Miej serce i patrz sercem

Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: „Cóż mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni”. Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali Go: „Nauczycielu, co mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono”. Pytali go też i żołnierze: „A my, co mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie”. Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę. (Łk 3,10–18)

Adwent to czas w liturgii Kościoła, gdy stawia on przed nami w szczególny sposób postać proroka przełomu czasów – tego, który bezpośrednio poprzedził Jezusa na ziemi, który wskazał Go palcem, i który finalnie oddał życie jeszcze zanim nastąpiła Męka Jezusa. Właśnie Jana Chrzciciela. Czemu ludzie przychodzili do Jana? Z tego samego powodu, z jakiego ludzie przychodzą dzisiaj do Jezusa i pytają – nauczycielu, co mamy czynić?

Tamci być może nawet nie wiedzieli, z kim dokładnie mieli do czynienia, może myśleli, że oto staje przed nimi sam Mesjasz (czemu Jan przecież zaprzeczył, i tu, i w innym miejscu [J 1, 19-24]). Autor natchniony sam przyznaje, że „snuli domysły”. Szukali drogowskazu, człowieka, który powiedział by im, jak mają żyć. Przychodzili, bo pchała ich nadzieja, wierzyli obietnicy Pisma Świętego. 

Słowa Jana sprzed tygodnia (02. niedziela Adwentu) mogły się wydawać nieco niezrozumiałe: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (Łk 3,1-6). Dla nas dzisiaj wydawać się to może jasne – przecież on mówił o Jezusie, my wsłuchujemy się w te słowa w czasie radosnego oczekiwania u początku nowego roku liturgicznego na Światłość Świata, Jezusa, który ma się narodzić w Betlejem.

Część z tych ludzi pewnie nie można było wtedy nazwać pobożnymi Żydami, albo nawet nie należeli do Narodu Wybranego. Inni może starali się żyć zgodnie z przepisami Prawa Mojżeszowego, wypełniać drobiazgowo jego nakazy, ale równocześnie kierowali się sercem. Dzisiaj jest podobnie – do Boga zwracają się ci, którzy nigdy wcześniej nie mieli z Nim nic do czynienia, ale równocześnie tacy, którzy postanowili dotychczas nie „naprzykrzać się” Mu, nie budująs w sobie wiary, nie żyjąc sakramentami. A więc i tacy, którzy Go nigdy nie spotkali, jak i ci, którzy już Go poznali, i chcą więcej. 

Nikt z nas nie zaprzeczy, że w poszczególnych momentach życia każdego z nas dopada pytanie o sens, o to, co zrobić ze swoim życiem, kim być. Takie właśnie „A my, co mamy czynić?”. Niektórym się wydaje, że Bóg piętrzy przed nami trudności, wystawia na próbę, czasami tylko łaskawie wyciąga rękę – a tu się okazuje, że to, o czym w dzisiejszym tekście mówi Jan, jest całkiem proste. Podziel się. Miej otwarte serce na drugiego człowieka. Nie bądź świnią, nie oszukuj. Można powiedzieć – miej serce i patrz sercem.

Nie kombinuj. Bóg sam przyjdzie do ciebie – odnajdziesz go w oczach ludzi, którzy staną na twojej drodze. Bądź człowiekiem, wtedy spotkasz go w innych ludziach. 

Czy będzie lekko, łatwo i przyjemnie? Nie zawsze, a pewnie wręcz rzadko. Ale to nie ma znaczenia:

Bracia: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. (Flp 4,4–7)

Te słowa św. Pawła z II czytania – bardzo zresztą przeze mnie lubiane – mówią o radości zawsze i wszędzie. Nie tylko wtedy, gdy się wszystko układa; wręcz przeciwnie. Te właśnie przymioty – radość, łagodność, ufność, dziękczynienie, pokój – to sposób, aby moje serce z radością oczekiwało na Pana, zawsze: nie tylko w tym kolejnym Adwencie mojego życia, ale na progu każdego dnia, który On mi daje. 

Dodaj komentarz