Problem komunikacyjny i reakcyjny polskiego Kościoła

W ostatnim wydaniu GN z dużym zaciekawieniem przeczytałem artykuł Bogumiła Łozińskiego pt. Reguły gry.

Niestety, łącznie ze zmianą serwisu internetowego, GN postanowił (w czym nie ma nic złego) udostępniać swoje teksty w internecie w całości jedynie w formie płatnego e-wydania. Zmieniła się zatem dotychczasowa praktyka – pod koniec tygodnia, albo po wydaniu kolejnego numeru, zawartość chyba praktycznie cała numeru poprzedniego była bezpłatnie dostępna w internecie. Oznacza to, że dzisiaj mogę podlinkować tylko kawałek, i co najwyżej zachęcić do przeczytania odpłatnie całości. Warto. 

Redaktor Łoziński opisał, bardzo obiektywnie i sensownie, jak to nasz Kościół polski – konkretnie w osobach swoich hierarchów – nie radzi sobie z istnieniem w mediach i reagowaniem na poszczególne sytuacje, wydarzające się na bieżąco, a tegoż Kościoła dotyczące. Skupił się na kwestii, o której od dłuższego czasu jest mowa, mianowicie na deklarowanych wprost w mediach przez Premiera i rząd planach likwidacji Funduszu Kościelnego. A konkretnie, niezrozumiałych i niepoważnych deklaracjach ze strony rządzących, w stylu „zamierzamy zmienić”. Owszem, zamierzać można, jednak zapominają o regulacjach konkordatu jako umowy pomiędzy RP a Stolicą Apostolską, która to umowa międzynarodowa wprost wskazuje, że tego typu zmiany powinny być przygotowywane i ustalane nie samodzielnie przez którąkolwiek ze stron, ale przez obydwie strony w drodze negocjacji. 
Problem problemem, kwestia w tym tekście poboczna, albo bardziej tło. Problemem jest to, co wynika z obserwacji reakcji hierarchii. Czyli jej braku. Co jest zupełnie niezrozumiałe, jako że w mediach liczy się szybkość tejże reakcji, o czym wiedzą wszyscy. Tym bardziej, że wypowiedzieć w tej kwestii mogło się kilka osób – Przewodniczący KEP, Sekretarz Generalny KEP czy biskup stojący na czele odpowiedniej Komisji KEP (ok, zareagował dość lakoniczną odpowiedzią… 2 dni później). Trudno się jednak dziwić polityce KEP, gdy – jak czytamy w tekście redaktora Łozińskiego:

Gdy w wywiadzie przeprowadzonym trzy miesiące temu zapytałem przewodniczącego episkopatu abp. Józefa Michalika, czy episkopat wypracował jakąś metodę przeciwstawienia się złemu obrazowi Kościoła w mediach, odpowiedział, że to katolicy świeccy w nich pracujący powinni dbać o jego wizerunek. To prawda, ale jeszcze większa odpowiedzialność za obraz Kościoła w przestrzeni publicznej spoczywa na ludziach stojących na jego czele, którzy z racji pełnionej funkcji mają tytuł do wypowiadania się w jego imieniu.

Niestety, nie rozumiem (chyba nie jedyny) takiego podejścia. Decydować to mają biskupi, a dbać o dobry wizerunek Kościoła, w którym decydują biskupi, mają… sami świeccy? Jakieś totalne nieporozumienie. Kościół sam powinien w osobach swoich hierarchów zrozumieć, że dzisiaj, gdy ludzie czerpią – także o Kościele – informacje głównie z mediów, to sam Kościół w osobach właśnie hierarchów powinien umieć reagować na bieżąco. Nie chodzi o eskalowanie konfliktu (który wydaje się, prędzej czy później, przy takiej postawie rządu raczej nieunikniony), ale zdecydowane, choć wyważone stanowisko: w odniesieniu do prezentowanych pomysłów rządu, Episkopat wskazuje na taką a taką regulację konkordatu, dotychczasową praktykę i przypomina, iż ustalenia takiej materii powinny być negocjowane i ew. zmieniane w drodze kompromisu pomiędzy Kościołem a rządem, nie zaś jednostronnych deklaracji i podejmowanych przez rząd w oparciu o nie czynności.    
Zabrakło tego. Padło kilka wypowiedzi ze strony niektórych kościelnych specjalistów – m.in. ks. prof. Walencika, znawca prawa kanonicznego. Chwała im za to, chociaż oni zachowali się tak, jak powinni, wykorzystując swoje kompetencje i wiedzę. Tylko że powinien to być głos wtórujący przy zdecydowanych wypowiedziach przedstawicieli Episkopatu, a nie – fachowa, ale jednak prywatna i pojedyncza – opinia pewnego księdza. Brakuje mi tutaj – i nie chodzi o to, że pochodzę z diecezji gdańskiej – zdecydowanego głosu abp. Tadeusza Gocłowskiego, który w czasach, gdy był metropolitą gdańskim nie wahał się zdecydowanie reagować w podobnych sytuacjach. 
Dziwi też to szczególnie w kontekście tego, że Sekretarzem Generalnym KEP został przecież niedawno człowiek nie dość, że młody, to jeszcze z kilkuletnim już „stażem” jako biskup (swego czasu, w chwili nominacji, najmłodszy na świecie) – czyli osoba, dla której realia działania mediów są na pewno dobrze znane, i która w mediach takich jak internet z pewnością porusza się swobodnie, rozumiejąc tym samym konieczność szybkiej i konkretnej reakcji w sytuacjach jak bieżąca, dotycząca kwestii, w której stanowisko Kościół powinien zająć możliwie szybko. A, jak na razie, nie potrafi – mimo, iż jest ono oczywiste, nie wymaga żadnego wypracowywania. 

Jeden komentarz do “Problem komunikacyjny i reakcyjny polskiego Kościoła&rdquo

  1. Baruch pisze:

    Nie oszukujmy się – rzeczywiście jest bzdurą oczekiwanie, że o wizerunek kościoła zatroszczą się świeccy jeśli nie będą się o niego troszczyć w pierwszej kolejności hierarchowie. Inna rzecz, że po trosze tak sobie naszych biskupów "wychowaliśmy", że wielu z nich stylem bycia i życia przypomina bardziej księciów niż apostołów. Nasze parafie często się tak do Wielkanocy nie przygotowują jak do jakiejś wizyctacji bpa. A współczesnego Wyszyńskiego – nie ma. Daję sobie głowę uciąć, że wielu katolików w kraju nawet nie zna nazwiska obecnego Prymasa.

Dodaj komentarz