Ludzie na drodze życia #05 – tłum

Kilka dni temu pojawił się gdzieś tam w mojej głowie taki pomysł, żeby w tym Wielkim Tygodniu napisać może trochę inaczej. Nie tyle trzymając się liturgii słowa poszczególnych dni – na pewno wymownej – ale spróbować pokazać bardziej ludzi, których historie przewijają się jako jakby tło wydarzeń szczególnie pasyjnych. A więc wokół drogi krzyżowej Pana Jezusa – drogi życia, drogi do życia (stąd tytuł cyklu). Oczywiście, będzie to w jakimś sensie „gdybanie”, ale spróbuję. Dzisiaj piąty tekst – o tłumie na drodze krzyżowej.

Tłum. Tło. Motłoch. Tłuszcza. „Oni” – posługując się takim terminem jakby wynikającym z opisu Biblii: zaprowadzili, odprowadzili, zawołali, krzyknęli, domagali się. Pewnie innych określeń można by wymyślić całkiem sporo. Ci, których było tam najwięcej – zajmowali pewnie większą część tych małych krętych uliczek Jerozolimy, kiedy pochód ciągnął z Jezusem ku szczytowi Golgoty. Ktoś mógłby powiedzieć – równocześnie, mimo ilości osób, mieli tak bardzo mało do powiedzenia, właściwie nic.

Czyżby? Jakby nie patrzeć, opisy ewangeliczne wskazują, że Piłat – ten, który formalnie Jezusa skazał na śmierć – de facto dialogował właśnie z tłumem, który tam się zgromadził (J 18,28-19,16) przed pretorium. To tłum właśnie Piłat, nieskutecznie, starał się przekonać o Jezusowej niewinności, aby uchronić Go od śmierci – może nie od początku, ale na pewno od którejś tam chwili. Tłum, który przyszedł, aby uzyskać wyrok wskazujący – wprost, bo co innego wynika ze słów: «Nam nie wolno nikogo zabić» (J 18, 31b)?

Małe morze ludzi, którzy mieli mimo wszystko władzę, aby wymusić na figurancie okupanta Piłacie uznanie swojego żądania. Jak to powiedział, i to słusznie, Piłat – Jezusowi pobratymcy, krajanie, „Naród Twój” (J 18, 35). Biblia Tysiąclecia w 27 rozdziale ewangelii Mateusza czy 23 rozdziale ewangelii Łukasza wręcz dodaje śródtytuł: „Jezus odrzucony przez swój naród”. Grupa ludzi, która miała możliwość wyboru, kto tego dnia odzyskał by wolność, a kto trafił by na skazanie. Ci, którzy wołali: «Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!», «Na krzyż z Nim!», «Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!». Piłat starał się Jezusa ratować – bezskutecznie, bo wrzask się tylko wzmagał (Mt 27, 23b; Łk 23,23).

Ten lud, który – może się trochę opamiętał? – skoro pod krzyżem już, spokojniej, „stał i patrzył” (Łk 23, 35). Choć, z drugiej strony, opis Mateusza mówi już, że „Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami” (Mt 27,39). Emocji było na pewno bardzo wiele, i równie skrajnych – co widać zestawiając tłum jako całość z płaczącymi niewiastami, które przecież były częścią tego tłumu. Zresztą – przecież ten sam tłum kilka dni wcześniej chciał Jezusa uczynić królem Narodu Wybranego (w czym pewnie wiele osób widziało aspekt głównie polityczny – szansę na pozbycie się okupacji rzymskiej).

Ten motłoch, który – umiejętnie podjudzany i sterowany przez faryzeuszów – dopiął swego, osiągnął ich (faryzeuszy, Wysokiej Rady czyli Sanhedrynu) cel, swoimi rękami pozbył się Jezusa; tłum, jeśli wierzyć opisowi, dodatkowo miał wołać «Krew Jego na nas i na dzieci nasze» (Mt 27,25).

Dzisiaj też tłum wykorzystuje się do różnych niecnych rzeczy. Granie na emocjach, stereotypach i uprzedzeniach jest dzisiaj pewnie silniejsza niż kiedykolwiek – mimo, że tak teoretycznie się rozwinęliśmy, wzbogaciliśmy, wykształciliśmy się.

Ukrzyżowany i zwycięski, Panie Jezus, nie daj mi nigdy stać się bezwolnym narzędziach w cudzych rękach, tym, czyimi rękami załatwia się sprawy trudne, nie do końca transparentne, czy po prostu zafałszowane i złe. Pozwól być tylko Twoim narzędziem służącym do tego, abyś Ty docierał do innych, wspierał, pocieszał. Abyś w tym, co robię, zawsze Ty był uwielbiony.

Dodaj komentarz