Między ziemią a niebem – czyli psucie dobrego

Napiszę o sytuacji bardzo dla mnie niezrozumiałej, a tym bardziej przykrej, że – choć rozegrała się właściwie miesiąc temu – pozostała całkowicie bez echa, z bardzo niewielkimi wyjątkami.

Chodzi mianowicie o sytuację dotyczącą zespołu redakcyjnego znanego katolickiego programu „Między ziemią a niebem” – która mianowicie uległa, właściwie, całkowitemu przetrzebieniu w końcówce minionego roku. Myślę, że kojarzy go każda średnio zorientowana osoba, „od zawsze” emitowany w okolicy południa w telewizyjnej Jedynce.

W dniach 12/13 grudnia br. program „Między Ziemią a Niebem” ostatecznie przejęła „dobra zmiana”, której zwolennikiem jest salezjanin kierujący od sierpnia Redakcją Audycji Katolickich TVP. Rugowanie nas z programu trwało wiele tygodni i odbywało się w sposób urągający zasadom chrześcijańskim. W końcu rozbicie zespołu zaakceptowali hierarchowie z Prezydium KEP, choć zaledwie tydzień wcześniej podczas rozmowy twarzą w twarz zapewniali nas, że bardzo cenią naszą pracę i najważniejsze jest dobro człowieka, więc zmiany merytoryczne nie mogą oznaczać usuwania ludzi z dnia na dzień i szukania „haków”.

Całą treść – zarówno swojego pożegnania, jak i listu otwartego twórców w/w programu – zamieścił na swoim profilu na Twitterze jeden z pracowników Redakcji Programów Katolickich TVP Jakub Kubica (kilka zdjęć, jedno po drugim – nie trzeba zakładać konta aby je zobaczyć). Jak podały WirtualneMedia.pl, z redakcji zostali zwolnieni, odsunięci z dotychczasowych stanowisk lub sami odeszli, prowadzący Joanna Ładzińska-Molak, Paweł Kuwik, Krzysztof Drwal i Marek Zając, wydawca Joanna Linczuk oraz wielu współpracowników (w tym wspomniany Jakub Kubica). Łącznie ponoć 10 osób – wydawcy, reporterzy, prowadzący. Jak wynika z WirtualnychMediów, Paweł Kuwik został zwolniony, Joanna Linczuk, Joanna Ładzińska-Molak i Krzysztof Drwal – odsunięci od programu, a Marek Zając sam zrezygnował, tak samo jak kilkoro współpracowników. Część osób wywalili, reszta odeszła sama.

W ostatnim okresie „Między Ziemią a Niebem” prowadzili na zmianę (najczęściej w parach) Joanna Ładzińska-Molak, Paweł Kuwik, Krzysztof Drwal i Marek Zając. Wydawcami programu byli Joanna Linczuk i Piotr Kot, a współpracownikami – Małgorzata Kamińska, Katarzyna Sitnik, Wiesław Bednarz, Jarosław Giermaziak, Dorota Abdelmoula, Anna Jankowska, Alma Jarzemska i Jakub Kubica. Odcinek wyemitowany w niedzielę 01 stycznia 2017 r. prowadziła Paulina Guzik, która niedawno dołączyła do redakcji – sama, co nie zdarzało się dotychczas. Na końcu wydania nie pokazano planszy z nazwiskami osób, które przy nim pracowały.

Sytuacja jest o tyle dziwna i niezrozumiała, że – jak wynika z odpowiedzi TVP, przesłanej do w/w serwisu internetowego:

  • TVP nie podała żadnych danych osobowych dziennikarzy z redakcji katolickiej, którzy mieli odejść – pomimo skierowanego wprost w tym zakresie pytania
  • nie padały w ostatnich miesiącach jakiekolwiek potwierdzone i uzasadnione zarzuty co do zarządzania Redakcją Audycji Katolickich, ani samym „Między niebem a ziemią”
  • „kluczowe decyzje personalne i programowe dotyczące redakcji audycji katolickich podejmowane są w ścisłej współpracy i w porozumieniu pomiędzy Sekretariatem Konferencji Episkopatu Polski i zarządem TVP, zgodnie z zawartą umową (w jej ramach Episkopat m.in. wskazuje swojego kandydata na szefa redakcji)” – co wydaje się być po prostu wykrętem i odniesieniem do wyłonienia jako kierownika redakcji ks. Macieja Makuły SDB w sierpniu 2016 r., a nie sytuacji dotyczącej tych konkretnych osób z redakcji

Zastanawia także to, że sygnatariusze listu – mimo że anonimowi – wysuwają bardzo poważne zarzuty co do tego, jak wyglądała sytuacja w Redakcji Audycji Katolickich TVP i jak byli trwaktowani przez nowego przełożonego. Co istotne, nie są to nowicjusze, osoby dopiero uczące się dziennikarskiej pracy – ale osoby z wieloletnim doświadczeniem, w mojej ocenie (choćby Marek Zając) świetnie znający się na swojej pracy i po prostu dobrze ją wykonujący. Czemu właściwie nie oponował pracodawca, jak wyżej, wskazując że nie miał pod adresem tej pracy żadnych zarzutów.

Nie lubię tu poruszać kwestii politycznych – ale nie sposób nie widzieć w tym działaniu analogii do tego, co jakiś czas temu spotkało Program III Polskiego Radia, gdzie również obecnie rządząca partia dokonała, co tu dużo mówić, czystki, usuwając z redakcji lubianych w całym kraju i powszechnie cenionych dziennikarzy, którzy w wielu wypadkach pracowali tam „od zawsze”. Zarzuty? No własnie – żadne. Tak samo. Jak rozumiem, bo byli tam za poprzedniej władzy – więc trzeba wykosić i posadzić „swoich”. Jakoś jestem dziwnie spokojny, że stanie się to kolejne miejsce dla „specjalistów medialnych” czy to wywodzących się, czy też działających w ramach pewnej specyficznej toruńskiej uczelni…

No bo skoro TVP wprost wskazuje, że nie ma zarzutów do dotychczasowej redakcji, to skąd takie działania? Pewnie stąd, że dotychczasowi pracownicy nie wykazywali entuzjazmu w pokazywaniu świata w taki sposób, jak życzy sobie tego jedyna słuszna obecnie partia (i pryncypał na Woronicza – znany i mało lubiany Jacek Kurski, po którym każdy logicznie myślący człowiek wie, że można się spodziewać każdego świństwa). Warto zwrócić uwagę – partie u władzy na przestrzeni lat się zmieniały, a skład tego zespołu pozostawał niezmienny i nikomu nie przeszkadzał. Aż do teraz.

Żeby było jasne – oczywiście, TVP ma prawo doboru kadr, ma prawo ustalać i zmieniać kierownictwo redakcji katolickiej. Tym bardziej, że wspomniany ks. Maciej Makuła SDB miał wygrać konkurs na swoje stanowisko. Absurdem jest natomiast sytuacja, że nastał on na stanowisku w sierpniu 2016 r. i do grudnia (5 miesięcy!) doprowadził do ewidentnego i tak dużego konfliktu w redakcji. Nie świadczy to raczej zbyt dobrze o nim jako osobie, która jako przełożona powinna umieć takie sytuacje wygaszać i wyjaśniać – tym bardziej, iż jest to człowiek o dalece mniejszym od swoich poprzedników doświadczeniu w mediach (poza podyplomówką z dziennikarstwa nie miał z tą dziedziną nic wspólnego – pracował jako kapelan trudnej młodzieży, kapelan w szpitalu, duszpasterzem akademickim oraz zajmował się wolontariatem i multimediami w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym).

Cytując Jakuba Kubicę:

Odszedłem z własnej woli, w zgodzie z sumieniem, które nie pozwalało mi godzić się na nieetyczne (pomijając, że niechrześcijańskie) traktowanie części współpracowników, którzy przez lata współtworzyli program „Między Ziemią a Niebem”. Zmiany personalne w TVP odbywały się oczywiście wielokrotnie, ale Redakcja Audycji Katolickich była dotąd miejscem, które te zmiany omijały. Miejscem, które łączyło ludzi o różnych wrażliwościach i postrzeganiu Kościoła i świata – a nie miejscem czystek. To niestety się zmieniło.

Kilka słów cytatu z Krzysztofa Drwala, jednego z prowadzących:

W programie ‚Między ziemią a niebem’ przepracowałem 10 lat. Pracę zaproponowali mi jezuici, którzy przez lata kierowali redakcją. Natomiast 1 sierpnia ub.r. za zgodą Konferencji Episkopatu Polski nastąpiła zmiana szefa programu. Jezuitom podziękowano i przyszedł salezjanin. Od początku nowy szef nie był zadowolony z naszej pracy. I dodaje: – Od listopada, czy grudnia ubiegłego roku zaczęto zwalniać ludzi. Podczas emisji ostatniego programu, który prowadziłem 11 grudnia, pojawił się osobiście pan Krzysztof Karwowski, dyrektor TVP1, który odsunął od wydawania programu red. Joannę Linczuk. Natomiast 13 grudnia ja otrzymałem telefon od księdza Makuły z informacją, że to red. Paulina Guzik będzie teraz jedyną prowadzącą ‚Między ziemią a niebem’. Powiedziałem, że w takim razie nie widzę się w roli publicysty w tym programie, że zostałem na to stanowisko powołany przez jezuitów i nie jestem żadnym meblem, który można wstawić do kąta. Kilka minut później podobny telefon odebrał red. Marek Zając, były zastępca redaktora naczelnego ‚Tygodnika Powszechnego’ który też się z programem pożegnał.

Jak widać na stronie vod.tvp.pl, faktycznie tylko Paulina Guzik prowadzi obecnie program.

Dobitny przykład: „Większość dziennikarzy zwolnionych albo odsuniętych od pracy przy programie „Między ziemią a niebem” woli rozmawiać off the record. Mówią o zastraszaniu, kwestionowaniu kompetencji, zwolnieniach drogą telefoniczną i mailową, zastępowaniu doświadczonych redaktorów stażystami i studentami, albo znajomymi szefa TVP1 Krzysztofa Karwowskiego. W tym kontekście wymieniają Paulinę Guzik, która miała przejąć obowiązki kilku osób pracujących dotąd nad programem, bo zna się dobrze z dyrektorem. – Rugowanie nas z programu trwało wiele tygodni i odbywało się w sposób urągający zasadom chrześcijańskim – twierdzą odsunięci dziennikarze”. I dalej: „Od początku rządów jezuitów realizowaliśmy ten program mając świadomość, że ma on charakter katolicki, ale jest emitowany w Telewizji Publicznej. Chcieliśmy dotrzeć do szerokiego kręgu widzów, czyli nie tylko do wierzących, czy zdeklarowanych katolików, ale także tych poszukujących, czy będących na obrzeżach Kościoła. To odbywało się w duchu papieża Franciszka, który podaje dłoń tym, którzy nie wierzą. nowy szef redakcji katolickiej ks. Makuła nie ma tak naprawdę żadnej wizji, a „program przejęła dyrekcja TVP 1”. – Ona ustala prowadzących i zakres tematyczny – mówi. Wtóruje mu inny odsunięty redaktor. – My dopuszczaliśmy do głosu wszystkie nurty w Kościele. Do programu byli zapraszani przedstawiciele „Christianitas”, „Niedzieli”, której przecież jest bardzo daleko do „Tygodnika Powszechnego”, czy „Więzi”. Ale też pojawiali się u nas choćby przedstawiciele „Gościa Niedzielnego”. Wszystkie środowiska katolickie miały dostęp do tego programu, nikt nie był wykluczany. Teraz wyklucza się nas”.

Przykre jest to, że cała sytuacja została skutecznie zamieciona pod dywan – zero informacji, jedyne teksty na ten temat można znaleźć na WirtualnychMediach, i to za każdym razem opisujące zdarzenie post factum, z perspektywy obecnego już roku (choć mowa o wydarzeniach z grudnia 2016 r.).

Mam duży żal do Episkopatu – w Warszawie jest choćby kard. Kazimierz Nycz, ale nie tylko on – który sprawę, jak widać, po prostu olał. Biskupi dobrze znali tych dziennikarzy, widzieli ich pracę i siłą rzeczy współpracowali z nimi na różne sposoby od wielu lat, i myślę, że nie mieli wątpliwości co do poziomu ich pracy, kompetencji. Czy w takiej sytuacji – jeśli jest mowa o konkretnym spotkaniu z „hierarchami z prezydium KEP” (co oznacza 1 z 3 biskupów, najpewniej sekretarza bp. Artura Mizińskiego) – nie powinni byli zareagować? Nie chodzi nawet o samą zmianę składu osobowego redakcji, bo do tego pracodawca ma oczywiste prawo – ale o to, w jaki sposób to nastąpiło, w jakiej formie i atmosferze, co wynika z listu otwartego. A może niektórzy chcieli zareagować – ale zostali zakrzyczeni przez entuzjastów obecnej partii rządzącej?

To jest kolejny – zły – znak i dowód na to, że Episkopat Polski jest po prostu uległy w stosunku do obecnej partii rządzącej, najwyraźniej zapominając o swojej roli i tym, że historia nie raz i nie dwa razy pokazała, że alianse Kościoła i władzy nigdy Kościołowi nie wyszły na dłuższą metę na dobre. Wierzę, że nie wszyscy biskupi takie działania popierają – ale, jak widać, nie mają oni w ogóle siły przebicia. Przeraża to, że reszta patrzy na takie działania ze stoickim spokojem.

Dodaj komentarz