Bądź autentyczny w budowaniu swojego kościółka

Jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. (1 Kor 3,9b-11.16-17)

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. (J 2,13-22)
Dzisiaj była pierwsza od dłuższego czasu Msza, w której uczestniczyłem z jakąś taką wyjątkową radością w sercu, ciesząc się, że właśnie teraz, tam i wtedy mogłem się modlić i być częścią uwielbienia Boga ukrytego w Chlebie Eucharystycznym. Czy to dlatego, że w Mszach (w tygodniu) uczestniczę głównie bladym świtem, czasami może nieco zaspany? Chyba nie. Może jakaś rutyna? Trzeba z tym walczyć, to pewne. 
Liturgicznie? Święto bazyliki większej (jednej z czterech) św. Jana na Lateranie, siedziby i katedry biskupa Rzymu od III w.n.e. Centrali Kościoła. Byłem tam w 2004, w dniu audiencji u sługi Bożego Jana Pawła II – a więc 17.02. Niesamowite miejsce. Została nawet pamiątka – dwa Tomki, czyli ja na tle olbrzymiego posągu św. Tomasza. Dwa niedowiarki… 

>>>

Przypowieści na kartach Ewangelii jest więcej niż sporo. Życie ludzkie można przyrównać w nich do wielu rzeczy – talentów, nasion rzucanych na różne podłoże, przeróżnych roślin dających/nie dających oczekiwanych owoców, etc. Wiemy o co chodzi. Można je przyrównać także do budynku – choćby z tekstu o tym, że budować owszem można na piasku, ale dlaczego bardziej opłaca się budowanie na dobrym fundamencie, wskazanym tam jako skała (Mt 7, 24-27). 
Jak się mówi, że człowiek rodzi się jako ta carte blanche – tak można powiedzieć, że rodzimy się jako taki mały, ledwo co założony fundamencik, jakaś tam forma, troszkę budulca. Życie – to jakby ten dalszy proces budowania, aż do efektu finalnego. Mało to developerów czy prywatnych osób plajtuje po drodze, nie dokańczając wymarzonej siedziby firmy czy domu w pocie czoła wznoszonego przez lata? My mamy żyć i budować tak, aby dzień zakończenia tej budowy – życia – był dniem sukcesu, wieńczącym dzieło i trud budowy.
Fundament – życie – mamy od Boga. On je dał, On z niego rozliczy. Tak, jego miłość i wolność, jaką nam oferuje, są takie, że możemy się go wypierać, zanegować nawet, olać i robić wszystko po swojemu, a nawet Jemu na złość. Co i tak nie zmienia faktu – to przed Nim staniemy na samym końcu. Człowiek nie umiera nigdy do końca – umiera po ludzku, a potem pozostaje kwestią, jaka będzie ta jego po śmierci wieczność. Zbawienie? A może po drodze czyściec? A może… Oby nie. 
Warto się postarać, aby bycie świątynią Boga uświadamiać sobie nie tylko czytając ten tekst. To zdecydowanie za mało. Pewnie – dzisiaj w Europie i na świecie popularne jest bezczeszczenie świątyń, zamienianie ich na sklepy, magazyny, dyskoteki, puby… Duch Boży w tych miejscach unosi się nadal (jak wszędzie, nie tylko w kościołach). Duch, którzy obdarza łaską świętości – o ile obdarowany tę łaskę pragnie przyjąć, chce tej świętości. Ten sam Duch jest zawsze w nas i pragnie, aby świątynia mojego i twojego życia lśniła po pierwsze tym, co dobre, święte, prawe, a dalej tym, co autentyczne.
No właśnie – jak to z tym autentyzmem jest? Bo to bardzo ważna sprawa, często pomijana. Ludziom czasami się wydaje, że im więcej takich gombrowiczowskich gęb (kłania się Ferdydurke), tym lepiej. Że w świecie trzeba grać, żeby umieć znaleźć się w każdej sytuacji, dla każdego być kompanem, sojusznikiem, swoim itp. Bo to się opłaca. Bo można jednego kąsać, od drugiego biorąc za to pieniądze, a za chwilę działać dokładnie na odwrót – i zyskiwać dwa razy. Genialne, prawda? 
Genialne – ale w złym sensie. Geniusz obłudy. A Jezus zawsze mówił o prawdzie – takiej, która jako jedyna wyzwala. Jezus do prawdy umiłowania wzywał i nawoływał. A dzisiejszy świątynny obrazek bardzo dobitnie pokazuje przekuwanie przez w/w Jego własnych słów w czyn. W prawie żydowskim nakazane było poszanowanie dla świątyni jako miejsca zamieszkania Boga Jahwe – jednak w praktyce, kwitł tam w najlepsze handel, de facto był to swego rodzaju bazarek, gdzie kupcy handlowali zwierzętami, które Żydzi nabywali w celu złożenia ofiar w świątyni, zgodnie z prawem. Z pozoru – wilk syty, owca cała. Prawo każe składać ofiary – to po co ciągnąć np. jakiś inwentarz z domu, jak można zaopatrzyć się w odpowiedni egzemplarz już w samej świątyni? Pragmatyzm w czystej postaci. 
Czy o to Bogu chodziło, żeby ludzie kupczyli sobie Jemu pod nosem, zakładając dosłowne rozumienie, jakoby Bóg mieszkał w Arce Przymierza, spoczywającej w świątyni? Na pewno – nie. Jezus działa – nie pod wpływem porywczości. On jest po prostu autentyczny w swojej emocji i w swoim podejściu, traktowaniu spraw Bożych. Spraw, które są – tak – najważniejsze, czy to się komuś podoba, czy nie. Radykalnie opowiedział się za tym, co słuszne, i wziął sprawy w swoje ręce. Zrobił porządek. Wyraził zdecydowany pogląd, który zrealizował od razu. 
Czy mnie na to stać? Deklaruję się jako wierzący – w Boga, czy w cokolwiek innego – i czy w sytuacji gdy jakaś elementarna kwestia dotycząca tej mojej wiary, moich przekonań, jest atakowana, potrafię jednoznacznie zająć stanowisko, wypowiedzieć swój sprzeciw? Bić się z myślami to każdy potrafi, do tego nie potrzeba odwagi. Chodzi o działanie, zewnętrzny przejaw. Z tym to gorzej, prawda? 
Trzeba się dzisiaj modlić o odwagę, ale i łaskę, dar autentyczności wyrażania siebie – nie tylko w kwestii swoich pasji, spraw przyjemnych i miłych – ale w każdej sferze życia. Żebym miał odwagę zająć stanowisko, nawet gdy będzie to źle odebrane, jako niepoprawne w ten czy inny sposób. Nie tylko słowem – ale czynem, tym co robię, podejmowanymi decyzjami.
I taka ciekawostka jeszcze – Jezus powywalał wszystkich kupców ze świątyni… poza sprzedającymi gołębie. Przypadek? Nie ma przypadków. Niektórzy komentatorzy biblijni wskazują – gołębie stanowiły przedmiot składany w ofierze przez najbiedniejszych, ubogich. Ciekawy gest, prawda? 
>>>
Ciekawe zaproszenie dla osób z okolicy Trójmiasta – z pewnością warto. Choćby tylko dla ujrzenia na własne oczy zjawiska, jakim jest FPS. Sam pomysł i forma tematu – bardzo trendy, myślę że nie będzie to czas stracony:
Więcej informacji – tutaj. Weź znajomych i poświęćcie swój czas. Ja brałem w tym udział przez szereg lat – gdy środki i możliwości były mniejsze – i nigdy nie żałowałem tego dnia. 
>>>
Zbierałem się z tym od jakiś… 2 miesięcy? Albo i lepiej. Zaczynam cytowanie co lepszych (o ile tak można powiedzieć, oczywiście, subiektywnie) myśli z genialnej książki o. Andrzeja Madeja OMI Dziennik wiejskiego wikarego. Książki, która nie dość, że z formą dziennika niewiele ma wspólnego, to w ogóle nie o wiejskim wikarym traktuje:
Jedno przeczuwam. Wieczność jest dana na zdziwienie. Zdziwienie nie może się skończyć. Ono się ciągle rodzi.

Zatrzaskiwanie drzwi przed Bogiem

Tak nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi. (Łk 13,22-30)

Dzisiejsze ewangelia – piękna kontynuacja tego, o czym pisałem ostatnio. Pozowanie w modlitwie, które w niedzielę ukazał ewangelista jako przykład zupełnie dwóch różnych póz przez Bogiem – to dobry początek, aby znaleźć się na równi pochyłej, prowadzącej do tego, co opisane powyżej: do utraty szansy na zbawienie, zaprzepaszczenia okazji tej wielkiej łaski.

Jest to dość logiczne – Bóg ciągle i niezmiennie pragnie zbawienia człowieka, otwiera drzwi i zaprasza. Człowiek ma całe życie, aby na to zaproszenie odpowiedzieć. Musi jednak sam podjąć co do tego świadomą decyzję, i konsekwentnie ją realizować – z jednej strony otworzyć przed Bogiem drzwi swojego serca, a z drugiej samemu iść w tym kierunku, tą ścieżką, przez te (ciasne, owszem, czasami) drzwi. Oczywiście, człowiek jest mały, słaby i grzeszny, więc raz po raz psuje coś po drodze – stąd ma sakrament spowiedzi, aby wracać na tę ścieżkę, powracać i znowu stawać przed Dobrym Ojcem w drzwiach Jego Domu, do którego zaprasza. 

Kiedyś to nasze życie się kończy – i wtedy następuje sąd, który podsumowuje to wszystko, co i jak w życiu popełniliśmy; czy więcej było tego otwierania Bogu drzwi do swojego serca, prowadzenia Go do serc innych, zmierzania w kierunku Jego otwartych drzwi – czy raczej skupiliśmy się głównie na trzaskaniu Bogu drzwiami przed nosem i szliśmy wszędzie, tylko nie tam, gdzie On zapraszał.
Tak sobie myślę – przy założeniu, że nie wszystkich czeka zbawienie (tak, znowu teoria o. Hryniewicza OMI – bo mi spokoju nie daje ta idea powszechnego zbawienia) i niestety część ludzi sama skaże (lub skazała już – ci, co umarli) się na potępienie – że to mogą być często nie tylko tacy, którzy raz, konsekwentnie odwrócili się do Boga plecami i tak szli przez życie. Że mogą to być tacy faryzeusze – znowu do niedzieli nawiązując – którzy pod maską bogobojnych i sprawiedliwych, tak naprawdę byli zupełnie inni, skupiając się na detalach i formach, ale nie wkładając w to wszystko żadnej treści. Tacy, w których usta dzisiaj ewangelista wkłada słowa Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Nawet się zgadza – ewangelia dokumentuje, że faryzeusze faktycznie chodzili za Nim (choć bynajmniej nie po to, aby się do Jego nauki przekonać, ale by Go na czymś przyłapać, oskarżyć).
Jezus mówi wyraźnie: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Nie wystarczy faryzejska kazuistyka odnośnie Tory, pozorna mądrość, czy setki godzin modlitw – o ile to modlitwy takie, jak w obrazku niedzielnym: robienie laurki sobie samemu, tyle że rozpoczynając od słów Boże… Żadna to modlitwa. Jeśli z prawością u niektórych jest podobnie, jak u faryzeuszy z modlitwą – to nie dziwię się ostrym słowom Jezusa pod ich adresem. Przesłanie jest jasne – słowa i czyn muszą ze sobą współgrać, harmonizować. Nie można modlić się, chodzić na msze – a w pracy obmawiać, okradać pracodawcę, zdradzać małżonka. Trzeba być jednoznacznym: tak – tak, nie – nie. Wtedy postawa ma jakieś znaczenie. Jeśli pełna jest sprzeczności – czy coś w człowieku jest prawdziwe? Co? Która jego część? W zależności od sytuacji – mam wybrać? Nie. Wtedy wszystko jest udawane. 
Nie bójmy się być ostatnimi w tym, co po ludzku wydaje się najważniejsze – a tak naprawdę ani samo w sobie szczęścia nie daje, ani tym bardziej nie jest tak wcale ważne. Ludzie, którzy się tylko na tych sprawach skupiają, sami ułatwiają jakby zadanie innym – robią wszystko, by będąc pierwszymi, znaleźć się na samym końcu. Gdzie już nic nie pozostanie, jak tylko – zaprzepaściwszy wszystko, co Bóg w życiu oferował  raz po raz – liczyć na Jego miłosierdzie.
>>>
Nie wiem, czy zauważyliście – ale zmienił się nieco układ GN. Nie wiem, czy dopiero teraz – czy wcześniej (pisałem już, uciekły mi chyba 2 poprzednie numery). Dział poświęcony liturgii niedzielnej zmienił tytuł na Słowa najważniejsze – dobre. Teksty w węższych, ale dłuższych kolumnach – ponoć tak się lepiej czyta. Nie wiem, czy na stałe – ale podoba mi się to – drugie czytanie jest w formie (tytule) punkty – kilka krótkich myśli x Tomasza Jaklewicza. Zmieniło się także położenie felietonów Asy z rękawa – w bieżącym numerze znajduje się w środku numeru, tuż przed dodatkiem diecezjalnym. Nie rozumiem jednak, czemu genialne teksty Franka Kucharczaka z cyklu Tabliczka sumienia zostały przesunięte… na sam koniec, tuż za okładką (w miejsce, gdzie dotychczas były Asy…?).

Prasówka:

Nie wiem, czy już o tym pisałem – dla mnie GN wystarczy. Innej prasy (no, czasami GP – ale to z przyczyn zawodowych) nie czytam. Warto sięgnąć, jedynie 4 zł (w prenumeracie chyba nawet ciut taniej). 

A skoro już o ochronie życia – zacytuję obszerny kawałek ostatniego felietonu Franka Kucharczaka pt. Mrożenie logiki:

Nadchodzą wybory, więc parlamentarzyści wyciągnęli z sejmowej zamrażarki projekty ustaw dotyczących in vitro. Zmajstrowane w próbówce dzieci w zamrażarce pozostają, tyle że prawdziwej. Ale nie ma się co martwić, bo, jak uspokaja nas w „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Wiśniewska, „wbrew temu co uważają biskupi, zarodki nie ulegają masowej zagładzie, większość z nich mrożenie przeżywa”. Jaka radość. Co prawda wielu ludzi zginęło, ale za to ilu przeżyło! I wylegują się teraz w lodówkach, aż w końcu ktoś ich rozmrozi i wyleje. Tak lekceważąco o manipulowaniu ludźmi może wyrażać się tylko ktoś, kto ich za ludzi nie uważa. Bo też w tym cała rzecz, że nawet ci, którzy teoretycznie zgadzają się, że zarodek to człowiek, często w praktyce w to nie wierzą. Ach, taki zlepek komórek, to nic nie czuje, nic nie wie. Myśli tak nawet wielu chrześcijan, nie zauważywszy nawet, jak takie „zlepki” zareagowały na siebie, gdy Maryja po zwiastowaniu przyszła do ciężarnej Elżbiety. „Poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”. Hej, ludzie! Czy „to”, co w chwili poczęcia nosiła Maryja, to nie był Jezus? A Elżbieta – czy nosiła coś nieokreślonego, co dopiero miało stać się Janem Chrzcicielem?

 >>>

I co? Baruch i x. Sylwester zwrócili dyskretnie uwagę na to, że za długie teksty piszę… Pojawiło się mocne postanowienie poprawy żeby sprężać myśli i krócej pisać. Tylko że chyba nie wyszło.