Wielkie drzwi z kolumnami

Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi. (Łk 13,22-30)

To zdecydowanie nie w naszym stylu. W ostatnich dniach miałem okazję zwiedzić kawałek Polski, mniejsza o szczegóły. W tym czasie przejechałem kawałek spory tzw. Polski B – czasami bida, aż przykro, ale jedno się powtarza: jak tylko jakiś porządniejszy dom stoi, to marmury (albo atrapy) i koniecznie kolumny z wielkimi drzwiami. Na bogato i z przytupem. A ten cały Jezus nam tu dzisiaj o czymś zupełnie innym mówi. 
Lubimy się rozpychać, przepychać, być pierwszymi, zauważonymi, znanymi i rozpoznawalnymi. I w tym wszystkim chyba dość rzadko ktokolwiek sobie zadaje pytanie: czy mi się to należy? czy nie ma kogoś bardziej zasługującego na pierwszeństwo? czy to nie jest niegrzeczne, nie wypada się tak wpychać? czy zdobywanie uwagi ludzi i mediów (a najczęściej ludzi przez, za pośrednictwem mediów) ma służyć tak naprawdę czemukolwiek poza zaspokojeniem swojej własnej pychy i rozdmuchanego do granic ego? Przykre bardzo jest to, że tak właśnie dzisiaj na świecie otwiera się wiele drzwi – im bardziej na pokaz, sztucznie i pod publiczkę, tym większa szansa, żeby się na coś fajnego załapać: kasę, sławę, kasę + sławę, albo choćby chwilową łaskawość i zainteresowanie kamer. Okazję do zaistnienia, choć tak naprawdę jako jeden z tłumu „znanych z tego, że są znani”, o których nic więcej powiedzieć nie można i którzy tak naprawdę nic nie mają do zaoferowania poza przesadzonym mniemaniem o sobie. 
Taki cel łatwo osiągnąć – co widać dzisiaj wszędzie, na każdym kroku: gazety, telewizja, radio, tytuły prasowe, internet. Rośnie grupa ludzi, którzy skupiają się na byle jakim zaistnieniu tu i teraz, porzucając i tracąc z oczu (o ile kiedykolwiek przed nimi je mieli) to, do czego dążyć i zabiegać o co należy przede wszystkim. Te najważniejsze, choć może nie najbardziej reprezentatywne drzwi. To najpiękniejsze i najbardziej bezinteresowne zaproszenie ze wszystkich, bo od Boga pochodzące. Nie wystarczy bowiem nosić nawet najbardziej złoty i na najgrubszym złotym łańcuchu krzyżyk, chodzić i odstać niedzielną czy świąteczną Mszę Świętą, nie zabić i nie kraść (albo przynajmniej nie w sposób rzucający się w oczy), żeby zmieścić się w te wąskie drzwi, o których mówi Jezus. To, że nie jestem w sposób oczywisty zły, nie czyni mnie od razu dobrym. Można odmieniać imię Boże przez przypadki x razy dziennie, a usłyszeć od Niego w dniu sądu: nie znam cię, nie wiem, skąd jesteś. 
W tym tekście mowa jest o wąskich drzwiach – obrazek dość prosty – a gdzie indziej ewangelista zapisuje podobne słowa z posłużeniem się obrazem ucha igielnego, czegoś nierealnego. Przesłanie jest jednak oczywiste – wysiłek, nie pójście na łatwiznę, nie to co fajne i najbardziej oczywiste czy wygodne, ale to, co wymaga pracy, wyrzeczenia, wysiłku i zaangażowania. Te właśnie prowadzą do wąskich, ale tych lepszych, bo oferujących o wiele więcej za sobą drzwi. Dobrze jest też zwrócić uwagę na to, jak sformułowano pytanie, w odpowiedzi na które te słowa wypowiedział Jezus: czy tylko nieliczni będą zbawieni? A On – wielu będzie chciało, ale nie będą mogli. Ja tu jednak widzę nadzieję – bo według mnie jest w tych słowach mowa o czyśćcu, nie o potępieniu. Nie będą mogli, zamknięte drzwi, obserwowanie zbawionych, pierwsi jako ostatni – to przecież słowa o tych, którzy Niebo będą mieli przed sobą, choć jeszcze nie w tym momencie, ale w dalszej perspektywie. Nie odrzuceni, ale muszący jeszcze swoje przejść, poddać się czyśćcowi. Zatem – jeśli chcieć szukać odpowiedzi wprost – zbawienie to perspektywa dla każdego, pytanie tylko w jakim czasie: czy wystarczy nam życia tutaj na ziemi, czy też potrzebny będzie jeszcze czas później. Ale Jego Miłosierdzie i tak jest większe od nas. 

Dodaj komentarz