Róbta, co chceta – ino pomóżta

Nie planowałem pisania na ten temat – ale już wczoraj, a więc na bite 4 dni przed wydarzeniem, polski internet i portale społecznościowe zaczynają pękać od jazgotu dotyczącego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I chciałbym w tym temacie – jako Polak i katolik – zabrać nieśmiało głos. Bynajmniej nie stawiając znaku równości pomiędzy wsparciem tej inicjatywy a skazaniem się na czeluście piekielne.

Już w najbliższą niedzielę 10 stycznia 2016 r., jak to się ładnie mówi, „Orkiestra zagra po raz 24” czyli odbędzie się 24 tzw. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wydarzenie będące chyba ewenementem i to nie tylko na skalę kraju – podczas którego, jak to podliczają, ludzie przeznaczają na cele dobroczynne ok. 50 mln zł (!). Przez wiele lat Orkiestra zbierała na sprzęt medyczny na noworodków i dzieci, w tym roku: na zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz na zapewnienie godnej opieki medycznej seniorom.

Nieprzypadkowo na wstępie wisi obrazek z cytatem z o. Grzegorza Kramera SI. W tym dość dziwnym kraju mamy bowiem do czynienia od kilku lat, w kontekście Orkiestry właśnie, z niesamowicie rozwiniętą i całkowicie dla mnie niezrozumiałą falą złej woli odnośnie Orkiestry, prezentowanej przez osoby mieniące się katolikami czy też wręcz duchownych katolickich.

Bardzo często przytaczane są tutaj różne grafiki z przykładowymi (i nieznanego źródła, jeśli chodzi o wartości w nich przedstawione) zestawieniami środków pozyskanych przez Orkiestrę a kościelny Caritas – dla zobrazowania tego, że Caritas jest lepszy? A może Orkiestra gorsza? Stąd bardzo cieszy mnie, opublikowane na dniach, oświadczenie Caritasu:

Caritas Polska oświadcza, iż jedyną formą jej zaangażowania społecznego jest wszechstronna pomoc osobom potrzebującym. Nie angażujemy się w polemiki konfrontujące naszą działalność z działalnością innych organizacji charytatywnych.

Innymi słowy – tu nie chodzi o rywalizację i jeśli ktokolwiek w taki sposób podchodzi do działalności organizacji zajmujących się pomocą potrzebującym, to traci czas. Świetnie, że Caritas daje wyraźny sygnał i odcina się od „licytowania” w zakresie tego, która organizacja jest lepsza (a właściwie, które – w sposób dorozumiany: Orkiestra – gorsza).

Nie ma wątpliwości, że całokształt działalności Jurka Owsiaka może być niejednoznaczny. Bo z jednej strony jest Orkiestra – a z drugiej Przystanek Woodstock (a pomiędzy nie do końca precyzyjna granica oraz to czy i w jaki sposób środki z pierwszej imprezy trafiają ostatecznie do budżetu drugiej), gdzie dzieją się różne rzeczy, rozpowszechniane różne ideologie i pomysły na życie, najczęściej (delikatnie mówiąc) mało mieszczące się w ramach tego, w jakim kierunku i w jaki sposób żyć i w jakim kierunku iść uczy nas Kościół. Gwoli ścisłości, od wielu lat działa – obok, a zatem też w pewnym sensie dzięki Woodstockowi – Przystanek Jezus, czyli świetna inicjatywa ewangelizacji właśnie takiego, kontestującego albo mającego po prostu w poważaniu Boga i sprawy wiary środowiska, w którą angażują się także biskupi (Grzegorz Ryś, Edward Dajczak); czyli Bóg też tam i między takimi ludźmi, w takich właśnie okolicznościach działa i chce, aby pomóc Mu dotrzeć do tych, którzy albo Go nie znają, albo uważają z jakiegoś powodu, że o nich zapomniał.

Wracając do Owsiaka – jest też kwestia jego wypowiedzi odnośnie eutanazji. Jakiś czas temu wyciągnięto, że rzekomo miał się wzbogacić na organizacji Orkiestry. Ale tak szczerze – facet od 24 lat organizuje coś, z czego jest naprawdę dużo wymiernego dobra w postaci sprzętu medycznego, którego bez Orkiestry by nie było. Wymyślił to i koordynuje całość, jest żywą ikoną całej akcji w swoich czerwonych okularach czy spodniach. Czy nie ma prawa z tego żyć? I co z tego, że zatrudnił przy tym żonę? Czy to samo w sobie jest złe? Póki co, nie słyszałem o żadnym postępowaniu karnym czy postawieniu konkretnych zarzutów, albo skazaniu Owsiaka za jakieś defraudacje środków pochodzących ze zbiórek Orkiestry.

Tymczasem – w braku dowodów: oszczerstwa, bo tak je należy nazwać – propagują w tym zakresie bardzo często księża. Czemu? Nie wiem. W tym zakresie „błysnął” mój ulubiony ks. Jacek Międlar CM z Wrocławia, znany od niedawna zakonnik popularyzujący bardzo dziwne i niebezpieczne poglądy, który raczył był popełnić na Twitterze wypowiedź o treści: „Do wszystkich entuzjastów WOŚP: hochsztaplerstwo nie jest chrześcijańskie, nawet gdy się działa w dobrej wierze!” Szkoda, że równocześnie nie są ci duchowni równie skorzy do nazywania po imieniu – dotyczących nie tylko kwestii finansowych, ale i seksualnych – nieprawidłowości we własnych szeregach, których było sporo (i co do których niejednego skazano prawomocnie – co i tak nie przeszkadzało niektórym twierdzić, że to spisek). Albo kuriozalna wypowiedź pewnego posła partii obecnie rządzącej, który zasugerował składanie dymisji funkcjonariuszom publicznym, którzy by „śmieli” wesprzeć Orkiestrę…

Żeby było jasne – przy akcji na tak ogromną skalę, zaangażowaniu takiej masy ludzi, żadna forma działalności (fundacja czy jakakolwiek inna) nie uchroni się przed pewnymi nieprawidłowościami. Bo tak się nie da, bo to tylko ludzie, i zawsze jest jakaś pokusa… Nie uważam Owsiaka za świętego i nie podzielam jego poglądów – ale nie zgadzam się z demonizowaniem jego jako osoby i akcji, na której czele stoi. Bo, tak na logikę: żeby ewentualnie sprzeniewierzyć jakieś środki (które liczy się rocznie w milionach złotych), trzeba je najpierw zebrać. Bóg Owsiaka oceni – ja widzę, pomimo wszystkich „ale” (tu wyartykułowanych i nie tylko), sporo dobra – chociażby zmotywowanie takich wielkich mas ludzkich, aby w ten jeden dzień w roku zrobili coś bezinteresownie dla anonimowego drugiego. 

Dlatego bardzo się cieszę, że są księża, którzy potrafią otwarcie powiedzieć, że wsparcie Orkiestry to nie grzech i nic złego. Jest wspomniany o. Grzegorz Kramer SI. Jest ks. Janek Kaczkowski, „onkocelebryta”, który 2 lata temu zadeklarował, że jeśli za popieranie WOŚP miałby pójść do piekła z Jurkiem Owsiakiem, gdzie wysyła go część katolików, to chętnie pójdzie. Jest rzecznik archidiecezji wrocławskiej ks. Rafał Kowalski, który kilka dni temu powiedział wprost, że wesprze Orkiestrę i to jest decyzja indywidualna każdego, w jakiego rodzaju pomoc, na czyją rzecz i przez jaką organizację koordynowaną się zaangażuje; przypomina, że mamy korzystać z każdej okazji do czynienia dobra, a także mówi o wielu księżach, którzy w dniu finału udostępniają wolontariuszom salki parafialne, aby mogli się ogrzać. Jest wreszcie proboszcz Bazyliki Mariackiej w Krakowie ks. prałat Dariusz Raś, który przypominał rok temu o obowiązku dawania jałmużny i przypomina, że powinniśmy wspierać akcje, dzięki których w szpitalach pojawi się sprzęt ratujący życie, i stawiający niby dość oczywiste pytanie: co by zrobił Jezus? No właśnie – skoro tak oczywiste, to skąd tak skrajne opinie i tyle negatywnych emocji?

Pomijając to wszystko Orkiestra daje dużo dobrego i daje szansę na ratunek ludziom chorym. Faktem jest, że w teorii taki sprzęt powinno zapewniać państwo i działająca w jego ramach, a jak wiemy dość mocno niewydolna, służba zdrowia. Tylko że jest jak jest, i wiadomo, że jeśli Orkiestra pewnych urządzeń nie kupi, to ich po prostu nie będzie. Na początku, te ok. 20 lat temu niektórzy dywagowali, oczywiście bez sensu: a, kto tam wie, ile to dobrego dało. Oj, dało. Z perspektywy prawie ćwierćwiecza można powiedzieć – i nie trzeba, bo ci ludzie, dzisiaj dorośli, mówią to sami co roku, kiedy Polska żyje Orkiestrą (czy to wspierając ją, czy to na nią złorzecząc): gdyby nie Orkiestra, nie byłoby mnie tutaj. Bo nie było sprzętu, nie było jak ratować chorych – dopóki nie przyszedł Owsiak i nie pojawiły się urządzenia z sympatycznym logiem z sercem.

Dramatycznie smutne w tym wszystkim jest to, że tak na chłodno trudno nie dojść do wniosku, że tym wszystkim krzykaczom przeszkadza w Orkiestrze w sumie jedno: że nie jest to akcja, event katolicki (z nazwy czy też organizowany przez Kościół). Niektórzy dostają dosłownie szału, kiedy widzą nie najmłodszego już Owsiaka, zachęcającego z jednej strony tysiące marznących ludzi w różnym wieku, którzy przechodzą Polskę wzdłuż i wszerz z puszkami, zbierając datki; z drugiej strony, tych wszystkich pozostałych ludzi, którzy wrzucają pieniądze do puszek, licytują na aukcjach, albo po prostu przekazują pieniądze na – nie mam wątpliwości – szczytny cel pomocy drugiemu. (Fakt, zapomniałem jeszcze o tych, którzy na widok człowieka z serduszkiem na kurtce czy czapce albo osoby z puszką Orkiestry mruczą coś pod nosem albo wręcz przechodzą na drugą stronę ulicy).

Nie da się ukryć, facet sam jest ikoną stworzonej przez siebie akcji – natomiast z niezrozumiałych powodów dla niektórych ludzi, często demonstracyjnie podkreślających swój katolicyzm, wydaje się być wcieleniem Złego na ziemi. Podczas gdy dla mnie i dla ciebie, bracie i siostro, Owsiak to nikt innego jak właśnie brat. Którego ten jeden raz w roku pełno jest w mediach, który wyręcza w tym zakresie polskie państwo i służbę zdrowia, ale robi to wszystko w bardzo konkretnym celu – żeby ktoś inny, kto będzie tego potrzebował w danej chwili, miał szansę dzięki odpowiedniemu sprzętowi po prostu żyć. I niech mi ktoś udowodni, że to jest złe i że należy Owsiaka potępić, a Orkiestrę rozpędzić na cztery wiatry.

Co jest ważne i trzeba powiedzieć wprost – Orkiestrę wspierają ludzie także wierzący, praktykujący, także w drodze z/do kościoła na Mszę Świętą wrzucając do puszek, kto ile może i ile czuje, że chce dać. Można postawić, tak na marginesie, czemu ci sami ludzie równocześnie z o wiele mniejszym zapałem (albo wcale) nie angażują się w różne akcje i dzieła Kościoła katolickiego – ale to jest jakby kwestia obok.

Ja rozumiem, tak jest łatwiej. Nie tyle przekonywać do słuszności tego, co samemu robię albo co popieram – ale żeby zniszczyć i obrzydzić to, co robi drugi; bo robi lepiej, skuteczniej, albo po prostu dlatego, że robi to ktoś inny, on a nie ja. Tymczasem nikt – ty, ja, Polska Akcja Humanitarna, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Caritas czy Kościół katolicki, prawosławny albo jakikolwiek inny – nie ma monopolu na działalność dobroczynną. Jesteśmy wezwani przez Boga do tego, aby być tymi Dobrymi Samarytanami dla innych, okazywać miłosierdzie (trwa Rok Miłosierdzia), nieść pomoc – a nie się licytować o to, kto robi lepiej, więcej, i jak to robi albo pod jakim szyldem. Tymczasem człowiek wierzący powinien być niejako in plus, a nie a contrario. Czynić dobro i wspierać to, w czym można pomóc drugiemu, który ma mniej ode mnie – a nie za wszelką cenę stawać w opozycji do czegoś, wynajdywać i nazywać wrogów, po to żeby z którymi potem można walczyć.

Jeśli tylko masz ochotę – możesz wesprzeć Orkiestrę nie ruszając się od komputera, o tutaj. Tak – przelew na ich rzecz można odliczyć od podatku.

Wersja dla bardziej, hmm, oszczędnych – można za pomocą Twittera wesprzeć Orkiestrę także nie wydając fizycznie ani grosza – o czym przeczytasz tutaj. Za każdego twitta MasterCard przekaże Orkiestrze 5 zł. Wystarczy mieć konto na Twitterze (ja akurat nie mam :/) i w dniu 10 stycznia 2016 r. umieścić gdziekolwiek w treści twitta tekst #MasterCardGrazWOSP. Liczy się tu także udostępnianie cudzych postów z taką treścią. Banał – a można pomóc.

Na koniec – tak zupełnie obok – bardzo fajny tekst (i to bez jakiegokolwiek akcentu dotyczącego wiary) odnośnie tego, że można pomagać na naprawdę wiele sposobów, o ile tylko mi się zachce. A to z tym chceniem jest największy problem (w tekście jest mowa także bardzo fajnie o tym, jak się od pomocy wykręcamy, przy pomocy jakich argumentów).

Róbta, co chceta. Tak właśnie – bo w kontekście form pomocy innym to jest kwestia wtórna. Ino pomóżta. Jak nie Orkiestrze, to Caritasowi, PAHowi czy komukolwiek. Najłatwiej jest siedzieć i złorzeczyć – i nic nie zrobić.

2 komentarzy do “Róbta, co chceta – ino pomóżta”

  1. Maria pisze:

    Poprzedni Pana blog,zwłaszcza wpis o silnej potrzebie spotkania Boga- jako Tego, który jest sednem,odpowiedzią na potrzeby,pragnienia,tęsknoty ,o wściekłości na Boga ,na siebie i wszystkich…Ten wpis wstrząsnął mną ,bo znalazłam go tuż po śmierci męża i przyjaciela jednocześnie (co rzadko się w życiu zdarza). Ten wpis uratował mnie przed popełnieniem czegoś nieodwracalnego .Choć nadal nie do końca żyje w zgodzie z Bogiem ,myślę jednak ,że nie przez przypadek znalazłam ten blog wśród tysięcy innych.Proszę go nie kasować .Dzieki tamtym słowom jeszcze tu jestem.

  2. admin pisze:

    Co prawda nie wiem, o jaki wpis chodzi – natomiast się cieszę, że to Ci pomogło 🙂

    I to właśnie jest najlepszy dowód, że Bóg jest i działa, nawet przez takiego cieniasa jak ja 🙂

    A dotychczasowego bloga http://niedowiarstwomoje.blogspot.com nie zamierzam kasować. Nawet, gdyby coś się z nim stało, wszystkie wpisy zostały skopiowane i są także tutaj 😀 wystarczy poszukać w wyszukiwarce w menu w prawej kolumnie.

Dodaj komentarz