na świecie.
Kreacje kardynalskie 2014
Kościół to nie rewia mody
Sądzę, że nadawanie tytułów honorowych jest dla biskupa wygodnym sposobem wyrażania uznania, wyróżnienia zasłużonych. Wyróżnionemu zaś (wszyscy jesteśmy ludźmi!) liturgiczny strój ozdobiony jakimś fioletowym dodatkiem daje poczucie własnej wartości. Kto nigdy nie cierpiał z tego powodu, że nie został doceniony przez przełożonych, niech pierwszy rzuci w kanoników kamieniem. Można rzec, że nikt na tych kościelnych tytułach nie traci a zyskują: utytułowany (oczywiste), parafia (honor dla parafii), rodzina (honor dla rodziny), biskup (otrzymując tradycyjny gest wdzięczności za promocję), i liturgia, bo kolorowe stroje kanoników i prałatów niby polne maki ożywiają obraz każdej kościelnej procesji.
Może kiedyś takie tytuły były do czegoś przydatne, ale dziś już na pewno nie. Dziś to już tylko relikt. Relikty czasem warto zachowywać jako zabytki, ale chyba nie te, bo się po prostu źle kojarzą. Podobnie jak „ekscelencje” i inne „encje”. Jasne, że to tylko zewnętrzna strona tego, co w środku może być całkiem pokorne. Ale jednak chyba lepiej żeby to, co wewnętrzne było spójne z tym, co zewnętrzne. Dlaczego nie mamy być czytelni? Dziś społeczeństwa bardziej niż na słowa reagują na gesty. Zauważa się obrazki, a nie teksty. Dlatego to chyba świetnie, że społeczeństwo otrzymuje komunikat drogą „obrazkową”, że Kościół wciąż jest ubogi i pokorny. Bo jest – od wieków. Od dwóch tysięcy lat święci Kościoła (a jest ich znacznie więcej niż się wydaje) odkrywają wciąż na nowo moc i autentyzm Ewangelii, ale też od dwóch tysięcy lat Kościół jest atakowany pokusami blichtru i pustej fanfaronady. Pewnie, że mnóstwo prałatów i infułatów to dzielni i oddani pracownicy Kościoła, ale równie dzielne i oddane (a może i bardziej) są na przykład chrześcijańskie matki rodzin, a one nigdy żadnego tytułu na ziemi nie dostaną. I też nie muszą, bo Jezus wezwał do gromadzenia skarbu w niebie. Pytanie więc, czy duchowni muszą. Uważam, że nie.
Karnawał się skończył – bez względu na to, czy Franciszek w dniu swojego wyboru powiedział to w tych właśnie dosłownie słowach, czy w inny sposób dał to do zrozumienia. Daje to do zrozumienia nadal, bardzo czytelnie. I o to chodzi. Kościół to nie rewia mody.
Światłość prawdziwa
Na początku było Słowo,a Słowo było u Boga,i Bogiem było Słowo.Ono było na początku u Boga.Wszystko przez Nie się stało,a bez Niego nic się nie stało,co się stało.W Nim było życie,a życie było światłością ludzi,a światłość w ciemności świecii ciemność jej nie ogarnęła.Pojawił się człowiek posłany przez Boga,Jan mu było na imię.Przyszedł on na świadectwo,aby zaświadczyć o Światłości,by wszyscy uwierzyli przez niego.Nie był on światłością,lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości.Była Światłość prawdziwa,która oświeca każdego człowieka,gdy na świat przychodzi.Na świecie było Słowo,a świat stał się przez Nie,lecz świat Go nie poznał.Przyszło do swojej własności,a swoi Go nie przyjęli.Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,tym, którzy wierzą w imię Jego,którzy ani z krwi,ani z żądzy ciała,ani z woli męża,ale z Boga się narodzili.Słowo stało się ciałemi zamieszkało między nami.I oglądaliśmy Jego chwałę,chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,pełen łaski i prawdy.Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył (J 1, 1-18).
