Liturgia zarówno 28 grudnia (święto Świętych Młodzianków Męczenników), jak i wczorajsza 30 grudnia (w tym roku święto Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa) jakby kieruje nasz wzrok na samym końcu roku na tematykę rodziny i ochrony życia. I paradoksalnie, wydaje mi się, że sprawa jest banalnie prosta. Albo potrafisz zaufać Bogu, albo nie. Zresztą, w liturgii obydwu tych dni czytane były w kościołach dokładnie te same teksty.
Kategoria: wokół Biblii
Odtąd jest już bliżej do nieba
Święta, święta i po świętach… W planie miałem tekst o świętach w święta – ale taki nie powstał, bo było w tym roku sporo fajnego rodzinnego świętowania. A przecież o to właśnie w święta chodzi? Przy założeniu, że człowiek świętuje narodzenie Pana – a nie jakieś bliżej nieokreślone „zimowe święta”.
Ludzie nadziei i oczekiwania
Zachariasz, ojciec Jana, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: «Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił, i wzbudził dla nas moc zbawczą w domu swego sługi, Dawida: jak zapowiedział od dawna przez usta swych świętych proroków; że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że naszym ojcom okaże miłosierdzie i wspomni na swe święte przymierze, na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi. Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani służyć Mu będziemy bez lęku, w pobożności i sprawiedliwości przed Nim, po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju». (Łk 1,67-79)
To, co niektórzy określają pojęciem „magii” świąt – a co z magią wspólnego oczywiście nic nie ma – niezaprzeczalnie daje się odczuć w tych ostatnich dniach przed świętami, także w Wigilię, która zacznie się za mniej niż godzinę. Nie tylko tegoroczna aura pozwala na wniosek – tu nie tylko o porę roku chodzi, bo jak śniegu nie było, tak go nie ma i raczej nie będzie. A więc to nie to.
Milczący wzór faceta
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie. (Mt 1,18-24)
Dzisiejszy – ostatni niedzielny w Adwencie obrazek ewangeliczny – ma swojego cichego (dosłownie) bohatera. Niepozornego Józefa, co do którego Pismo Święte nie przytacza ani jednego słowa wypowiedzi. A jednak, osoby, której postawa mogła by i powinna być wzorem dla każdego faceta, męża, ojca.
Dwie samotności
Gdy wysłannicy Jana odeszli, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach. Ale coście wyszli zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on. I cały lud, który Go słuchał, nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego. (Łk 7,24-30)
Brzmi znajomo? Bo to dokładnie to samo, co Mateusz swoimi słowami opisał w ostatnią niedzielę, tylko tym razem w wersji Łukasza. Ja dzisiaj chciałem napisać o tym kilka słów w kontekście czegoś, co z jednej strony jest nam bardzo potrzebne, ale z drugiej może stać się czymś bardzo tragicznym – o samotności: przed Bogiem i wobec ludzi. Nie ukrywam, do napisania tego tekstu trochę zainspirował mnie obrazek, który widać u góry.
Błogosławione wątpliwości spod celi
Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. (Mt 11,2-11)
Adwent już w pełni – i dzisiejsza liturgia słowa stawia przed nami filar, postać pierwszoplanową tego wyjątkowego czasu – Jana Chrzciciela – który, zamknięty tak naprawdę przez Heroda właśnie z powodu (za) Jezusa, przesyła do Niego z więzienia wiadomość. Co pisze? „Nie dałem się!”? „Będzie dobrze!”? Jestem, Jezus, gotowy na najgorsze”? Nie. On Go pyta, czy to Jezus jest tym Mesjaszem, na którego on, Jan, czekał i tylu innych przepowiadało.
Bóg tak wielki w nas tak małych
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11,28-30)
Szukamy tej nadziei, szukamy tak bardzo – niekiedy nieświadomie – źródła, które będzie nie tylko raz tym punktem odniesienia, chwilą wytchnienia, ale już na stałe, zawsze odtąd dalej. Czasami odkrycie, że właściwie to ja szukam Boga – bo tylko On jest tą naprawdę sensowną odpowiedzią – jest niemałym zaskoczeniem. Nie traktowałbym tego w kategorii cudu, nawrócenia – ale po prostu pewnego, niekiedy długiego i mozolnego, procesu, dochodzenia do pewnych wniosków. Do tych kilku zdań Jezusa trzeba dorosnąć, a nie tylko rozpatrywać je jako „Hallelulaj i do przodu!”.
Pokręceni, ale do wyprostowania
W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Mt 3,1-12)
Nasz Bóg jest Bogiem paradoksów, Tym, który łamie schematy i stereotypy, przekracza nasze ludzkie myślenie. Liturgia II niedzieli Adwentu pokazuje to bardzo dobitnie – nie tylko w Ewangelii. Może dlatego, że my jesteśmy tak strasznie pokręceni, że co roku trzeba nas na nowo prostować na przyjście Pana?
Pozwól Bogu się spotkać
Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. (Mt 4,18-22)
Wczorajsza scena ewangeliczna – moment powołania pierwszych apostołów, w tym Szymona Piotra (który wtedy nie był jeszcze Piotrem). Czego ona nas uczy? W niczym nie rzuca się w oczy, nie ma tutaj za grosz spektakularności, żadnego cudu, czegoś wyjątkowego, rzucającego się w oczy, zwracającego uwagę.
Spostrzegać w codzienności
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. (Mt 24,37-44)
Miało być przemyślane, poukładane, napisane w niedzielę – siedzę i piszę te słowa… we wtorek wieczorem. Ambitny plan, który bynajmniej nie z powodu mojego lenistwa, ale przyczyn niezależnych (przeprowadzanie Taty w weekend) po prostu się nie udał. Może to jest pomysł na początek tego Adwentu? Nie ilość, ale jakość – systematyczność, na mniejszą skalę, ale regularnie?