Znajdź dobro, a nie szukaj nieprzyjaciół

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5,43-48)

Niby sprawa podstawowa, fundamentalna i najważniejsza – bo chodzi o najważniejsze i pierwsze, jak to określił Jezus, przykazanie. A jednak, mamy z tym ciągle problem. Może dlatego, że trudno jest zrozumieć, o co chodzi z tą „nieprzyjaźnią”?

Czytaj dalej →

Odwrócone role

Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski (Rdz 2,7-9;3,1-7)

Tym razem nie o Ewangelii, a o niedzielnym – i to starotestamentalnym! – czytaniu. Bo to, co wydarzyło się w czasie i ramach tzw. kuszenia Jezusa na pustyni, to jakby pochodna wydarzeń z Edenu, następstwo. Bez błędu Adama i Ewy nie było by tego wszystkiego nadal, także misji Jezusa na ziemi. 
Wszystko było dobrze, dopóki Zły nie zamieszał. Zły – wprost w tłumaczeniu Przeciwnik, opozycja, przeciwieństwo Dobrego Boga. Jest tu pewna prawidłowość – skoro Bóg dał prostemu tworowi, człowiekowi, rajski ogród, to Zły musiał coś z tym zrobić. I zrobił nadzwyczaj skutecznie, co więcej, swoją przewrotną misję kontynuuje do dzisiaj. Nie mógł zakwestionować Boga od początku – więc zaczął mnożyć znaki zapytania od chwili, kiedy skusił naszych protoplastów. 
Dzisiaj Zły działa tak samo. Nie wprost, ale podsuwając (nie bez powodu tak nazwany) zatruty owoc, bardzo często nie wprost – ale jako myśl, która drąży i nie daje żyć. No tak, pozwolił jeść wszystkie owoce z każdego drzewa? Przewrotne pytanie, z od razu widocznym fałszywym założeniem. Zabronił tylko z tego jednego drzewa? A czemu? Na pewno coś kręci, ukrywa, po coś to zrobił (nie da się ukryć – tylko dla dobra człowieka). A prosty ludzik – w dowolny sposób i jakiejkolwiek konfiguracji za Adama czy Ewę możemy podstawić siebie – daje się dzielnie i zazwyczaj niezmiennie robić w przysłowiowego konia. Tu jest dopiero paradoks – myśląc, że właśnie przechytrzyliśmy Boga, przejrzeliśmy jego misterni z gruntu nieuczciwy plan… strzelamy sobie w stopę, nawet nie będąc tego świadomi – ku uciesze Złego. 
Czemu tak? Nie wiem. Taka już chyba nasza natura – od tamtego dnia. Z uporem maniaka, mimo 2000 lat historii pełnej cudów, znaków, a w tych naszych czasach bardzo dosłownie wprost mówionego za pomocą współczesnych świętych – kocham za nic, za darmo, jestem dla ciebie – jesteśmy przekonani, że trzeba być po drugiej stronie niż Bóg, bo On jest ograniczeniem, zacofaniem i w ogóle be. A jest dokładnie na odwrót. Na tym budujemy wątpliwości – sami, już bez pomocy – i tak niejeden z nas marnuje życie na walkę z Kimś, kto jest po jego stronie. Zły nic nie musi robić – sami się błaźnimy. 
Samo stawianie pytań nie jest złe, myślenie także – po to On sam dał nam nie tylko serce, ale i rozum. Jednak tak w pytaniu, jak w odpowiadaniu, trzeba być uczciwym. Wąż od samego początku pyta tendencyjnie i przewrotnie: czy rzeczywiście? Człowiek się podłożył, Eden się kończy – ale Bóg walczy dalej o człowieka, i ta walka uosabia się w Jezusie, który przychodzi, aby zbawić każdego z nas. Kolejna próba – my dzisiaj wiemy, że skuteczna. Gdzie tu jest podstęp? Gdzie tu podstawy, żeby Boga o cokolwiek posądzać, a tym bardziej o złą wolę czy wodzenie na manowce? To kompletnie bez sensu – i trzeba to powiedzieć wprost. 
Ten tekst wieńczy jakby pointa – wzięli i założyli przepaski. Jakby taki symbol tego, że przekroczyli Boży zakaz. Dla nas Wielki Post niech będzie czasem czegoś odwrotnego – wychodzenia na miarę możliwości z pułapki swojego zniewolenia. Taki czas zdejmowania krępujących nas opasek. Pierwszy krok, jaki proponuję każdemu – a sobie najpierw – to stanąć przed Nim takim, jaki naprawdę jestem. Bez zbroi, pelerynki, rajtuz, masek czy bajerów. Normalny. Taki, jakim on mnie ukochał, zanim to do mnie dotarło.