Między ziemią a niebem – czyli psucie dobrego

Napiszę o sytuacji bardzo dla mnie niezrozumiałej, a tym bardziej przykrej, że – choć rozegrała się właściwie miesiąc temu – pozostała całkowicie bez echa, z bardzo niewielkimi wyjątkami.

Czytaj dalej →

Karanie za głos rozsądku

Szymon Hołownia na łamach witryny Religia.tv poinformował wczoraj, że ks. Adam Boniecki MIC (wieloletni redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego, swego czasu także prowincjał swojego zgromadzenia) otrzymał od swoich przełożonych w zakonie marianów zakaz wypowiadania się w mediach oraz występowania publicznie. Co ciekawsze, jest to rozwiązanie dotychczasowe – o jego dalszym losie (???) ma zadecydować rada prowincjalna.
Kompletnie tego nie rozumiem. Domyślać się można, że taka decyzja podjęta została w związku z wypowiedziami zakonnika na temat obecności w mediach Adama „Nergala” Darskiego, a konkretnie na tle sporu, jaki powstał w tym zakresie pomiędzy nim a biskupem włocławskim Wiesławem Meringiem. 
Zgodzić się należy z tym, że obecność Darskiego w telewizji publicznej jest dość dziwna, szczególnie w kontekście tylokrotnego mantrowania na temat misji tejże telewizji. Postać kontrowersyjna, nie tyle w zakresie prezentowanego stylu muzycznego, co show, całej otoczki i wizerunku z zespołem Behemoth i samym Nergalem związanym. Wystarczy wspomnieć niedawny, głośny medialnie, proces karny Darskiego z tytułu podarcia (znieważenia) Pisma Świętego, z kuriozalnym nieco uniewinniającym wyrokiem sądu (w dużym skrócie – sąd stwierdził, że jak koncert zamknięty, to osoby urażone darciem Biblii mogły się tam nie pchać, a w ogóle to Darski drzeć mógł, bo to było działanie artystyczne – bez komentarza…). Można dywagować, czy jest satanistą, czy i w co wierzy – moim zdaniem nie ma to znaczenia, ponieważ to, co w tej roli robi, to element image’u jego i kapeli, a w kontekście ich zachowania naprawdę trudno uwierzyć, aby prywatnie prezentowali takie same poglądy. Nie można natomiast jego postawie w samym programie Voice of Poland nic zarzucić, poza kilkoma niekoniecznie pięknymi sformułowaniami (nie bluzgami). Wiem, bo program oglądam, sensowny dość. Jak to opisał sam ks. Boniecki, Nergal szokował… tym, że nie szokował. Bo zachowywał się normalnie, czasami wypowiadając się w sposób i stylu bardziej porządnym niż pozostali jurorzy. Mnie także tym zaskoczył, ale tak właśnie jest. Tutaj nic nie można mu zarzucić. 
W swoim stanowisku co do reakcji bp. Meringa ks. Boniecki, niestety, miał rację. Dotarły do biskupa (w dodatku przewodniczącego Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego) jakieś szczątkowe informacje, padło nazwisko Darskiego, wiadomo jaką muzykę uprawia i co w ramach show muzycznych prezentuje. Że niby to satanista, i takieto to telewizja publiczna lansuje. I zamiast zapoznać się dokładnie z tym, co i jak ten Nergal cały w tej telewizji, w tym konkretnym programie robi… pisze list, który wywołuje różne emocje. Bo o ile zarzuty w nim podniesione można potwierdzić co do scenicznej (muzycznej) działalności Nergala – to trafiają, przysłowiowo, jak kulą w płot w jego występy w ramach muzycznego programu na TVP 2. Tak, to co robi na scenie w kapeli, jakich używa znaków, a przede wszystkim o czym śpiewa, by rozumieć, że nawołuje do nienawiści, odwołuje się i nawołuje do zła. Jednoznacznie. Tylko że nic takiego nie zrobił w TV. Biskup Mering miał rację mówiąc, że „TVP powinna służyć budowaniu pokoju społecznego – decyzja dotycząca Nergala na pewno temu nie sprzyja!”; w kontekście jego twórczości i image’u jako muzyka, zdecydowanie. Jednak stwierdzenie „zatrudnienie wyznawcy satanizmu, bluźniercy, człowieka bez podstawowej kultury w TV publicznej bije wszelkie granice przyzwoitości” mija się z prawdą – jak już podałem, w programie Darski wykazuje się wręcz wybitną kulturą, tak wypowiedzi, jak całości zachowania.
 
Nie mówiąc o tym, że sformułowanie zawarte w liście biskupa pod adresem ks. Bonieckiego o treści: „Proszę zatem zafundować sobie badania okulistyczne i nie szerzyć zamętu w umysłach wiernych, opowiadając schizofreniczne tezy” jest na dość niskim, żeby nie powiedzieć żenującym poziomie, tym bardziej ze strony biskupa (Hołownia używa tutaj dosadnego określenia – chamstwo). Nie mówiąc już o tym, że spora część listu Meringa to nic innego, jak „używanie” sobie na Tygodniku Powszechnym jako takim – kwestia subiektywnych ocen publikowanych tam tekstów i ich autorów; w tej sytuacji – dot. prywatnych wypowiedzi ks. Bonieckiego – zupełnie więc nie na temat.
Nie wiem, czy ks. Boniecki miał rację, twierdząc, że postulaty bp. Meringa odnośnie niepłacenia, w ramach protestu, abonamentu radiowo-telewizyjnego, noszą znamiona nacisków, aby zmienić władze telewizji publicznej. Natomiast ma z pewnością rację co do tego, że taka a nie inna reakcja na występy Darskiego w Voice of Poland w TVP 2 jest co najmniej chybiona, żeby nie powiedzieć, że błędna – ponieważ żadne z zarzutów, jakie są w pełni uzasadnione wobec Darskiego jako wokalisty Behemotha, nie znajdują potwierdzenia wobec jego występów w tym programie. Inna rzecz, jak oceniać osobę, która publicznie zachowuje się w sposób tak skrajnie różny? Na pewno nie jest ona wiarygodna, więc należało by się zastanowić, czy należy ją zatrudniać w telewizji publicznej. Ktoś nie pomyślał, ktoś stwierdził że jest znany, medialnie rozpoznawalny, więc go zaangażowali. Można założyć dobrą wolę tak bp. Meringa, jak i ks. Bonieckiego, troskę z ich strony o Kościół i wierzących. Jednak wyszło jak wyszło, i niewiele z tego jest dobrego – poza tym, że publicznie mamy kolejny niepotrzebny spór, zatem wodę na młyn dla przeciwników Kościoła.
Wracając do decyzji przełożonych zakonnych o zakazie wypowiedzi dla ks. Bonieckiego – jak wskazałem, nie rozumiem jej. Zgoda – zakonnik winien jest jej posłuszeństwo, co ks. Boniecki uczynił. Zakonnik powinien założyć, że przełożony kieruje się troską o Kościół i zbawienie wiernych. Jednak po co taki krok, tak drastyczny, w stosunku do raz że człowieka, który większość życia spędził jako ceniony publicysta i autor tekstów, a dwa że w stosunku do osoby sędziwej, a trzy że zasłużonej dla Kościoła? Nie widzę tutaj zachowania ani wypowiedzi sprzecznych z nauczaniem Kościoła, katolicką doktryną. Można uznawać jego poglądy za błędne w tym sensie, że się z nimi po prostu nie zgadzać – ale wówczas powinno dojść do dyskusji, rozmowy mającej na celu wyjaśnienie spornych kwestii i rozwianie wątpliwości, przy umożliwieniu przedstawienia swojego stanowiska przez ks. Bonieckiego; a nie do odgórnego zamknięcia ust, powołując się na ślub zakonny. Czy taka forma była tu konieczna? Nie. 
 
Zgadza się, Kościół ma dzisiaj wielu wrogów i przeciwników. Kościół musi dzisiaj radzić sobie z wieloma problemami także w swoim wnętrzu – wystarczy wspomnieć problemy finansowe, czy ciągłe echa wieloletnich nadużyć seksualnych. Czy w tym wszystkim należy, na własne życzenie, w imię chyba tylko własnej pychy i chęci postawienia na swoim, tworzyć takie dziwne i niezrozumiałe spory? Wydaje mi się, że zamiast tego powinno się dzisiaj docenić to, że są i robią swoje właśnie tacy ludzie, jak ks. Boniecki. Że w Kościele, nie licząc na popularność wśród hierarchów i pewnych tego Kościoła warstw, pozostają głosem rozsądku. To powód do uznania, a nie karania.