Każdy musi odpocząć

Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać. (Mk 6,30-34)

Z prawnego punktu widzenia pracownik nie może zrzec się prawa do urlopu itp, a jak widać – prawo do urlopu w pewnym sensie ma biblijne korzenie 🙂 
W pewnym sensie miniony rok, a nawet w sumie jakby 2 lata były dla mnie dość intensywne. Bo z jednej strony domek z malutkim, który coraz bardziej zachwyca; z drugiej strony praca – niby te 8 godzin przy biurku i tyle, w praktyce często sporo różnych rzeczy naokoło; i z trzeciej strony – aplikacja, czyli jeden dzień urwany na zajęcia, różnej jakości (często dramatyczne), które w pracy trzeba było odrobić, i różniaste praktyki, A od początku roku – uczing mode on, praktycznie do połowy marca, ciężkie choróbsko i w tym wszystkim egzamin radcowski. Tak, udało się, ale mam pełną świadomość, że nie dałbym rady, gdyby nie moja rodzina, gdyby nie wsparcie żony i bardzo duża pomoc teściów (żona z malutkim właściwie pomieszkiwali u nich półtora miesiąca, żebym non-stop się mógł bez przeszkód uczyć). 
Człowiek maszyną nie jest, nawet przodownik pracy, i musi odpocząć – tak samo, jak Dwunastu musiało. Tu nie chodzi o nudę i lenistwo, ale zmianę otoczenia, rytmu dnia, dystans od tego czym się zajmuję normalnie zawodowo. Znalezienie więcej czasu dla najbliższych – więcej czasu na zabawy i wygłupy z dzieckiem, czas dla małżonka, jakieś wspólne wyjścia, wyjazdy, albo po prostu możliwość bycia razem bez odrywania się do spraw zawodowych. Myśmy nie wyjechali nigdzie – znowu wyliczanka: po pierwsze, z braku kasy, po drugie z powodu średniej pogody, po trzecie w związku z zaplanowanym małym zabiegiem Dominika pod koniec miesiąca. Kilka razy, powiem szczerze, trochę mnie to denerwowało (jestem zwolennikiem aktywnego odpoczynku), ale z perspektywy prawie końca urlopu to był naprawdę potrzebny i dobry czas. 
Nie szalej. Nie warto. Nie jesteśmy maszynami – każdy ma swoje granice. Trzeba być sumiennym, trzeba wykonywać to, co jest na każdego głowie, co ma zrobić, w pracy, w domu itp. i to jest jedno. Ale nasze własne ludzkie ograniczenia to drugie i ich nie przeskoczymy. Trzeba żyć i robić wszystko jak najlepiej, maksymalnie, sensownie – ale na tyle, na ile Bóg daje sił. 
Inna rzecz – żeby jeszcze w tym wolniejszym czasie może znaleźć troszkę więcej (albo w ogóle) czasu dla Boga? I taka moja osobista dygresja – nie wyłączaj mózgu na urlop, bo mam wrażenie (czytając o tragediach wakacyjnych), że niektórzy po prostu w tym czasie głupieją. 
Życzę wszystkim – i każdemu z osobna – kreatywnego i dobrego odpoczynku 🙂 bo potrzebuje go każdy z nas. 

Dodaj komentarz