Przez krzyż do zwycięstwa #02: krzyż na ramionach

Autorskie rozważania poszczególnych stacji Drogi Krzyżowej, które powstają spontanicznie w Wielkim Poście AD 2017. Postaram się, aby pojawiały się 2 razy w tygodniu. Zapraszam do wspólnej wędrówki tą drogą. Zdjęcia to poszczególne stacje drogi z mojego kościoła parafialnego. 

Wyrok wydany, nasz Pan zniósł już biczowanie. To jednak nadal początek Jego drogi, która miała całą Jego naukę i Jego samego unicestwić. Już wtedy był osłabiony, po biczowaniu, ale ówczesne prawo przewidywało, że skazaniec sam musi sobie wnieść na miejsce wykonania kary narzędzie męki. Tej belki nikt zamiast Niego nie mógł ponieść. Ot, dodatkowa trudność, dosłownie kłoda – nie tyle kładziona pod nogi, co na poranione barki i plecy.

Pewnie mało kto z obserwujących te wydarzenia przypomniał sobie słowa Jezusa: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9, 23-24). Kto by na to zwrócił uwagę w tym amoku, tłumie, przy takiej ilości agresji, jaka otaczała Jezusa właśnie tam? Bóg-człowiek, który z niewielkimi wyjątkami był na tej krzyżowej drodze sam, nie prosi o to, abyś tylko szedł tam z Nim; prosi, abyś nie bał się tego krzyża, który jest dla ciebie, abyś go przyjął. Bo czym innym jest samo już dźwiganie krzyża – po prostu idziesz, póki starczy sił – niż jego uprzednie przyjęcie, przed którym tak często się wzbraniam po prostu ze strachu.

Z perspektywy tych 30 z hakiem lat mojego życia widzę, że krzyż na różnych etapach życia się pojawia i jest, tylko bywa po prostu inny. Co innego jest krzyżem dla ucznia szkoły podstawowej, co innego dla studenta, a jeszcze inne krzyże potrafią pojawić się w życiu osoby dorosłej: dotyczące mnie, rodziców, małżonka, dzieci, teściów. Te różne kłopoty, trudności, doświadczenia pojawiają się i nie raz człowiek ma ochotę po prostu rzucić wszystko i zamknąć się w sobie. Bardzo często jeszcze zanim spróbuję się z tą rzeczywistością krzyża zmierzyć. Poddaję się od razu, z góry zakładając swoją porażkę – jak często właśnie dlatego, że boję się wysiłku? I to wszystko pomimo tego, co powiedział Jezus: skoro za Mną idziesz, to walcz, zapieraj się, nie poddawaj, a ja ten krzyż będę niósł z tobą.

W tej stacji prośmy Boga o odwagę stanięcia w prawdzie przed rzeczywistością tego mojego własnego krzyża, abym umiał mężnie go przyjąć, nie uciekać, nie wymigiwać się od niego. Jaki by on nie był i kiedy by on się nie pojawił. O łaskę umiłowania krzyża – który wiem, że będzie trudny i bolesny. Módlmy się także o siłę dla tych wszystkich, którzy o krzyżu dają piękne i bardzo często zupełnie niezauważane świadectwo – w pokorze i samotności niosąc go niekiedy latami.

Dodaj komentarz