Zmarł ks. Mieczysław Maliński

Odszedł po cichu, 15 stycznia 2017 r. Nie tak daleko mu było do setki – miał prawie 94 lata. Dla niektórych – postać kontrowersyjna, niejednoznaczna. Dla innych – człowiek o niesamowitej zdolności do docierania do ludzi nie mówieniem, ale pisaniem.

Jeśli mówił, to niewiele – krótko i bardzo dosadnie. Dosłownie, czasami w pięty szło. O tym wspomina – w tych dniach szczególnie, ale mówiło już wcześniej – bardzo wiele ludzi.

Teraz, kiedy sięgam pamięcią, uświadamiam sobie, że ja ks. Mietka Malińskiego po raz pierwszy w życiu nie tyle czytałem, co słyszałem właśnie. „Za dzieciaka”, czyli lat temu pewnie ponad 20, znajoma rodziców zabrała nas na wypad jednodniowy do Dębek – taka piękna mała miejscowość właściwie wypoczynkowa niedaleko Krokowej, gdzie swój dom rekolekcyjny mają księża zmartwychwstańcy. I tam właśnie ks. Maliński odpoczywał, tam także odprawiał Msze Święte dla turystów w wakacje przez wiele lat. Homilie dosłownie kilkuzdaniowe – a naprawdę mądrzejsze niż wiele elaboratów z ambony, które musiałem słuchać. W tym ta z okresu wielanocnego, popularna: „Chrystus zmartwychwstał. Ale wy i tak tego nie zrozumiecie”. Już go tam nie usłyszymy. Dzisiaj ośrodek w Dębkach żegna ks. Mietka na swojej stronie internetowej wielkim napisem:

KSIĘŻE MIECZYSŁAWIE,

DZIĘKUJEMY CI MODLITWĄ

– DĘBKI i ZMARTWYCHWSTAŃCY,

SPOCZYWAJ W BOGU, ALLELUJA !!!

Pisał, pisał i pisał. Wziął sobie do serca słowa swojego – prywatnie przyjaciela, oficjalnie – biskupa Karola Wojtyły, który stwierdził, że wykładowców jest wielu, a człowiek z takim jak on talentem pisarskim, chętnie, czytany, jeden. Lista na stronie malinski.pl mówi o 161 pozycjach książkowych.

Pisał bardzo prosto o sprawach złożonych i najważniejszych. A przy tym z dużą wrażliwością i wyczuciem, pamiętając, że pisze dla człowieka, który miewa wątpliwości, grzeszy, upada. Pisał w sposób dla mnie prosty – a jednocześnie – nic dziwnego, urodził się w latach 20. XX wieku – czasami trochę staroświecko. Ale to nie przeszkadzało. Pisał do końca, bo ostatni tekst na jego stronie opublikowano w dniu śmierci (choć, jak się wydaje, to tekst z jednej z wcześniej wydanych książek „Przystanek niedziela”):

„On jest Synem Bożym”

Jezus, Słowo Boże, zaczyna swoją działalność nauczycielską. Nie tylko swoimi naukami, ale również swoim życiem. Przez Jezusa wyraża się Bóg. W Jezusie objawia się Bóg.
Ale słowem Bożym jest również słońce, gwiazdy, księżyc, galaktyki, ziemia, trawa, las, deszcz, śnieg, wichura, cisza. Słowem Bożym jest zieloność łąk, szum lasu, piękno kwiatu. Bóg wypowiada się, jest obecny w deszczu, w burzy, w niebie, w chmurach, w kosmosie, wreszcie w ludziach. Bo On nie tylko stworzył, ale On wciąż stwarza – jest obecny.
Każdy z nas jest słowem Bożym. Im więcej w nas mądrości, miłości, piękna, im więcej świętości. Bóg jest również w tym, co potrafimy stworzyć – w architekturze, malarstwie, rzeźbie, muzyce, poezji, literaturze, w nauce ścisłej, w popularyzatorstwie, w strukturach społecznych, w ustrojach państwowych, w obyczajach, w kulturze bycia – im więcej w nich mądrości, miłości, piękna.
Ale najbardziej spotkać Go można w Jezusie Chrystusie, który obecny jest w Ewangelii – a więc szczególnie we Mszy świętej i innych sakramentach.
I trzeba umieć cieszyć się słońcem deszczem, wiatrem, jesienią, zimą, latem, wiosną. Trzeba umieć się cieszyć pięknem stwarzanym przez człowieka. A nade wszystko trzeba cieszyć się Jezusem Chrystusem.
Bo to jest radość z obecności Boga. On mówi do nas wciąż. W każdym kawałeczku dnia. W każdym kawałeczku rzeczywistości, w której uczestniczymy, w którą jesteśmy zanurzeni.

Ja po książki ks. Malińskiego sięgnąłem bardzo wcześnie – co już samo w sobie świadczy o tym, że chyba szczególnie trafiał do czytelników młodszego pokolenia; na pewno miałem mniej niż 15 lat. Książek jego mam wiele – bardzo chętnie wracam do małych książeczek „Modlitwa na każdy dzień” na poszczególne cykle roku liturgicznego (A, B, C): kawałek tekstu liturgii, wiersz, mądrość Ojców Kościoła i krótkie rozważanie. Świetna sprawa. Bardzo lubię wracać do „Wezwano mnie z dalekiego kraju” czyli historii o tym, jak Karola Wojtyłę wybrano na papieża w 1978 r. Niesamowita książka. Przez przeszło 46 lat publikował krótkie rozważania, ramki, w TP…

… aż w 2006 r. pojawiły się informacje, że ks. Maliński współpracował z bezpieką, że donosił, że był tajnym współpracownikiem. Pismo chciało wyjaśnić sprawy – natomiast zainteresowany udzielił wywiadu, w którym na jego łamach miał wyjaśnić sprawę, po czym w ostatniej chwili wycofał autoryzację. Dlaczego? Pojawiło się więc w TP oświadczenie, że wobec powyższych zarzutów współpracę z ks. Mietkiem zawieszono. Sprawa nie została nigdy wyjaśniona. Co więcej, wyniki badań historyków z IPNu potwierdził też inny krakowski duchowny ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, zaangażowany w badanie tych kwestii od lat. Miał ks. Maliński pecha? W pustych teczkach zachowało się kilka dokumentów, z różnych okresów – historycy tu akurat wątpliwości nie mieli, mimo że krakowscy, i że o znanego kapłana chodziło, rektora kościoła sióstr wizytek od 1976 r., przyjaciela krakowskiego papieża.

Nie wiem, czy donosił, czy nie. Może uwikłał się w coś, czego do końca nie był świadomy, a bezpieka pisała swoje i gromadziła dokumenty? Pewnie się nie dowiemy. Szkoda, że nie wyjaśnił zmarły sprawy, kiedy był czas, kiedy dano mu tego publiczną możliwość. Wolał milczeć. Teraz to jest bez znaczenia.

Świetnie – i w sposób bardzo pasujący do samego zmarłego – pożegnał ks. Malińskiego ks. Wojciech Węgrzyniak (na Fb napisał szerzej, mnie urzekło pożegnanie z Twittera).

Zmarł ks. Mieczysław Maliński. Zostawił wiele serca. Niech go Serce przygarnie. Mówił dobrze i krótko. Niech w czyśćcu będzie jeszcze krócej.

Panie Jezu, przyjmij go do siebie +

Dodaj komentarz