Razem w nadziei – 500 lat po Reformacji

Ojciec Święty Franciszek w swoją 17 podróż apostolską udał się dzisiaj do Szwecji, aby wziąć udział w inauguracji jubileuszu 500-lecia reformacji. Cieszy, że dla mnie i dla większości znanych mi osób jest to powód do radości i dziękowania Bogu za półwiecze relacji pomiędzy katolikami i luteranami – a jednakże dość duża grupa ludzi publicznie okazuje dezaprobatę, odsądzając papieża od czci i wiary za sam pomysł udziału w tym wydarzeniu. Co świadczy o niczym innym, jak braku dobrej woli i chęci zrozumienia, czemu tej jubileusz służy i na czym to „świętowanie” ma polegać. Że tu ze strony katolików chodzi o upamiętnienie, a nie świętowanie.

Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości – mając na uwadze źródła historyczne – że Marcin Luter nie był postacią jednoznacznie negatywną czy zasługującą na potępienie. Trzeba powiedzieć to wprost: tak, miał rację otwarcie sprzeciwiając się handlowi odpustami – co stało się powodem opublikowania w 1517 r. w Wittenberdze słynnych 95 tez. Luter nie uderzał tym w papieża – ale w kaznodziejów odpustowych, którzy osiągali szczyty w „reklamowaniu” oferowanych ludziom „usług”, czyli tych właśnie odpustów. Można założyć, że liczył na sensowną dyskusję teologiczną – a wywołał burzę. Dopiero w toku dalszych debat powstały postulaty dotyczące nieomylności czy papieża, czy soboru – Luter akcentował objawienie wynikające z Biblii. Dopiero w 1520 r., a więc 3 lata później, symbolicznie podarł bullę papieską, w której grożono augustianinowi klątwą. Cała reszta? Luter studiował Pismo Święte. Niszczenie kościołów i tego typu działania miały miejsce już poza nim. Przygotował przekład Biblii na język niemiecki, chciał przybliżyć jej treść prostym ludziom i sprawić, by ją rozumieli. W tym czasie doszło w 1525 r. do protestu zwolenników Lutra przeciwko Edyktowi wormackiemu (1521) – stąd potoczna nazwa „protestanci” – potem Konfesja augsburska (1530), wreszcie Artykuły szmalkaldzkie (1537) jako właściwie formalna odpowiedź na wezwanie papieża Pawła III na sobór, w którym luteranie już nie wzięli udziału. A dalej? Przeszło 400 lat w opozycji do katolików. Pomimo, iż Luter nigdy nie zamierzał „zakładać” nowego Kościoła i liczył na dobrą wolę oraz ukrócenie pewnych – w sposób oczywisty niewłaściwych – praktyk ówczesnej hierarchii Kościoła katolickiego.

Czym ma być ta uroczystość – o tym mówili bardzo jasno sami organizatorzy: zaangażowanie na rzecz wspólnego świadectwa”, a jej „celem ma być wyrażenie wdzięczność za dary Reformacji i prośba o przebaczenie za podział utrwalony przez chrześcijan dwóch tradycji (za papiez.wiara.pl). Papież przewodniczył nabożeństwu ekumenicznemu wraz z duchownymi luterańskimi; w Lundzie „będzie chodziło o wszystko to, co dobrego i właściwego przyniosła Reformacja” (sekretarz Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan bp Brian Farell). „Wszyscy mówimy o jedności, ale różnie ją sobie przedstawiamy. Jedność daje się odnaleźć tylko w wierze. Ostatecznie jedność jest zawsze darem od Boga. Musimy być gotowi na przyjęcie tego daru i uczyć się od siebie nawzajem. W takiej wymianie darów tkwi właściwa tajemnica ekumenizmu (…) Żaden Kościół nie jest na tyle bogaty, aby nie potrzebował wzbogacenia poprzez inny i żaden Kościół nie jest na tyle ubogi, że nie może dać swojego wkładu. (…) Im bardziej będziemy razem się z tym konfrontować, tym bardziej przekonujące będzie nasze zaangażowanie (przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan kard. Kurt Koch), który wyraził także nadzieję na „nowy początek zmagań w dążeniach do pełnej komunii między Kościołami reformacji a Kościołem katolickim w duchu pokuty, wdzięczności i nadziei„.

Trudno tu nie przytoczyć tego, co sam Franciszek – wracając z pielgrzymki do Armenii – powiedział o swoim udziale w tym wydarzeniu: „Różnorodność jest tym, co być może wyrządziło wiele zła nam wszystkim, a dziś staramy się podjąć drogę, aby spotkać się po 500 latach. Uważam, że powinniśmy się wspólnie modlić, modlić się i po drugie: trzeba pracować na rzecz ubogich, prześladowanych, na rzecz wielu ludzi, którzy cierpią, dla uchodźców. Kiedyś powiedziałem żartując: „Wiem, kiedy nadejdzie dzień pełnej jedności” – „Kiedy?” – „Nazajutrz po przyjściu Syna Człowieczego”. Ponieważ nikt nie wie … Duch Święty sprawi tę łaskę. Ale w międzyczasie musimy się modlić, kochać siebie nawzajem i współpracować, zwłaszcza na rzecz ubogich, ludzi cierpiących, dla pokoju i wiele innych rzeczy, przeciw wyzyskiwaniu ludzi … tak wiele rzeczy, dla których pracuje się wspólnie„. Wczoraj, 30 października 2016 r., podczas modlitwy Anioł Pański dodał: „W najbliższych dwóch dniach podejmę podróż apostolską do Szwecji, z okazji obchodów Reformacji. Zgromadzą się na nim upamiętniając i modląc się wspólnie katolicy i luteranie. Proszę was wszystkich o modlitwę, aby ta podróż była nowym etapem braterskiej pielgrzymki na drodze ku pełnej komunii„. Nic więc dziwnego, że hasłem tej podróży papieża są właśnie takie słowa: razem w nadziei.

Bardzo jasno i konkretnie mówi też o celu spotkania katolicki biskup sztokholmski Anders Arborelius OCD (ciekawostka: duża część katolików szwedzkich to Polacy, także większość ich księży): „Jest to wydarzenie historyczne, gdyż reformacja była dotychczas kojarzona z antypapiestwem. Lund i Malmöstają się dzisiaj centrum chrześcijańskiego świata. Teraz staramy się patrzeć na dziedzictwo reformacji jako na wydarzenie, z którego powinniśmy wiele zachować. Możemy powiedzieć, że II Sobór Watykański był odpowiedzią na to czego w wielu aspektach pragnął Marcin Luter. Oczywiście istnieją elementy, których Kościół nie może zaakceptować a co powoduje, że nie możemy być jednością. Dzisiaj ważne jest jednak to, że wspólnie możemy wiele z reformacji pielęgnować. Papież Franciszek idąc za swymi poprzednikami poczynił wielkie kroki ekumeniczne nie tylko w relacjach z Kościołem luterańskim ale ostatnio także z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, czy Ormiańskim Kościołem Apostolskim a także w dialogu z Kościołami zielonoświątkowymi i wspólnotami ewangelikalnymi. Jedną z najważniejszych misji Franciszka jest zbliżenie i pojednanie całego chrześcijaństwa. (…) Musimy dawać wspólne świadectwo o Chrystusie, tego Kim jest i czego od nas oczekuje. Musimy znaleźć wspólny język aby wiarygodnie głosić o Nim światu, co pomoże współczesnemu człowiekowi odnaleźć drogę do Boga„.

„Nieśmy owoce pokoju, sprawiedliwości, pojednania, miłosierdzia i solidarności, i odpowiedzmy w wierze na wezwanie Boga oraz na krzyk o pomoc, na pragnienie i głód zranionej i rozbitej ludzkości. (…) Możemy wykorzystać tę historyczną chwilę, gdy jako katoliccy i ewangeliccy chrześcijanie możemy podjąć zobowiązanie i odwrócić się od nękanej przez konflikty i podziały historii i wejść na drogę wspólnoty. (…) Droga, do której jesteśmy powołani, musi polegać na coraz bardziej intensywnym dialogu. Dotychczasowa prezentacja naszej tożsamości i tożsamość naszych adwersarzy podkreślała z reguły różnice. Nasze wspomnienia są często naznaczone cierpieniem i konfliktem. (…) Musimy tak działać, jak Jezus Chrystus wzywa nas do bycia ambasadorami pojednania. Niech Bóg prowadzi nas więc do spotkania, podczas którego budujemy mosty, na których możemy się zbliżyć, domy, w których możemy się spotykać i stoły – tak, stoły – których będziemy mogli wspólnie dzielić chleb i wino, dzielić obecność Chrystusa. Chrystus, który nie pozostawia nas ani na chwilę, wzywa nas do trwania w Nim, aby świat uwierzył” (sekretarz generalny Światowej Federacji Luterańskiej pastor Martin Junge).

Tak, w relacjach katolików z luteranami jest wiele kwestii spornych i nie można tego ukrywać – rozumienie sakramentów, urzędu kościelnego, papiestwa, roli Matki Bożej, kwestii etycznych: podejścia do aborcji, eutanazji, „małżeństw” homoseksualnych (także uwzględniając deklarację katolicko-luterańską Od konfliktu do komunii z 17 czerwca 2013 r. – dotykającą kwestii Tradycji i Pisma Świętego, usprawiedliwienia przez łaskę, Eucharystii czy urzędu kapłańskiego). Stąd nie można ukrywać, że różnic to właściwie nie ma, i w sumie to właściwie wspólnota jest jedna. Niestety, tak nie jest i droga do pojednania jest daleka. Ale bez kroków ku niemu – jak spotkanie w Lund dzisiaj – trudno liczyć, aby było ono możliwe.

Dlatego cieszy, podpisana dzisiaj w szwedzkim Lund przez Franciszka oraz przewodniczącego Światowej Federacji Luterańskiej bp. Muniba Younana wspólna deklaracja (tekst w całości znalazłem tylko na ekai). Czytamy w niej: „Poprzez niniejszą deklarację wspólną wyrażamy radosną wdzięczność Bogu za tę chwilę wspólnej modlitwy w katedrze w Lund, rozpoczynając rok upamiętniający pięćsetną rocznicę Reformacji. Pięćdziesiąt lat trwałego i owocnego dialogu ekumenicznego między katolikami a luteranami pomogło nam przezwyciężyć wiele różnic i pogłębiło nasze wzajemne zrozumienie i zaufanie. Jednocześnie zbliżyliśmy się do siebie poprzez wspólną służbą naszym bliźnim – często w sytuacji cierpienia i prześladowania. Poprzez dialog i wspólne świadectwo nie jesteśmy już obcymi. Przeciwnie, nauczyliśmy się, że to, co nas łączy, jest większe niż to, co nas dzieli. (…) Chociaż jesteśmy głęboko wdzięczni za dary duchowe i teologiczne otrzymane za pośrednictwem Reformacji, to wyznajemy także i opłakujemy przed Chrystusem to, że luteranie i katolicy zranili widzialną jedność Kościoła. Różnicom teologicznym towarzyszyły uprzedzenia i konflikty, a religia była traktowana instrumentalnie do celów politycznych. Nasza wspólna wiara w Jezusa Chrystusa i nasz chrzest wymagają od nas codziennego nawrócenia, poprzez które możemy odrzucić historyczne spory i konflikty, utrudniające posługę pojednania. Chociaż przeszłości nie można zmienić, to można przemienić to, co jest pamiętane i jak jest pamiętane. Modlimy się o uzdrowienie naszych ran i naszej pamięci, zaciemniających nasze wzajemne postrzeganie siebie. Bezwzględnie odrzucamy wszelką nienawiść i przemoc, minioną i obecną, zwłaszcza stosowaną w imię religii. Słyszymy dziś Boży nakaz odłożenia na bok wszelkich konfliktów. Uznajemy, że jesteśmy wyzwoleni przez łaskę, aby przejść do komunii, do której nieustannie wzywa nas Bóg”.

Także w Polsce miały dzisiaj miejsce obchody, które odbyły się w kościele w Cieszynie, z udziałem m.in. katolickiego prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka, który mówił: „Nie stajemy tu dzisiaj, aby się nawzajem oskarżać, ale by z nadzieją spojrzeć w przyszłość i szukać nie tyle tego, co nas dzieli, ale tego, co łączy. Pragniemy bowiem umocnić więzi i głębsze wzajemne zrozumienie w służbie i w świadectwie. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie naszemu wspólnemu świadectwu radości, piękna i przemieniającej mocy wiary, zwłaszcza przez posługę ubogim, zmarginalizowanym i uciśnionym„.

O tym, czym ten jubileusz ma być, napisał bardzo trafnie w tekście dla Więzi luteranin Dariusz Bruncz (redaktor naczelny ekumenizm.pl, z którym kiedyś współpracowałem – co ciekawe, kończący doktorat poświęcony… Benedyktowi XVI 🙂 ), którego zakończenie pozwolę sobie przytoczyć:

Jubileusz jest dla ewangelików różnych tradycji nie tyle pretekstem, ile wezwaniem do odpowiedzi na kluczowe pytania wiary. Nie chodzi o celebrowanie hermetycznej tożsamości (choć nie brakuje zwolenników zorganizowania jubileuszu jako hucznej imprezy urodzinowej „ku czci” i wzniesienia warownego grodu zapewniającego wyznaniowe ciepełko i nudną wygodę). Upamiętnienie Reformacji nie jest dla ewangelików ani świętowaniem rozłamu, ani porozwodowym rautem, ani tym bardziej świetlistym marszem z pochodniami celem złożenia wyrazów uznania Lutrowi. Jest pytaniem o aktualność Ewangelii o usprawiedliwieniu grzesznika z łaski przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Włączenie się katolików w to wydarzenie – przyjazd papieża do Szwecji, niezliczone wydarzenia o charakterze ekumenicznym, także w Polsce – to wielka szansa, by nie tylko pięknie się różnić, lecz i współpracować. Nie można tego uczynić bez zrozumienia i rozmowy. Dla nas, chrześcijan, dochodzi do tego jeszcze modlitwa.

W tym sensie, moim zdaniem, re-formacja jako ciągła formacja, jak to określił Darek, „zobowiązanie, by nie przywiązywać się do utartych struktur, lecz mieć odwagę stawiania krytycznych pytań”, jest zadaniem wszystkich chrześcijan z każdej ze wspólnot, którzy – wierni depozytowi wiary – muszą zadawać sobie ciągle pytania o to, jaki Kościół powinien być dzisiaj. Po to, aby razem działać w tym, co jest wspólne, co łączy. Widząc to, co po drodze nas chrześcijan podzieliło, zmierzać razem w tym, w czym współpraca jest możliwa – na pewno w dawaniu świadectwa o Jezusie jako Zbawicielu człowieka.

A tych, co przy tej okazji wszystkich, którzy popierających włączenie się katolików w upamiętnienie tej daty (nie świętowanie) czy też samych luteran, mniej lub bardziej wprost wyzywają od heretyków i odszczepieńców – cóż, polecam modlitwie przy okazji modlitwy o dobre odczytywanie Ducha Świętego w relacjach pomiędzy wspólnotami chrześcijańskimi.

Dodaj komentarz