Zacznij od końca

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem”. Odpowiedział mu Jezus: „Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”. Lecz Jezus mu odrzekł: „Napisane jest: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”. Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Lecz Jezus mu odparł: „Powiedziano: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”. Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu. (Łk 4, 1-13)

Nieco ponad tydzień temu rozpoczęty kolejny już w naszym życiu okres Wielkiego Postu. Ktoś może zapytać – ale po co, co mi to da, i tak ciągle coś nie wychodzi, upadam, popełniam (nie raz bardzo podobne, o ile nie te same wręcz) błędy i grzechy? Jeżeli widzę swoją słabość, nie udaję, że jestem właściwie ok, prawie idealny, kiedy przyznaję przed sobą własną niedoskonałość – to znaczy, że podjęcie wielkopostnej walki ma sens. 

Czytaj dalej →

Przykazanie wersja XYZ+1

Przede wszystkim problem jest nieco nadmuchany – o tyle, że Watykan jeszcze zmiany nie zaakceptował („Nowe sformułowanie przykazań kościelnych wymaga jeszcze zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską”), co jednak zapewne jest zaledwie formalnością.
Rozchodzi się o zmianę obowiązujących w Polsce przykazań kościelnych, a dokładnie czwarte z nich – przytoczę, aby nie było wątpliwości (nie kryję się, sam mam z tym problem, trzydziestki nie mam, a jest to już któraś wersja znana mi, dość inna od uczonej w podstawówce): 
  1. W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych.
  2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do Sakramentu Pokuty.
  3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą.
  4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty w okresie Wielkiego Postu powstrzymywać się od udziału w zabawach.
  5. Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.
Zmiana dość widoczna, pokreśliłem (skreślone – tak jest dzisiaj; nadpisane – tak miało by być po zmianie). Dla mnie ta cała sytuacja jest o tyle dziwna, że formalnie rzecz biorąc zmienia wiele – bowiem wprost ogranicza zakaz zabaw (już nie „hucznych”) do nie tyle „okresów pokuty”, co interpretuje się jako Adwent i Wielki Post razem – a literalnie do Wielkiego Postu. Za to Episkopat Polski i sporo ludzi o odpowiedniej wiedzy i pozycji (zaczynając od sekretarza generalnego KEP bp. Wojciecha Polaka, którzy przedstawił informację) od razu zaczyna tłumaczyć sytuację w tonie „ale właściwie to się nic nie zmieniło”. No to w końcu – jak?
Zmiany są możliwe i dopuszczalne – to nie przykazania Boże, które jak Bóg podał Abrahamowi, tak jest ich 10 i będą takie same (wbrew różnym teoriom spiskowym). Tutaj brzmienie może być różne, w zależności od miejsca świata, uwarunkowań kulturalnych. Sami widzimy – tak jak prawo cywilne, w tym zakresie w Polsce zmian jest bardzo dużo (ewolucję widać czytelnie na zmianach nanoszonych w wersji KKK na Opoce). Zapis 2041 tegoż Katechizmu mówi, że „Przykazania kościelne odnoszą się do życia moralnego, które jest związane z życiem liturgicznym i czerpie z niego moc. Obowiązujący charakter tych praw pozytywnych ogłoszonych przez władzę pasterską ma na celu zagwarantowanie wiernym niezbędnego minimum ducha modlitwy i wysiłku moralnego we wzrastaniu miłości Boga i bliźniego:” Czyli takie wskazówki, zestaw podstawowych spraw, które porządny katolik powinien ogarniać. Ustanowione (w przeciwieństwie do przykazań Bożych) przez ludzi, pierwszy raz bodajże w XIII w., w liczbie pięciu chyba od czasów soboru trydenckiego (XVI w.). 
Większość mniej więcej równolatków zna pewnie wersję w brzmieniu ustalony przez polski Episkopat w 1948 r. (wtedy obecne IV przykazanie było jeszcze jako V w brzmieniu „W czasach zakazanych zabaw hucznych nie urządzać”), potem była zmiana w 1994 r., corrigenda z 1998 r. Nie da się ukryć – sporo wersji, książeczki do nabożeństwa w domach często dość stare, więc było pewne zamieszanie – które tenże Episkopat w 2001 r.wyprostowywał, publikując wprost obowiązującą wersję. Z kolei w 2003 r. powstał list biskupów wyjaśniający, o co chodzi. 
Wracając do tematu – na czym polega zmiana? Ano na tym, że teoretycznie zakaz zabaw obejmuje tylko Wielki Post. Czyli bez piątków w ciągu roku – od których wyłączone były te przypadające w dni świąteczne. Zmiana przykazania nie wpływa na zmianę tego, że piątek pozostaje dniem pokutnym – czyli obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (przyznaję się, ja mam z tym problem – nie celowo, po prostu bezwolnie, w ogóle o tym zapominam). Ktoś może to nazywać drobiazgowością, skoro ludzie (bo nie Bóg to wymyślił) sami sobie ustanawiają przykazania w zakresie spraw, które powinny być oczywiste – bo oczywiste były dla pierwszych z nas, którzy rozchodzili się na świat z Jerozolimy przeszło 2000 lat temu. Im nikt nie musiał pisać przykazań, żeby brali udział w niedzielę w Eucharystii, a kiedy indziej pilnowali postu czy regularnie spowiadali się. Idziemy coraz bardziej na łatwiznę i te przykazania to wyraz (często nie rozumianej) mądrości Kościoła, który licząc na posłuszeństwo w duchu wiary – bo co może zrobić, jak zagrozić? – wskazuje: tędy, kieruj się tym, postaraj się, daj coś z siebie. Nie sztuka dla sztuki, post dla postu czy schudnięcia i fajnej na lato sylwetki – ale w jakiejś intencji, w jakimś szlachetnym celu, dla czegoś wyższego. Bo i pościć i unikać zabaw można zupełnie bezmyślnie – aczkolwiek literalnie, zgodnie z przykazaniami – i nic to nie da. 
Dobre jest to, że Kościół jednoznacznie wskazuje, że mylne było by za okres pokutny traktowanie Adwentu – z czym w mentalności ludzi do dzisiaj spotykam się nagminnie. W tym sensie sprecyzowanie przykazania co do Wielkiego Postu wprost jest potrzebne. Wyjaśnienie biskupów z 2003 r. w ramach wspomnianego listu mówiło, iż „Powstrzymywanie się od zabaw obowiązuje we wszystkie piątki i w czasie wielkiego postu. Przypominamy w ten sposób wszystkim uczestnikom zabaw oraz tym, którzy je organizują, by uszanowali dni pokuty, a zwłaszcza czas Wielkiego Postu”. 
Co powodowało biskupami do tegorocznej zmiany? Bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Wychowania Katolickiego, tłumaczył, że chodzi o >”wyjście naprzeciw sytuacji praktycznej”. Rozmaite imprezy rodzinne czy szkolne często i tak są przenoszone na piątek. Biskupi nie chcą więc walczyć z wiatrakami. – Wchodząc naprzeciw sytuacji praktycznej, biskupi polscy zawężają czas zakazany, w którym nie należy organizować i uczestniczyć w zabawach, do Wielkiego Postu, co nie znaczy, aby nie powstrzymać się od nich w pozostałe piątki roku<.
Ja nie mogę się oprzeć poczuciu, że biskupi poszli w pewnym sensie na łatwiznę. Zgadza się, coraz więcej obchodów i uroczystości – szkoła, praca, rodzina – odbywać się zaczyna w piątki, także np. śluby. Ludziom zależało czasami na dyspensie – więc księża ją dawali, i sprawa z założenia jako wyjątek coraz bardziej szła w kierunku reguły. Argumentacja przedstawiona powyżej mnie nie przekonuje – skoro nadal wymagana jest wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (plus inne czyny pokutne: modlitwa, jałmużna, umartwienie, post), czyli wyrzeczenie bardziej może wewnętrzne i niewidoczne, czemu odpuszczono na polu bardziej widocznym?  Przede wszystkim – tak zupełnie praktycznie – o ile ktoś chce zorganizować imprezę, to i tak musi o dyspensę się starać – tyle że nie na imprezę samą w sobie, co na spożywanie w jej ramach mięsa. 
Mnie się wydaje, że to krok w złym kierunku, pójście właśnie na łatwiznę. Co więcej – potwierdzają to głosy wielu internautów. Kościół – nasz, katolicki – tym się odróżnia i za to jest często ceniony, że wiele kwestii jest takich samych i pewnych sfer się nie dotyka. Oczywiście, jak mówiłem, to zagadnienie jest jak najbardziej możliwe do zmiany – ale czy to oznacza, że należało zmiany dokonać, i świadczy o właściwości zmiany dokonanej? Mam wątpliwości. Wielu ludzi tego nie respektowało zakazu zabaw piątkowych – ich wybór, czy to znaczy, że należy z tego powodu zmienić zasadę dla wszystkich. W Ewangelii jest taki fragment o owcach, jak to Pasterz zostawiał 99 i szukał 1, która się pogubiła – a tu mam wrażenie, że tych 99 powinno się dostosować do tej 1 pogubionej, a de facto to właśnie w ramach przykazania zafundował nam Episkopat. 
Przecież tak naprawdę piątek – czy się go nazwie dniem pokutnym, czy nie – od zarania chrześcijaństwa był dniem szczególnej refleksji, i dopiero z tego wypływały dalsze praktyki: wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych czy zabaw. I pozostanie takim, ale opuszczono poprzeczkę w dół – po co? Mało osób robi to samemu? 
Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Jaki dzisiaj powinien być post? Czy dla wegetarianina czy człowieka na diecie post będzie w ogóle jakimś wyrzeczeniem? No nie. Post – poza tym, co nakazuje Kościół wprost, powinien być świadomym wyborem w sercu każdego człowieka – rezygnacji dobrowolnej z czegoś, co mam pod ręką, co lubię i zajmuje czas, bardzo często odwodząc od Boga. Sam z siebie to zostawiam w jakiejś pobożnej intencji czy sprawie. O to chodzi – jeden wyłącza komórkę, inny nie siada do komputera, jeszcze inny nie opycha się słodyczami, a ktoś inni robi jeszcze coś innego, np. zamiast kolejnej pary butów czy jakiegoś ciucha przeznaczy te pieniądze na zbożny cel czy po prostu wesprze bezdomnego.