Przez krzyż do zwycięstwa #01: skazanie

Autorskie rozważania poszczególnych stacji Drogi Krzyżowej, które powstają spontanicznie w Wielkim Poście AD 2017. Postaram się, aby pojawiały się 2 razy w tygodniu. Zapraszam do wspólnej wędrówki tą drogą. Zdjęcia to poszczególne stacje drogi z mojego kościoła parafialnego. 

Ta Droga Krzyżowa od początku jest szlakiem paradoksów. Oto On – Zbawiciel – który od początku, do swego narodzenia i przyjścia na świat jako człowiek de facto był uznawany za wyczekiwanego Mesjasza, Króla królów, Pana i pomazańca Boga, staje przed sądem. Staje przed człowiekiem, który paradoksalnie bardzo się Go boi (J 19, 8). Staje przed namiestnikiem, który do władzy doszedł nie przez pochodzenie, ale korzystne dla siebie małżeństwo. Przed Piłatem, który niby chce Mu pomóc (J 18), ale – jak to często z nami bywa – tego „chcenia” nie wystarczy, ugina się pod presją tłumu.

To skazanie jest o tyle kuriozalne, że – poza Piłatem, który, choć teatralnie umył ręce, musiał formalnie sam wydać wyrok – przecież wyroku skazującego domagał się Jego naród, Żydzi, Naród Wybrany. Ci, którzy tyle wieków na Jezusa czekali i którzy nie rozpoznali chwili swojego nawiedzenia (Łk 19, 44). Jak to możliwe? Bo Królestwo Jego nie jest z tego świata (J 18, 36). Bóg przychodzi do człowieka, a człowiek skazuje Boga zarównoi ustami ludu, jak i wyrokiem władzy. Za co skazuje? Piłat przecież powiedział wprost, że nie widział w Jezusie winy (J 19, 4). Człowiek pozbywa się Boga – ot, dla świętego spokoju.

Popatrz, z i za Jezusem przez te 3 lata działałności szły takie tłumy! Tyle osób za nim podążało, tyle było cudów, uzdrowień, cudownych rozmnożeń pożywienia. Ile osób było z Nim teraz? Do Ogrójca dotarła niewielka garstka uczniów, która za chwilę się rozpierzchła ze strachu – ilu z nich było z Jezusem na krzyżowej drodze? Tylko Jan, w tłumie, który jako jedyny stał potem pod krzyżem (tradycja mówi, że z tego powodu jako jedyny z apostołów umarł śmiercią naturalną, nie został męczennikiem). Tak to właśnie jest z nami: zaczynamy wszystko pełni zapału, pomysłów, inicjatywy, energii. Potem zaczynają się przysłowiowe „schody”, trudności, gdzieś tam jakaś pokusa, presja otoczenia, może po prostu delikatne uśmiechy politowania. I odpuszczamy – to, za co się zabraliśmy, co tak planowaliśmy i wizualizowaliśmy. I zostawiamy tego Jezusa samego – przecież beze mnie On też sobie poradzi, prawda? W chwili wydawania wyroku Zbawca jest po prostu sam.

W tej stacji prośmy Boga o dwie rzeczy. O uwolnienie naszych serc i języków od pokusy oceniania i wydawania wyroków o drugim człowieku. Ale także o łaskę konsekwencji i siłę do tego, aby wytrwać w tym, co postanawiam i podejmuję, nie tylko w kontekście Wielkiego Postu; abym nie stchórzył.

Dodaj komentarz