Kolejna rana

Dokładnie 12 dni temu pisałem o tym, że w obliczu największego zła i przemocy nie można zacząć nienawidzieć, bo to jest już zwycięstwo złego. Niestety, dzisiaj znowu napiszę o czymś, czego nie rozumiem. O ludziach, którzy stają się narzędziem zła w sposób, z którego chyba sobie nie zdają sprawy; a jeśli zdają, to tym gorzej. Zaczynają się w Polsce Światowe Dni Młodzieży – a fanatycy uderzają na prowincji w zlaicyzowanej Francji.

Jeżeli w takiej sytuacji, jak wczorajsza, można napisać, że się z czegoś cieszę – to tylko i wyłącznie z tego, że udało się mnie samemu zmienić podejście i tok myślenia o tych sprawach. Nie jest to powód do dumy, ale pewnie ze 2-3 lata temu stałem w grupie tych, którzy w takiej sytuacji zaczynali wymachiwać rękami, nogami, czymś ostrym co akurat było pod ręką, domagając się kary śmierci dla sprawców morderstwa, zaostrzenia przepisów w zakresie kar itp. Dzisiaj wiem, że jest to pójście na łatwiznę i pozostawanie na poziomie tego, co na zewnątrz. Dzisiaj nie ma we mnie już tej nienawiści.

Wczoraj w miejscowości Saint-Etienne-de-Rouvray (Normandia we Francji), należącej do archidiecezji Rouen, dwóch ludzi, z którymi utożsamia się Państwo Islamskie, wtargnęło do kościoła w trakcie Mszy Świetęj i zabiło nożem celebransa, 86-letniego ks. Jaquesa Hamel, podcinając mu gardło; ciężko ranna została także inna osoba. Zabójcą okazał się 19-latek Adel Kermiche, pochodzący zresztą z tej miejscowości, oraz druga osoba. Obydwoje sprawcy zostali zastrzeleni przez policję. Dokonał tego człowiek, który – jeśli wierzyć świadkom w osobach mieszkańców – miał odgrażać się, że „rozwali kościół”.

Ks. Andrzej Draguła napisał, że przekroczono pewną granicę – dotychczas takie morderstwa nie miały miejsca w Europie, działo się to na Bliskim Wschodzie. Ataki na Kościół we Franci były, zdarzały się wręcz zbeszczeszczenia Najświętszego Sakramentu – ale nigdy nie łączono tego z islamistami, z tzw. dżihadem: do wczoraj, kiedy Państwo Islamskie przyznało się to tej zbrodni. Poza tym bardzo mądrze w ostatnich dniach pisał o tym, że takie sytuacje nie mogą doprowadzić do „nienawiści zbiorowej”, do poszukiwania zbiorowej odpowiedzialności w danej grupie, narodzie, za zło jednostki:

Zło – raz jeszcze – nie ma wyznania, narodowości, koloru skóry, a nawet statusu materialnego. Uderzyć może zawsze i wszędzie. (…) Wszystkim tym nienawiść może się jednak karmić, wykorzystać jako motyw, szukać w tym usprawiedliwienia. A wtedy owa nienawiść chętnie skieruje się przeciwko jakiemuś innemu kolorowi skóry, innej narodowości, innej rasie, innemu wyznaniu. Tak rodził się antysemityzm, tak rodzi się antychrystianizm, tak może się zrodzić antyislamizm. Wystarczy tylko komuś przypisać zło, które wcale nie musi być realne. Ktoś zapyta, czy śmierć księdza jest jakoś ważniejsza od innych ofiar zamachów? I tak, i nie. Nie, bo śmierć śmierci równa. Tak, bo można przypuszczać, że to już nie jest ślepa nienawiść przeciw Europie, cywilizacji zachodniej, liberalnemu społeczeństwu, ale skierowana przeciwko określonej religii – przeciw chrześcijaństwu. Czyli nienawiść ściśle zaadresowana. Antychrystianizm to kolejna forma nienawiści skierowanej przeciwko jakiejś grupie tylko z powodu przynależności do niej. Można nienawidzić kogoś tylko dlatego, że jest Hutu albo że jest czarny, albo że jest Żydem, albo że używa cyrylicy zamiast alfabetu łacińskiego, albo dlatego, że wierzy w Chrystusa. Mechanizm jest wciąż ten sam. Wystarczy, by był „inny-niż-ja”, aby go znienawidzić. Ważne, by w odpowiednim czasie przypisać temu innemu jakieś zło, np. fakt, że dziedziczy winę za zamordowanie Chrystusa.

Jeżeli można dać piękne świadectwo wiary w obliczu takiego dramatu, uczynił to metropolita Rouen abp Dominique Lebrun, który przebywał już w Krakowie przed ŚDM, jednakże wczoraj wyjechał w związku z tym zdarzeniem do Francji. Kapitalne nawiązanie do osoby bł. Jerzego Popiełuszki:

Wołam do Boga z wszystkimi ludźmi dobrej woli. Chciałbym także zaprosić niewierzących, aby połączyli się z nami w tym płaczu. Wraz z młodymi uczestniczącymi w Światowych Dniach Młodzieży modlimy się dzisiaj tak, jak modliliśmy się przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, zamordowanego w czasach reżimu komunistycznego (…) Będę dziś w mojej diecezji z rodzinami i wstrząśniętą wspólnotą parafialną. (…) Zostawiam tutaj setki młodych, którzy są, bez żadnej przesady, przyszłością ludzkości. Proszę ich, żeby nie dali się ponieść przemocy, lecz stali się apostołami cywilizacji miłości.

Nie wiem, jak bardzo chorym i zaślepionym przez nienawiść trzeba być, aby zabić w trakcie Mszy Świętej księdza – czyli w czasie liturgii, która w dużej mierze uprasza Boga o pokój, jak to napisał papież Franciszek. Francja ma nowego męczennika. Módlmy się o pokój jego duszy, o pokój na świecie i o opamiętanie dla tych, którzy sieją śmierć (a dla tych, którzy podnieśli rękę na ks. Hamela, już tylko o Boże Miłosierdzie, które przekracza nasze wszystkie ludzkie kalkulacje).

Tamtemu nieszczęśnikowi nie udało i nie uda się rozwalić Kościoła przez duże „k”. Uczynił coś strasznego, ale dzisiaj to Kościół – nie tylko w Saint-Etienne-de-Rouvray, w Rouen, we Francji, ale wszędzie – modli się o Boże Miłosierdzie dla niego. Wierzę mocno, że także modli się o to, stojąc przed Bogiem, ks. Hamel.

W tym kontekście chciałbym przytoczyć jeszcze słowa o. Christian de Cherge OCSO, trapisty zamordowanego w Tibhirine w Algierii w 1996 r. przez muzułmanów w czasie trwającej tam wojny domowej:

Gdyby pewnego dnia zdarzyło się – a mogłoby to być już dzisiaj – że padnę ofiarą terroryzmu, który zdaje się obecnie zagrażać wszystkim cudzoziemcom zamieszkującym w Algierii, pragnąłbym, aby moja wspólnota, mój Kościół, moja rodzina pamiętali, że moje życie było oddane Bogu i temu krajowi. By zdali sobie sprawę, że Jedynemu Władcy wszelkiego życia to moje nagłe odejście nie było obojętne. By modlili się za mnie; bo jakże mogłem zostać uznany za godnego złożenia takiej ofiary? By potrafili związać moją śmierć z tylu innymi, które są równie okrutne, lecz pozostają ledwie zauważone i bezimienne.Moje życie nie jest więcej warte niż jakiekolwiek inne. Ale też nie jest warte mniej. W każdym razie nie ma w nim niewinności dzieciństwa. Żyję już na tyle długo, że świadom jestem własnego udziału w złu, które niestety zdaje się przeważać na tym świecie, nawet tego, które może we mnie uderzyć. Chciałbym, gdy ten moment nadejdzie, mieć umysł na tyle jasny, bym mógł prosić o przebaczenie Boga i wszystkich moich bliźnich i równocześnie przebaczyć z całego serca temu, który ugodzi we mnie.

Dodaj komentarz