ŚDM Kraków 2016 z Franciszkiem – dzień 02 – czwartek 28.07.2016

Drugi dzień papieskiej wizyty w Polsce to podróż do Częstochowy na Jasną Górę, gdzie odprawił on o godz. 10:30 Mszę Świętą w intencji 1050. rocznicy Chrztu Polski, po czym przybył na krakowskie Błonia. Ojciec Święty, zgodnie z przewidywaniami, pojawił się także wieczorem w oknie „papieskim” w rezydencji biskupów krakowskich.

Mały komentarz do poprzedniego tekstu – mianowicie spotkania papieża z biskupami w pierwszym dniu pielgrzymki. Rąbka tajemnicy uchylił tu bp. Tadeusz Pieronek, który nazwał spotkanie jako przebiegające w atmosferze rodzinnej, bez przemówień (bp Pieronek zasugerował, jako by tekst taki był gotowy, ale papież z niego nie skorzystał), w ramach którego Ojciec Święty odpowiedział na 4 pytania biskupów: o to, jak docierać do ludzi żyjących bez Boga, o sprawę ubogich, o parafię jako element duszpasterstwa oraz ( 🙂 ) emigrantów.  Rozmowa trwała przeszło godzinę. Co ciekawe, w tej ostatniej kwestii papież miał wskazać przede wszystkim najpierw na potrzebę gotowości do niesienia pomocy, a dopiero następnie wypracowywania sposobu na konkretną formę pomocy. Pro forma – tekst powitania papieża przez przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego.

W czasie Mszy Świętej w rocznicę Chrztu Polski papież mówił o Jezusie jako Panu i Bogu, ale tym, który nie tyle jest obok, ale idzie drogami tej historii obok każdego z nas. Papież mówił, że objawienie się Boga zawsze ma miejsce w małości; tego Boga, który zasiada z nami do stołu, który pragnie i dopełnia komunii z nami. Mówi nam, że Pan nie utrzymuje dystansów, ale jest bliski i konkretny, jest między nami i troszczy się o nas, nie decydując za nas i nie zajmując się kwestiami władzy. Ostrzegał – nie mam wątpliwości, że przede wszystkim polityków, choć dotyczy to właściwie każdego – że pragnienie władzy, wielkości i sławy jest rzeczą tragicznie ludzką i jest wielką pokusą, która stara się wkraść wszędzie; dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie wypełniając codzienność – to subtelnie Boskie. Bóg wybiera prostaczków, dlatego powołuje ludzi prostych i gotowych, by byli Jego rzecznikami i im powierza objawienie swojego imienia i tajemnic swego Serca. I w tym wszystkim – Bóg pozostaje konkretny – komunikuje się z ludźmi, spędzając z nimi czas i to w konkretnych sytuacjach. W naszej historii ta relacja często dokonywała się przez ręce Maryi – przestrzeni zachowanej w wolności od zła, w której Bóg się odzwierciedlił; schodów, które przemierzył ​​Bóg, aby zejść do nas i stać się bliskim i konkretnym. Każdemu z nas życzył, aby każdemu Polakowi wskazywała ona drogę i pomaga tkać w życiu, pokorną i prostą treść Ewangelii. W tym kontekście przytoczę cały cytat pięknej wypowiedzi o Maryi:

Tutaj, na Jasnej Górze, podobnie jak w Kanie, Maryja oferuje nam swoją bliskość i pomaga nam odkryć, czego brakuje do pełni życia. Teraz, podobnie jak wówczas, czyni to z macierzyńską troską, ze swoją obecnością i dobrą radą, ucząc nas unikania arbitralnych decyzji i szemrań w naszych wspólnotach. Jako Matka rodziny chce nas strzec razem: wszystkich razem. Wasz naród pokonał na swej drodze wiele trudnych chwil w jedności. Niech Matka, mężna u stóp krzyża i wytrwała w modlitwie z uczniami w oczekiwaniu na Ducha Świętego, zaszczepi pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi, nigdy nie ulegając pokusie izolowania się i narzucania swej woli. (…) jest taką Matką, która bierze sobie do serca problemy i interweniuje, która potrafi uchwycić trudne chwile oraz dyskretnie, skutecznie i stanowczo o nie zatroszczyć się. Nie jest władczynią i głównym bohaterem, ale Matką i służebnicą. Prośmy o łaskę, abyśmy sobie przyswoili Jej wrażliwość, Jej wyobraźnię w służbie potrzebującym, piękno poświęcenia swojego życia dla innych, bez szukania pierwszeństwa i dzielenia. Niech Ona, Przyczyna naszej radości, która wnosi pokój pośród obfitości grzechu i zawirowań historii, wyprasza nam obfitość Ducha Świętego, abyśmy byli sługami dobrymi i wiernymi. Niech za Jej wstawiennictwem pełnia czasu odnowi się również dla nas. Na niewiele się zda przejście między dziejami przed i po Chrystusie, jeśli pozostanie jedynie datą w kronikach historii. Oby dokonało się dla wszystkich i każdego z osobna przejście wewnętrzne, Pascha serca ku stylowi Bożemu ucieleśnionemu przez Maryję: działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym i otwartym sercem.

Szkoda, że dla wielu najważniejszym wydarzeniem z tej części dnia była sytuacja, w której papież potknął się przy drodze do ołtarza na Jasnej Górze. Mam wrażenie, że wielu właśnie to zdjęcie podawało sobie najczęściej…

Ciekawostka – po drodze do Częstochowy (ostatecznie samochodem, zamiast helikopterem) papież nie tylko odwiedził w szpitalu nieprzytomnego kard. Franciszka Macharskiego, ale spotkał się również z siostrami prezentkami (Zgromadzenie Panien Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, pochodzące zresztą z Krakowa i założone przez Polkę Zofię Czeską). Dlaczego akurat u nich? Jak to u Franciszka bywa – spontanicznie i bardziej niż prozaicznie. Siostry z tej wspólnoty zakonnej pracują z papieżem, i rzymska przełożona zaproponowała mu odwiedzenie zakonnic w Krakowie. Papież oczywiście się zgodził.

Po południu, w strugach deszczu, Franciszek przejechał tzw. papieskim tramwajem (bydgoska Pesa w watykańskich barwach) na krakowskie Błonia, w towarzystwie przedstawicieli osób niepełnosprawnych. Pewnie się nie zdziwisz: pomimo przewidzianego dla niego miejsca siedzącego, całą drogę dyskutował z pozostałymi pasażerami tramwaju – po czym po przejechaniu kilku przystanków wsiadł do papamobile, którym dojechał na Błonia. Brawo dla władz krakowskiego grodu: tramwaj nie trafi do muzeum, będzie po prostu jeździł po mieście, a nawet celowo nie oznaczono w nim „papieskiego” fotela. Prostota i użyteczność. Za to papież otrzymał pamiątkę – miniaturę tramwaju.

Podczas powitania młodzieży przybyłej na ŚDM na Błoniach Ojciec Święty najpierw dziękował św. Janowi Pawłowi II, stąd zresztą pochodzącemu, za ideę i dzieło tych spotkań, służących temu, aby świętować żywą obecność Jezusa pośród nas. Wielu zadaje pytanie – po co takie „spędy”, po co to wszystko – i papież wyjaśnił to w kilku zdaniach:

Czy jest jakaś lepsza okazja, by odnowić naszą przyjaźń z Jezusem, niż umocnienie przyjaźni między wami! Czy istnieje jakiś lepszy sposób umocnienia naszej przyjaźni z Jezusem, niż dzielenie jej z innymi! Czyż jest lepszy sposób, by doświadczyć radości Ewangelii, niż chęć „zarażenia” Jego Dobrą Nowiną w wielu sytuacjach bolesnych i trudnych!

Padły słowa, w mojej ocenie bardzo ważne: że Polska chce być wiecznie młodym obliczem Miłosierdzia. Mówił, że nie ma nic piękniejszego niż podziwianie pragnień, zaangażowania, pasji i energii, z jaką wielu młodych ludzi przeżywa swoje życie. To jest piękne. A skąd się to bierze? Kiedy Jezus dotyka serca młodego mężczyzny, czy młodej dziewczyny, to są oni zdolni do naprawdę wielkich dzieł. To budujące, słyszeć jak dzielą się swoimi marzeniami, swoim pytaniami oraz swoim pragnieniem, by przeciwstawiać się tym wszystkim, którzy mówią, że nic nie można zmienić.

Miłosierdzie ma zawsze młode oblicze. Serce miłosierne ma bowiem odwagę, by porzucić wygodę; serce miłosierne potrafi wychodzić na spotkanie innych, potrafi objąć wszystkich. Serce miłosierne potrafi być schronieniem dla tych, którzy nigdy nie mieli domu lub go stracili, potrafi stworzyć atmosferę domu i rodziny dla tych, którzy musieli emigrować, jest zdolne do czułości i współczucia. Serce miłosierne potrafi dzielić swój chleb z głodnym, serce miłosierne otwiera się, aby przyjmować uchodźców oraz imigrantów. Powiedzieć wraz z wami „miłosierdzie”, to powiedzieć: szansa, przyszłość, zaangażowanie, zaufanie, otwartość, gościnność, współczucie, marzenia. Słowem, czy jesteście zdolni do marzeń? Kiedy serce jest otwarte, jest zdolne do marzeń, jest w nim miejsce na miłosierdzie, czułość wobec cierpiących, miejsce, by stanąć obok tych, którzy w sercu nie mają pokoju, albo którym brakuje tego, co potrzebne do życia albo brakuje im najpiękniejszej rzeczy – wiary.

Papież bardzo jasno powiedział, że wszyscy przybyli na te właśnie Błonia, aby pomóc sobie nawzajem, bo nie chcemy pozwolić, żeby okradziono nas z tego, co w nas najlepsze, nie chcemy pozwolić, żeby nas ograbiono z energii, radości, marzeń, dając w zamian fałszywe złudzenia.

Jezus Chrystus jest tym, który potrafi obdarzyć prawdziwą pasją życia, Jezus Chrystus jest tym, który nas prowadzi do tego, byśmy nie zadowalali się byle czym i dawali to, co w nas najlepsze; to Jezus Chrystus, stawia nam wyzwania, zachęca nas i pomaga nam, by powstawać za każdym razem, kiedy uważamy siebie za przegranych. To Jezus Chrystus pobudza nas do podniesienia wzroku i do wzniosłych marzeń. Ktoś może powiedzieć – to takie trudne marzyć o podniosłych rzeczach, zawsze iść pod górę, jestem słaby, upadam. Ja się staram wysilam, ale wiele razy upadam. Alpiniści, kiedy idą w góry, śpiewają piękną pieśń, w której takie słowa: „w sztuce wspinania liczy się nie to, by nie upadać, ale by nie zostać w upadku”. Jeśli jesteś słaby, upadasz, popatrz do góry – tam jest ręka Jezusa, która pomoże Ci wstać. Ręka Jezusa zawsze jest gotowa, by nas podnosić, kiedy upadamy.

Zaangażuj nas wszystkich w przygodę miłosierdzia! Zaangażuj nas w przygodę budowania mostów i burzenia murów (płotów i zasieków); zaangażuj nas w przygodę spieszenia z pomocą ubogiemu, temu, kto czuje się samotny i opuszczony, kto już nie odnajduje sensu swego życia. Naucz nas, jak Marię z Betanii, słuchania tych, których nie rozumiemy, tych którzy pochodzą z innych kultur, innych narodów, a także tych, których się boimy, sądząc, że mogą nam wyrządzić zło. Spraw, abyśmy skierowali nasze spojrzenie, jak Maryja z Nazaretu podczas nawiedzenia Elżbiety, ku naszym seniorom, ludziom w podeszłym wieku, dziadkom, aby nauczyć się ich mądrości.

Nie znalazłem oficjalnego tekstu tego, co Franciszek powiedział do młodych wieczorem w oknie papieskim, posiłkuję się witryną ŚDM (są też nagrania na Youtubie). W tłumie były młode małżeństwa – także w ślubnych strojach – i stąd w dużej mierze do nich oraz do rodzin mówił Ojciec Święty, o trudzie i pięknie podejmowania decyzji o założeniu rodziny. Wskazał na 3 bardzo ważne w małżeństwie słowa: „pozwól”, „dziękuję”, „wybacz”.

Zawsze pytać współmałżonka: żona męża i mąż żonę. Co myślisz? Co myślisz o zrobieniu tego? Drugim słowem jest wdzięczność. Ile razy małżonek musi powiedzieć żonie: dziękuję i ile razy żona musi powiedzieć mężowi: dziękuję. Trzecim słowem jest „przepraszam”. Jest to słowo, które trudno wymówić. W małżeństwie zawsze małżonek w jakiś sposób się myli. Trzeba to sobie uświadomić i prosić o wybaczenie. Proszenie o wybaczenie czyni wiele dobra

I taka – może nieco gorzka – uwaga na koniec. Sądząc po tym, co słyszę/czytam odnośnie wypowiedzi papieża, a komentarzy czy wypowiedzi osób publicznych i polityków, mam wrażenie, że czasami nie odnoszą się oni do tych samych słów papieża, które ja słyszałem/czytałem. Jakby o inne słowa albo innego papieża chodziło? Trochę tak, jak gdy w środę papież życzył młodym dobrej nocy i tego, aby hałasowali (świętowali) całą noc, co tłumacz przełożył jako… prośbę o nie hałasowanie :/ Albo – tak ogólnie – wypowiedź jednego z polityków, nota bene prawicy, który autorytarnie wskazał, że papież nie mówi nic odkrywczego, ogólniki, a w ogóle to żaden asceta i obżera się spaghetti. Współczuję ludziom, dla których właśnie to jest w tym szczególnym czasie najważniejsze, albo że w ogóle wpadają na tak… dziwaczne pomysły.

Żeby nie kończyć pesymistyczne 🙂 coś na plus. Taka mała obserwacja. ŚDM trwają w najlepsze, ja za to w pracy, codzienność właściwie bez zmian. I w tej sferze czy to zawodowej, czy to na ulicy, w komunikacji, słyszanych urywkami rozmowach czy nawet aktywności ludzi w internecie – widzę, że wszyscy przeżywają to, że Franciszek jest w Polsce. Nie tylko ci z pierwszych ławek kościołów, z aktywnych wspólnot. Zastanawiam się, czy nawet nie bardziej – i w coraz większej ilości – zasłuchują się w Brata Miłosierdzia właśnie ci pozostali: mający bardziej niż luźny stosunek do wiary, otwarcie kontestujący Kościół, atakujący księży itp. Słuchają i ze zdziwieniem stwierdzają: kurczę, on mówi bardzo konkretnie i prosto, coś w tym jest, to jest naprawdę mądre. A poza tym nijak nie pasuje do stereotypu Kościoła, albo obrazu, jaki niektórzy mają w związku z własnymi bolesnymi doświadczeniami Kościoła. Modlę się o dobre owoce tego zasłuchania 🙂

Dodaj komentarz