O duszpasterzu i ekumeniźmie

Skończyłem czytać książkę pożyczoną od mamy, mianowicie rozmowy Bożeny Szaynok z o. Ludwikiem Wiśniewskim OP opatrzone tytułem „Duszpasterz”. Kolejny ciekawy tegoroczny tytuł spod znaku Znaku (gra słowna zamierzona). 
Zainteresowałem się książką nie tylko z polecenia mamy, ale przede wszystkim po tym, jak kilka lat wstecz miałem okazję słuchać o. Wiśniewskiego jako jednego z uczestników dyskusji panelowej, jaka odbyła się w Urzędzie Miasta Sopotu w związku z promocją książki dr. Aleksandra Halla „Osobista historia III RP”. Spotkanie było ciekawe, różne osoby w różny sposób i poruszając różne zagadnienia wypowiadały się w jej toku, mniej lub bardziej trafnie czy w ogóle na temat. A o. Ludwik zabrał głos może max 3 razy, ale to co powiedział, było bardziej trafne niż wszystkie pozostałe razem wzięte. Trafiał do serca, choć mówił nie tylko o sprawach wiary, ale głównie w kontekście książki o problemach społecznych Kościoła, o roli osób które czy to w okresie PRLu, czy także dzisiaj odgrywały rolę w polityce, nie wstydząc się swoich poglądów na temat wiary i należnego jej miejsca w przestrzeni publicznej.
Później był szum medialny wokół listu, który o. Wiśniewski napisał do nuncjusza apostolskiego w Polsce, w mojej ocenie zdecydowanie słusznie akcentując problemy polskiego Kościoła, konkretnie, nazywając je po imieniu. KEP był on nie w smak, bo w dużej mierze punktował słabości właśnie biskupów, więc z wielu stron padały pod adresem autora listu różne dziwne zarzuty, niezrozumiałe dla mnie posądzenia go o szkodzenie tym listem Kościołowi. Niezrozumiałe tym bardziej, że wnioski z listu były konkretne i wg mnie sensowne – propozycja debaty nad sytuacją Kościoła w Polsce w celu podjęcia próby zaradzenia obecnej sytuacji, debat z udziałem wszystkich mieszczących się w tym Kościele, bez względu na prezentowane poglądy. Z w/w książki dowiedziałem się, co mnie jeszcze bardziej zniesmaczyło, że o. Wiśniewski i abp. Michalik, który był jednym z najgłośniej krzyczących na autora w kontekście listu, znali się z czasów wspólnych studiów na ówczesnej ATK, byli na „ty”. Nie rozumiem więc tym bardziej takiego a nie innego zachowania abp. Michalika i jego zarzutów wobec o. Ludwika – są one tylko o tyle zrozumiałe, że de facto list adresowany był w pewnym sensie właśnie do niego jako przewodniczącego KEP.

Ja tę książkę bardzo polecam. Wyłania się z niej obraz człowieka, który zarówno dla ludzi, jak i dla Polski zrobił wiele. Owszem, był niepokorny, nie bał się podejmować decyzji, na które krzywo (mniej lub bardziej słusznie) mogli patrzeć jego przełożeni. Ale działał i to na polu, na którym niezbyt wielu w tamtych czasach (o. Ludwik do dziś) działało. Nie siedział i nie czekał na ludzi w kościele czy w zakrystii – ale wychodził do nich, sam ich szukał, a przychodzili nie tylko ci, którzy z Bogiem i Kościołem żyli dobrze, ale wręcz przeciwnie.

>>>

Wiele dzieje się w tych dniach na polu ekumenizmu. Od dłuższego czasu media katolickie wskazują – słusznie – iż nigdy w historii nie było tak blisko pojednaniu lefebrystów (Bractwo św. Piusa X) ze Stolicą Apostolską. Owszem, ekskomunikę Benedykt XVI zniósł, jednak nadal nie jest uregulowany statut Bractwa w Kościele. Niektóre tytuły odtrąbiły wręcz już sukces i pojednanie, jednak okazuje się, iż samo Bractwo w osobach jego 4 biskupów jest podzielone w zakresie stanowiska wobec wypracowywanej z Watykanem preambuły doktrynalnej. Co ciekawe, układ głosów nie jest równy – „za” jest przełożony generalny bp Bernard Fellay, „przeciw” zaś pozostali 3 biskupi. Istnieje szansa, iż powstanie więc kolejna – na wzór Opus Dei – prałatura personalna, na której czele bp. Fellay właśnie mógłby stanąć. Pytanie – czy w jej ramach uregulowana zostanie w całości kwestia lefebrystów, czy też dojdzie do podziału, część podąży za bp. Fellayem do pełnej jedności z Kościołem, a część wybierze inną drogę? Możliwe jest jeszcze jedno rozwiązanie – wszyscy albo nikt – na które powołuje się portal wiara.pl: „Watykaniści sądzą, że słowa te wskazują, iż warunkiem jedności z Rzymem będzie podpisanie przez każdego z biskupów i księży preambuły doktrynalnej”. Jest pole do modlitwy.

Jest już natomiast praktycznie pewne, że w 2012 r. dojdzie do zjednoczenia wspólnot reformowanej i luterańskiej we Francji, w ramach której kościół luterański przestanie istnieć, zaś jego członkowie staną się członkami kościoła reformowanego, funkcjonującego odtąd jako Zjednoczony Kościół Protestancki we Francji. Będzie to wspólnota ok. 350 000 wiernych. Jak wskazuje wiara.pl, „wybrano model pojednanej różnorodności: powstanie jeden synod, pastorzy będą posługiwać obu wspólnotom, natomiast obie rodziny duchowe będą nadal istnieć w swej specyfice, szczególnie w dziedzinie liturgii i organizacji lokalnej.” Trzeba się cieszyć z tego pojednania, choć faktem jest, iż wspólnota bardziej liberalna wchłania tę bardziej tradycyjną. Jest to jednak krok na przód, ku budowaniu jedności. Krok w dobrym kierunku. 

Dodaj komentarz