Modlitwa, powołanie i działanie

W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy;  Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich. (Łk 6,12-19)

Króciutko dzisiaj – czego nas uczy ten tekst z dzisiejszej liturgii?

Czytaj dalej →

Do wyboru, do koloru?

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. (Mt 22,34-40)

Nigdy w tym kontekście się akurat nad powyższym tekstem nie zastanawiałem. A jednak – kolejny raz pada do Jezusa pytanie, które mógłby wymyślić tylko człowiek z całym swoim „dobrodziejstwem” natury i mankamentami: słabość, grzeszność, skrupulanctwo, czepianie się słówek, etc. 
Z jednej strony – pytanie niby ważne, no bo co jest najważniejsze. Z drugiej strony – jakie to ma znaczenie, które przykazanie jest najważniejsze? Czy to jest jakiś Boży koncert życzeń – dzisiaj wybiorę sobie to, jutro tamto, a pojutrze jeszcze inne (albo żadne)? Nie. Przykazania to jest jakby pakiet, zestaw. Dany dla wszystkich i do całościowego stosowania, wszystkich, ciągle. Przykazanie miłości to jest filar, podstawa – bo każda inna cnota bez miłości jakoś sensu nie ma i trudno powiedzieć, żeby była czymś dobrym – i to ona ma inspirować i być boźdźcem do wszystkiego. Masz kochać wszystkich, choć nie wszystkich musisz lubić. 
Ja wiem, że tak jest wygodnie, że łatwiej. Że to może być jakiś punkt wyjścia, start – Panie Boże, nie radzę sobie z tym wszystkim, spróbuję powoli walczyć ze sobą, dokładać sobie tych przykazań. Nie oceniam, bo to nie moja rola. Ale starajmy się po prostu ich przestrzegać wszystkich – zamiast tracąc czas na usprawiedliwianie, czemu się nie udaje, po prostu poświęcając go na więcej ćwiczenia w ich przestrzeganiu.