Licytowanie o licytacje i nie tylko

Dzisiaj 25. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wydarzenie jubileuszowe, i na pewno wyjątkowe w tym sensie, że inne od dotychczasowych – bowiem obecna władza nie tylko uznała za stosowne usunięcie wydarzenia z przestrzeni publicznej, na ile jest to możliwe (odmowa transmisji w TVP, brak zgody na wydanie znaczków pamiątkowych przez Pocztę Polską i wiele innych), co wręcz za wszelką cenę chce na siłę odwrócić uwagę ludzi od finału, organizując na skalę krajową imprezę konkurencyjną. Sprawa jest o tyle bez sensu, że rządzący tym samym zapewniają dzisiaj rekordową oglądalność TVNowi, dokąd WOŚP się przeniosła,i gdzie będzie ją obserwowała pewnie większość Polski.

Czytaj dalej →

Róbta, co chceta – ino pomóżta

Nie planowałem pisania na ten temat – ale już wczoraj, a więc na bite 4 dni przed wydarzeniem, polski internet i portale społecznościowe zaczynają pękać od jazgotu dotyczącego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I chciałbym w tym temacie – jako Polak i katolik – zabrać nieśmiało głos. Bynajmniej nie stawiając znaku równości pomiędzy wsparciem tej inicjatywy a skazaniem się na czeluście piekielne.

Czytaj dalej →

Gadanie zamiast działania

Generalnie temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był „na topie” przysłowiowym ok. miesiąca temu, ale mam kilka bardzo krótkich przemyśleń w tym zakresie:
  1. Fanem Owsiaka nie byłem i nie jestem, rozumiem jednak, że podoba mu się i nas pewno przydaje fakt, że telewizje (głównie TVN) ostatnio odmieniają jego wypowiedzi i przemyślenia przez wszystkie przypadki. Nie można mu odmówić – robi w zakresie WOŚP niewątpliwie bardzo dobrą robotę – z tym zastrzeżeniem, że głównie w formie jednorazowego coroczanego eventu, bez porównania na skalę kraju, ale też działalności mniej medialnej w ciągu roku.
  2. WOŚP może nie jest transparentna do końca – formalnie pieniądze ze zbiórek nie idą na Przystanek Woodstock, tajemnicą poliszynela jest również, że już środki z lokat bankowych pieniędzy ze zbiórek tak. Generalnie jest to dochód fundacji – co jednak pozostawia niesmak, bo sami tych pieniędzy nie zarobili, i myślę, że mogło by ich być sporo mniej, gdyby wszyscy wrzucajacy do puszek wiedzieli, że te pieniądze pracować będą później na organizację Woodstocku.
  3. Prawdą jest, że sytuacja jest o tyle absurdalna – to państwo powinno zapewnić wszystko to, co kupuje WOŚP od 22 lat, czyli sprzęt medyczny najpierw dla ratowania najmniejszych z nas, a np. w tym roku także dla seniorów. Państwo powinno wyasygnować na to środki, ale tego nie robi. Kwestia, niestety, dość oczywista. Czy w związku z tym WOŚP jest be, bo wyręcza nieudolne państwo? Nie, należy dziękować za to, że skoro państwo jest w tym zakresie (i nie tylko) beznadziejne jako nie spełniające swojej roli – to ktoś je w tym zakresie wyręcza. Z punktu widzenia tych chorych nie ma znaczenia, kto kupił inkubator, respirator, specjalistyczny sprzęt medyczny. Dla nich oraz ich najbliższych liczy się to, że taki sprzęt się znalazł (serduszka WOŚP są widoczne) i są wdzięczni, bo wiele osób tylko dzięki temu przeżyło. W wielu miejscach – sami chorzy czy ich najbliżsi nie tylko w kontekście kolejnych finałów WOŚP, kiedy temat wraca jak bumerang, mówią wprost: co by nie powiedzieć, gdyby nie ten sprzęt z serduszkiem, mnie/dziecka/osoby bliskiej dzisiaj by już nie było. Jest za co dziękować. 
  4. Właśnie dlatego rozumiem x Jana Kaczkowskiego – twórcy hospicjum w Pucku, dzisiaj samego walczącego z nowotworem – wokół którego wypowiedzi powstał wielki raban. Stwierdził on mianowicie: „Chciałem się pochwalić serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Specjalnie występuję na tle płonącego kominka, który ma uosabiać piekło. Już widzę rzesze nadgorliwych katolików, którzy mnie w tym piekle razem z Jurkiem Owsiakiem umieszczają. W takim towarzystwie bardzo chętnie bym się tam znalazł”. On rozumie to, ile Owsiak robi, a ja rozumiem, że jego wypowiedź jest miarodajna jako człowieka, który całe swoje kapłaństwo poświęca chorym, w tym paliatywnie. 
  5. Kolejna wypowiedź x Jana równie trafna, nawiązująca do osoby bardzo przeze mnie cenionej: „Chciałbym zacytować arcybiskupa Życińskiego, który na „róbta, co chceta” powiedział „kochajta i róbta, co chceta”. Nie rozumiem zgryźliwości katolików, którzy uważają, że tylko my mamy monopol na dobro”. Oj, mamy z tym problem – dla wielu ludzi nie do pomyślenia jest wrzucić do puszki na coś, czego nie sygnuje Kościół. A to nie tak działa. Oczywiście, należy wspierać dzieła Kościoła – choćby dlatego, że Caritas na skalę kraju organizuje większą pomoc (wsparcie rodzin, bezdomnych, jadłodajnie itp), w większych kwotach, a przy tym w sposób bardziej systematyczny bo całoroczny, a przy tym ma o wiele niższe koszty (w przypadku WOŚP ponoć sięgające prawie 50%). Należy jednak pamiętać, że ludzie czynią dobro także poza Kościołem – a WOŚP działa na skalę unikatową w zakresie nabywania i przekazywania do placówek leczniczych brakującego sprzętu medycznego.
  6. Tak, nie podoba mi się, że osoby kwestujące na WOŚP często dosłownie stają w kruchtach kościołów – bo to nie powinno mieć miejsca (tak samo jak handlowanie tam gazetkami, obrazkami, różańcami itp.). Ale równocześnie zachowanie niektórych starszych ludzi – którzy na ulicy potrafią wygrażać pięścią albo laską osobie z puszką WOŚP, praktycznie wyzywając – jest poniżej krytyki. Nawiązując do tego, co poniżej – pytanie, czy poza tym działaniem, osoba taka zrobiła coś konstruktywnego – wsparła to czy inne dzieło. 
I taka pointa – nie ma znaczenia, komu dasz, kogo lubisz (Caritas, WOŚP, jakakolwiek OPP, fundacja czy stowarzyszenie). Ale daj i spróbuj podjąć się jakiejś systematycznej – nie jednorazowej, dla uspokojenia i uciszenia sumienia – pomocy; choćby w przypadku dzieci w Afryce w niejednym miejscu można wyczytać, że za równowartość naszych 50 zł takie dziecko ma pełne utrzymanie przez miesiąc. I nie uwierzę, aby zdecydowana większość ludzi w tym kraju nie mogła sobie pozwolić na taki wydatek – inna rzecz, że nie chcą. A tutaj właśnie o to chodzi – pomóc samemu, a nie marudzić o tych, którzy pomagają. Podejmij ten wysiłek.
Oddaję głos Szymonowi Hołowni:

Potrzeb na świecie jest tyle, że spokojnie zmieszczą się na nim i WOŚP, i Caritas, i PAH, i Anna Dymna, i Klinika Budzik, i moja skromna fundacja. Podopieczni nas wszystkich cierpią tak samo. Ludzie debatują, wartościują ból, deliberują, do której puszki warto wrzucić 10 złotych, a codziennie tę samą dychę lekką ręką puszczają z dymem, wydają na tabloidowe badziewie albo latte. Nie rezygnuj z nie wiadomo czego – daj w ciągu roku każdemu z nas po tej dysze, a przekonamy cię, że dzielenie się, a nie zrzędzenie, jest najprzyjemniejszą działalnością na świecie.

On na pewno tego chce

Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. (Mk 1,40-45)
To pytanie na początku brzmi naprawdę jakoś… w sposób nierzeczywisty. Jeśli chcesz. Pytający, a właściwie proszący, pomimo tego wszystkiego, co o Jezusie słyszał (musiał słyszeć – inaczej by do Niego nie przyszedł i nie prosił), dopuszczał wątpliwość do siebie – stąd to „jeśli”. W co wątpił? Czy Ten, którego prosił, jest w stanie mu pomóc? Czy może w to, czy Ten, którego prosił, będzie chciał mu pomóc?
Miał wiele szczęścia i niepotrzebne wątpliwości. Jezus i mógł, i chciał zaradzić cierpieniu zarówno jego, jak i każdego innego człowieka. Widział desperację trędowatego, widział niemą prośbę w jego oczach, w jego udręczonym ciele, trawionym przez tę okropną i dramatyczną chorobę. Co więcej, swojemu miłosierdziu dał szczególny wyraz. Musiał dotknąć go? Na pewno nie, mógł tylko wypowiedzieć swoje żądanie lub nawet je pomyśleć. Jednak nie – chciał pokazać, że ten człowiek nie jest w żaden sposób przez swoją chorobę i kalectwo gorszy, mniej zasługujący na litość i ulgę. 
Kolejny cud. Nie na zasadzie wyliczania „o, znowu…”. Kolejny powód do radości, kolejne życie któremu na nowo nadano sens, kolejny człowiek uwolniony od krzyża który na pewno przesłaniał większość jego egzystencji, a na pewno spychał na margines, poza społeczeństwo. Bóg-człowiek czyni cud, po czym… prosi o dyskrecję. Nie zależy Mu na tłumie wielbicieli, na pustym poklasku i sławie. Cieszy się w duchu z tego, że mógł tamtemu pomóc. Co ciekawe, każe też zadośćuczynić prawu żydowskiemu co do ofiary za oczyszczenie. 
Nic dziwnego, że uzdrowiony Go nie posłuchał. Nic dziwnego, że radością, jaką miał w tym momencie w sercu, chciał podzielić się z ludźmi naokoło. Trudno go za to winić. Nieświadomie – bo nie wiemy czy rozumiał, że uzdrowił go Mesjasz – rozgłaszał Dobrą Nowinę, która w tym konkretnym momencie skumulowała się i znalazła ujście w zdarzeniu z jego udziałem, w jego uzdrowieniu. Bóg rozradował jego serce, przywracając mu zdrowie. 
Ten sam Bóg, który tak często puka do drzwi mojego serca. Może nie widzę swojego duchowego trądu? Może moja choroba nie jest widoczna, jest w środku? Albo faktycznie, jestem fizycznie chory, cierpię, ale brak umiejętności współpracowania z Bogiem w tym stanie zadręcza mnie wewnętrznie i niszczy od środka? On chce uzdrowić każdego. Tylko każdy sam musi to zrozumieć, i przyjść do niego. Nie chcesz sam usłyszeć „bądź oczyszczony”? On na pewno tego chce.
>>>
Teksty, jakie publikuję na tym blogu, pojawiają się także w serwisie Stukam.pl. Pod ostatnią notką dot. tekstu w GW o hospicjum x Jana Kaczkowskiego, z marginalną uwagą o WOŚP, rozgorzała dość dziwna dyskusja, tzn. z dziwnymi wypowiedziami pewnej osoby. 
Żeby było jasne. Fanem WOŚP ani personalnie Jerzego Owsiaka nie byłem i nie sądzę, abym kiedykolwiek został. Ale potrafię odróżnić medialną otoczkę przedsięwzięcia i osobę jego autora (z jego poglądami) od tego, ile daje samo przedsięwzięcie. Jest poi prostu dobre, pomimo swoich mankamentów, jednorazowości. Robi coś, wypełnia lukę, z którą nie potrafi sobie poradzić nasz rząd, NFZ ani Caritas (także Caritas w tym zakresie tyle sprzętu nie ufundował – wyjaśniałem to w jednym z komentarzy pod tym wpisem, ale tutaj na blogu, nie na Stukam.pl). 
Nie wchodząc w dyskusję – jak ktoś pisze, że ksiądz z serduszkiem WOŚP na sutannie, który jak tylu innych ludzi wrzuci do skarbonki to gorszyciel, a przy tym kilka innych utrzymanych w wyjątkowo autorytarnym tonie wypowiedzi o Kościele, co powinien, czego nie powinien, itp. – to mi się po prostu przykro robi. Nie tyle z braku zrozumienia prezentowanego przez osobę w ten sposób piszącą. Bardziej z powodu zaciekłości, uporu i przypisywania sobie prawa dla osądzania, co mieści się w ramach akceptowalnych przez Kościół (w co katolik może się zaangażować, wesprzeć), a co nie.

Żebranie na hospicjum i monopol na dobro

Gazetę Wyborczą zdarza mi się czytać bardziej niż rzadko. Przedwczoraj trafiło, że nic innego nie było w pewnej restauracji, gdzie jadłem, a nie lubię (fakt, brzydki zwyczaj) gdy jem sam siedzieć bezczynnie, więc szukam czegoś do poczytania. 
I trafiłem na wywiad Bożeny Aksamit pod dość dziwnym tytułem Ksiądz żebrze, Polak daje przeprowadzony z ks. dr. Janem Kaczkowskim, człowiekiem którego nota bene znam z dość zamierzchłych czasów, jeszcze sprzed jego święceń. Postać ciekawa. Sam nie do końca sprawny, ponieważ z bardzo dużą i wiele utrudniającą wadą wzroku. W Pucku zakotwiczył tuż po święceniach kapłańskich w 2002 r., najpierw jako wikariusz (wbrew temu, co piszą w artykule, nie jest nim do dzisiaj – od 2007 r. jest tam rezydentem). Zaczął od stworzenia hospicjum domowego, a w swoim uporze – zbudował od zera i prowadzi Puckie Hospicjum im. św. Ojca Pio.
Zachęcam do przeczytania całości tekstu. Wiele jest tam ciekawych myśli – choćby o tym, kto tę działalność i jak wspiera, czy takimi datkami ludzie nie próbują „uspokajać sumień”. Mój ulubiony:

Nieznajomi potrafią przyjść i zostawić 2 tys. zł?
– To się często zdarza.
Coś mówią?
– Różnie. Kiedyś pod kościołem złapali mnie ludzie, których nie znałem, i dali mi 8 tys. zł. Powiedzieli, że wyszedł im interes. Inny postanowił, że jak dobrze sprzeda mieszkanie, to część da na hospicjum. Zeszłej zimy, był wtedy tęgi mróz, wracałem wieczorem do hospicjum, tuż przed drzwiami zobaczyłem kolesia w jakiejś fufajce i poplamionych dżinsach. Bez czapki, z czerwoną twarzą i brudnymi, styranymi dłońmi. Wyciągnął w moim kierunku rękę. Pomyślałem, że chce na wino, ale on otworzył dłoń, leżała na niej pięciozłotówka. – To dla księdza na hospicjum – wychrypiał. Często to są jakieś duchowe postanowienia. Im więcej dają, tym skromniej. Jak ktoś przynosi kawał pieniądza, to nim nie macha.

I wreszcie, króciutka ale jakże trafna myśl o WOŚP:

Oczekiwanie, że państwo da, państwo zrobi, stwarza coś na kształt homo sovieticusa, o którym mówił ksiądz Józef Tischner. Jeżeli będziemy myśleć, że państwo wszystko powinno, a co za tym idzie – wszystko może, to ta postawa zaowocuje społecznym bezruchem, swoistym otępieniem. Ruch społeczny polegający na tym, że jedni coś organizują, a inni dają na to pieniądze albo pomagają osobiście, jest bardzo ważny. Oczywiście ileś tam osób zarabia, pracując w wielkich fundacjach, ale inaczej się nie da. Można to nazwać dobroczynnym biznesem. I taka działalność ma swój dobroczynny wpływ na ludzi – aktywizuje ich. Nie siedzą wkurzeni na fotelu z nogą założoną na nogę i nie powtarzają: „Niech państwo mi da, bo mi się należy”. Akcje społeczne uczą odpowiedzialności za otoczenie, budują społeczeństwo obywatelskie. A ponad to, że Orkiestra wyposaży jakiś szpital czy kupi respiratory dla placówek z połowy kraju, musimy pamiętać, że dzięki akcjom Jurka Owsiaka uratowano życie i zdrowie iluś tam osobom.
Ksiądz daje na Orkiestrę?
– Daję. Nie za dużo – 20, 50 zł. Przyklejam serduszko na sutannę i chodzę z nim całą niedzielę. My, chrześcijanie, nie mamy monopolu na dobro.

Wybierz Boga, który i tak wybrał ciebie

Chaotycznie nieco będzie, bo kilka spraw. 

Jan Chrzciciel tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Mk 1,6b-11)
Kluczowe jest tutaj zakończenie. Umiłowany, upodobanie. Sformułowania bardzo mocne, nacechowane wieloma emocjami. Bóg wypowiedział je odnośnie swojego Syna tylko dlatego, że Jezus był nim właśnie, Synem Boga samego?
Bóg określił tak Jezusa, ponieważ wiedział, na co Go posyła i ile On dokona. Nie przyszedł z wielkim wojskiem, nie wybił do nogi przeciwników, nie zaprowadził rządów – ok, bożych – ogniem i mieczem. Szedł przez życie zupełnie inaczej. Nie złamał trzciny nadłamanej, nie zagasił knotka o nikłym promyku. Miłował, uzdrawiał, nauczał, pocieszał. Bezinteresownie. Bo to było najważniejsze. Bo zależało Mu na tych, do których szedł. 
Jan posługiwał się w odniesieniu do Jezusa bardzo wymownym porównaniem – sugerował, że grzesznik nie ma prawa nawet rzemyka u sandałów mu rozwiązać. Czyli wykonać czynności najmniejszego sługi. Czy Jezusowi o to chodziło, aby wszyscy padali Mu do nóg i rzucali się do Jego sandałów? Raczej nie. Więc o co?
O to, by człowiek podjął decyzję. By człowiek zdecydował się, czy jest za Bogiem, czy przeciwko Niemu; czy chce iść przez życie z Nim, czy obok Niego albo bez Niego (w sumie to bez znaczenia). Żaden przymus. To w moim interesie, w interesie mej wiarygodności i uczciwości choćby wobec samego siebie jest, abym był autentyczny. Wybieram Boga, albo wybieram coś/kogoś innego. Bóg Ojciec wybrał, wskazał swojego Syna – wiedział bowiem, że On nie zawiedzie ani Jego samego, ani ludzi, dla których zbawienia Go posłał na świat. 
To nie jest tak, że Bóg i Kościół są w opozycji do świata. Punktem odniesienia jest właśnie Bóg. Jeśli coś nie gra, można w ciemno – niestety – założyć, że coś nie jest tak, jak być powinno, w tym co lansuje i promuje świat. Nigdy na odwrót. Ludzie Kościoła mogą błądzić i grzeszyć, natomiast sam Kościół nie. I to z jego punktu widzenia człowiek wierzący ocenia rzeczywistość. Oczywiście, każdy ma swój własny rozum (nie po to, żeby mieć, ale żeby z niego korzystać), ale Kościół podpowiada, wskazuje drogę. 
Ile jeszcze potrwa zanim sam będę mógł szczerze powiedzieć: Jezus, w Tobie mam upodobanie? 
>>>
Kościół wzbogaci się 18 lutego o 22 nowych kardynałów.
>>>
Skończyłem czytać „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego” Magdaleny Grzebałkowskiej, czyli książkę o + ks. Janie od Biedronek. Książka napisana świetnie. Na początku bardzo ciekawie oddane realia początku XX w. I dalej, przez życie księdza. Wiernie, szukając prawdy – więc czasami także dobitnie opisując pewne zachowania czy postawy: księdza samego czy jego otoczenia; nie w celu malowania przerysowanej laurki, ale w celu pokazania, jak było naprawdę. Na przeszło 350 stronach opisane życie postaci szczególnie barwnej i wyjątkowej, nie tylko jak na realia polskie.
Ks. Jan był człowiekiem bardzo złożonym, i co tu dużo mówić – dziwakiem. A jednocześnie poetą religijnym poczytnym chyba jak żaden inny, w kraju i za granicą. Miał swoje słabości, miał swoje dziwactwa – ale we wszystkim był pięknie autentyczny, wierny Bogu i oddany swojej posłudze. 
Książkę bardzo mocno polecam. 
>>>
Żonka złożyła rezygnację, została przyjęta. Szczegółów pewnie dowiem się w domu, ale kamień z serca.

>>>

Krótko na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie można jej jednoznacznie krytykować i podsumowywać. Niestety, państwo nie wywiązuje się z obowiązku zapewnienia pewnego poziomu usług medycznych i potrzebnego do tego sprzętu – więc trzeba cieszyć się, że jest WOŚP, który tę lukę łata, jak może. Żeby tę akcję potępić – trzeba umieć jednocześnie spojrzeć w oczy wielu osobom – dzisiaj dwudziestolatkom, a może młodszym, którzy żyją, bo gdzieś tam, kiedy potrzebowali tego jako maleńkie dzieci, mogli skorzystać ze sprzętu ufundowanego przez WOŚP. Owszem, Jurek Owsiak i nie tylko odcinają z tego kupony – prawda jest taka, że sam to wymyślił, więc ma do tego prawo. Fajno, że pomyśleli i puszki Orkiestry stoją także w kasach dużych sklepów, hipermarketów – skoro ludzie w niedzielę już muszą iść na zakupy, to niech chociaż przy tej okazji się podzielą z innymi.  Owszem, są też mankamenty – nie podoba mi się bardzo, że w dniu WOŚP wolontariusze obstawiają wyjścia z kościołów dosłownie kordonem, tak że nie da się wyjść; tego być nie powinno. I tak już na marginesie – szkoda, że tak medialnie potrafi być prezentowana WOŚP, podczas gdy cicho, ale za to systematycznie, dzień w dzień, rok w rok działający Caritas, który rocznie zbiera 100 razy więcej pieniędzy, nigdy nie doczekał się takiej darmowej reklamy czy choćby prawdziwego uznania. Bo jak „kościelne”, to złe.