Obyś nie znienawidził

Skala przemocy przeraża mnie – dlatego trochę się załamałem, kiedy usłyszałem o tym, co wydarzyło się we francuskiej Nicei, gdzie jakiś totalnie zagubiony i biedny człowiek zabił przeszło 80 osób, rozjeżdżając ich po prostu dużym samochodem. Takie trudne sytuacje pozwalają jednakże wypróbować naszą wiarę – jak ja, jako katolik, powinienem się zachować w takiej sytuacji?

Czytaj dalej →

Say a prayer for all means, but pray more

W związku z chorobą nie siedzę specjalnie wieczorami, tak więc informacja o tym, co działo się wczoraj we Francji dotarła do mnie dzisiaj z rana wraz z odpaleniem FB.
To jest dramatyczna sytuacja i wielka zbrodnia, dokonana na Bogu ducha winnych ludziach, którzy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Przypadkiem. Zabijali ich, jak leci, nie patrząc, do kogo strzelają. 
Co my możemy zrobić? Teoretycznie dwie rzeczy – dywagować i spierać się o przyczyny, albo po prostu pomodlić się i oddać Bogu tę straszliwą rzeczywistość oraz tych wszystkich, którzy tak nagle i niespodziewanie stanęli przed Nim (oczywiście, także rannych oraz rodziny ofiar także). 
Natomiast jedną rzecz należy powiedzieć wyraźnie – bo czytając różne wpisy czy też komentarze, mam wrażenie, że niektórzy (jakkolwiek dziwnie i strasznie to zabrzmi) cieszą się, że doszło do tej sytuacji, która w ich ocenie potwierdza tylko takie oto równanie: imigrant = muzułmanin = terrorysta. 
Tymczasem absurdalne jest wykorzystywanie zamachów w Paryżu przeciwko uchodźcom – bo oni dokładnie przed taką sytuacją uciekają i zdecydowali się na opuszczenie swoich ojczyzn. Jak to dobrze ujął ks. Andrzej Draguła, nienawiść najchętniej karmi się cudzą nienawiścią. Jej ofiarą mogą być uchodźcy, którzy uciekali przed wojną i śmiercią, także z rąk oprawców z ISIS  Jeżeli naszą reakcją na tę niewyobrażalną tragedię będzie zamknięcie się na uchodźców, którzy rozpaczliwie poszukują ratunku i pomocy, to poniesiemy porażkę. To, co stało się w Paryżu i innych miejscach we Francji, nie oznacza, że wszystkie kraje Europy powinny solidarnie wyrzucić za swoje granice uchodźców. W sytuacji, kiedy zachowanie zamachowców spowoduje w nas nienawiść do innych ludzi – to będzie zwycięstwo Złego. To nie jest kwestia jakiegoś skrajnego pacyfizmu i oderwania od rzeczywistości – ale świadomość tego, że zło jako odpowiedź na zło nadal pozostaje złem. Władze mówią, że my, w naszej zimnej, smaganej wiatrem i deszczem Polsce jesteśmy bezpieczni – powiem szczerze, nie do końca wierzę. Każdy ma prawo wierzyć, walczyć i bronić swojego miejsca, najbliższych, domu, ojczyzny – ale czy nawet w tak skrajnej sytuacji powinno się kierować stereotypami? 
Bardzo pasują w tym miejscu słowa ks. Tomasa Halika: nie każdy fundamentalista jest fanatykiem i nie każdy fanatyk jest terrorystą. A u nas, na fali emocji, strachu buduje się obraz jak wyżej to opisałem, prawie jak histerię: imigrant = muzułmanin = terrorysta. Każdy imigrant to muzułmanin, no a „przecież każdy wie” że muzułmanin do terrorysta. Jak w tym dialogu z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”: „- To złodziej! – I pijak! Bo każdy pijak to złodziej!”. Radosne i bezmyślne wrzucanie do jednego worka. Jak podają statystyki, terroryści z ISIS w ciągu ostatnich 2 lat zabili ok. 100.000 muzułmanów, a więc (po naszemu) „swoich”. Przerażający jest brak refleksji, jaki widać chociażby w portalach społecznościowych – opluwanie się w komentarzach, jad, wyzwiska, podobno ludzie potrafią usuwać się nawzajem z grona znajomych w serwisach z powodu odmiennych poglądów na kwestię imigrantów. Co więcej, sam widziałem sytuację, kiedy ksiądz z ambony wzywa do modlitwy i wsparcia imigrantów – po czym w zakrystii 5 minut później dyskutuje w najlepsze o tym, jak by tu Polska powinna się przed nimi zabezpieczyć, że ich wpuszczanie to bzdura itp… Tymczasem oczywistym jest, że terroryści to fanatycy religijni – co należy zestawić chociażby z dość powszechnym faktem, iż wielu muzułmanów to osoby niewierzące, formalnie wyznawcy Mahometa, natomiast pasujący do określenia „katolik z metryczki”. Ponadto, spora grupa przywódców i duchownych muzułmańskich, po wielu już aktach terroru, wprost i jednoznacznie wyrażała z ich powodu swoje ubolewanie, odcinała się od nich, wskazując, że ci ludzie w ten sposób działający wręcz sprzeciwiają się przesłaniu ich świętej księgi. Ale prościej jest to przedstawić tak, jak powyżej. 
Akcja „pray for Paris” jest godna pochwały – ale warto pamiętać (o czym jest poniżej – obrazek z Instagrama), że podobne dramaty w pewnych miejscach świata dzieją się z praktycznie żadnym odzewem i rozgłosem, a prawie codziennie. Bliski Wschód i powolna, ale bardzo systematyczna akcja terminacji chrześcijaństwa w tamtych rejonach to bardzo dobry przykład sytuacji, która trwa już dość długo, i jest przyjmowana przez różne władze potokiem słów, ale absolutną biernością.  Ostatnia niedziela była Dniem Modlitwy za Kościół Prześladowany. Zresztą nie chodzi tylko o chrześcijan – ale o bezmyślne zabijanie jakichkolwiek ludzi. Pomódl się za nich także. Say a prayer for all means, but pray more. 
Na zakończenie – bardzo mądre słowa, które przeczytałem dzisiaj rano:

W obliczu ludzkiej przemocy, prośmy o łaskę serca niezłomnego i wolnego od nienawiści. Niech umiar, powściągliwość i opanowanie, jakie wszyscy okazali do tej pory potwierdzą się w nadchodzących tygodniach i miesiącach; nikt nie poddaje się przerażeniu lub nienawiści. Prośmy o łaskę, byśmy byli twórcami pokoju. Nigdy nie możemy zwątpić w możliwość pokoju, jeśli budujemy sprawiedliwość (kard. Andre Vint-Trois, metropolita paryski)

To samo mówił nasz polski ks. Jerzy Popiełuszko: nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj. Wprowadzaj pokój – bo takich Bóg nazwał błogosławionymi. Módl się o pokój. Szaleństwo, przemoc, terroryzm, nienawiść – to jedno. My mamy być posłańcami pokoju, właśnie teraz, w takiej sytuacji. Nie podsycać nienawiść, ale budować pokój i o niego prosić. 
Siedzimy spokojnie w ciepłych fotelach i obserwujemy z bezpiecznej odległości to, co się „tam” dzieje, w Paryżu, Bejrucie, gdziekolwiek gdzie dochodzi do przemocy i szaleństwo albo ideologia pchają ludzi do pozbawiania życia innych. Możemy westchnąć i załamać ręce nad losem tych ludzi – ale możemy i powinniśmy też otoczyć ich naszą modlitwą. 
W takich chwilach często – czasami dla zasady, czasami szczerze – pojawiają się pytania: gdzie był Bóg? Był tuż obok – stał, cierpiał i płakał z powodu zła, jakie człowiek w swojej wolności się dopuścił. 

I znowu ks. Draguła, już na zakończenie:

Choć w sercu – co jest naturalnym odruchem – rodzi się gniew, to naszą odpowiedzią nie jest nienawiść, ale krzyż Chrystusa, który nie wzywał do zabijania, ale sam dał się zabić. Z nienawiścią nie walczy się nienawiścią. Ale jedynie krzyżem. Połóżmy krzyż na nienawiści. Tylko tak zadamy jej śmiertelny cios.