Pokusa

Skąd pochodzi pokusa? Jak w nas działa? Apostoł mówi nam, że nie pochodzi ona od Boga, ale z naszych namiętności, z naszych wewnętrznych słabości, z ran jaki w nas pozostawił grzech pierworodny: stąd płyną pokusy, z tych namiętności. Ciekawe jest to, że pokusa ma trzy cechy: rozwija się, jest zaraźliwa i chce się usprawiedliwić. Rozwija się: zaczyna się od dobrego, spokojnego nastroju. Sam Pan Jezus o tym powiedział w przypowieści o pszenicy i kąkolu: ziarno wzrastało, ale także kąkol posiany przez nieprzyjaciela. A pokusa rośnie coraz bardziej. A kiedy jej nie powstrzymamy zajmuje wszystko. 
Pokusa poszukuje drugiej osoby, aby mieć wspólnika, zaraża i rozwija się dalej. W tym procesie zamyka nas w środowisku, z którego łatwo się nie wychodzi. Jest to doświadczenie apostołów, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii (Mk 8,14-21), przedstawiającej Dwunastu, którzy nawzajem się obwiniali o to, że zapomnieli wziąć chlebów na łódź. Jezus zachęcił ich, aby wystrzegali się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda, ale oni nie słuchali Go, będąc zajęci jedynie obwinianiem się nawzajem o to, że nie zabrano chleba, nie mieli światła na Słowo Boże.
Podobnie i my, gdy jesteśmy kuszeni, nie słyszymy Słowa Bożego, nie rozumiemy go. A Jezus musiał przypomnieć rozmnożenie chleba, aby z tego wyszli, ponieważ pokusa nas zamyka, pozbawia nas wszelkiej zdolności do przewidywania, zamyka nam wszelkie horyzonty i tak prowadzi nas do grzechu. Gdy jesteśmy kuszeni, jedynie Słowo Boże, Słowo Jezusa na zbawia. Trzeba słuchać tego Słowa, które otwiera nam horyzont … On jest zawsze gotów, by nauczyć nas jak wyjść z pokus. A Jezus jest wspaniały, bo nie tylko pozwala nam wyjść z pokusy, ale obdarza nas większym zaufaniem.
Prośmy Pana, aby tak jak to uczynił z uczniami zawsze, gdy przeżywamy pokusę cierpliwie nam mówił: «Stań, uspokój się. Przypomnij sobie, co tobie uczyniłem wówczas, w tamtym czasie: pamiętaj. Wznieś oczy, spójrz na perspektywę, nie zamykaj się, idź naprzód». To słowo nas ocali od popadania w grzech w chwili pokusy. 
To słowa papieża Franciszka z przedwczorajszej Mszy Świętej. Jak bardzo odnoszące się do mnie w tych dniach. A ja sobie powtarzam – nie pamiętam już, za kim: pokusa sama w sobie nie jest zła, złem jest uleganie pokusie. 
Pokusa. Nie coś w sposób oczywisty i jednoznaczny złego – wtedy było by prosto, łatwo odróżnić – ale taki cichy głos w tyle głowy, interesujący, przyciągający uwagę, odwracający kota ogonem, niby nieszkodliwy… 
Wydaje mi się, że czasami trzeba, żeby Bóg – mimo całej swojej dobroci i miłosierdzia – po prostu dał człowiekowi w twarz, tak na otrzeźwienie. Czasami inaczej się nie da. Czasami bardziej grzeczna forma może nie wystarczyć.  

Dodaj komentarz