Wszyscy Święci w Warszawie

Kolejny raz przyjechałem dzisiaj do Warszawy, zawodowo, bo na szkolenie. Precyzyjnie – z Warszawy miałem transport do pewnego ośrodka nieopodal stolicy, gdzie szkolenie się odbywa przez kilka dni. I któryś już raz pomyślałem, że chciałbym wejść do jakiegoś kościoła na chwilę modlitwy.

Taka myśl kiedyś gdzieś tam już była, jakoś nigdy nie było czasu, ale też zwyczajnie – nie wiedziałem, gdzie szukać, żeby było blisko od Dworca Centralnego. Pomogła… technika, konkretnie aplikacja Google Maps, która po wpisaniu hasła „kościół” pokazała listę świątyń w okolicy. Okazało się, że jedna z nich jest tuż obok – nieco za Pałacem Kultury i Nauki. To kościół pw. Wszystkich Świętych w Warszawie przy placu Grzybowskim, siedziba parafii pod tym samym wezwaniem.

Dojście tam zajęło mi, z walizką, jakieś 7 minut. Już zwątpiłem – wokół wejścia do kościoła zagrodzone wszystko barierkami i z daleka widoczna informacja o remoncie – ale okazało się, że kościół stoi otworem, tylko wchodzi się tam nieco inaczej.

Zdjęcia wnętrza widać u góry – jakość jest, jaka jest, jako że świątynia była pogrążona w niewielkim półmroku, a ja pstrykałem zwykłym smartfonem.

Wszyscy Święci naprawdę pokazali, że działają – piękne miejsce, w którym się bardzo dobrze poczułem… mimo, nie ukrywam, przytłaczających rozmiarów (jak czytam na stronie parafii, kościół z założenia miał być okazały i duży – wnoszono go w II połowie XIX w.).

Najpierw ta przejmująca cisza i wspomniany półmrok. Jakby namacalna obecność ludzi, którzy w tej starej, przedwojennej Warszawie modlili się tutaj. W czasie II wojny światowej najpierw zniszczono go poważnie w 1939 r., później znalazł się w granicach getta – służąc tak chrześcijanom żydowskiego pochodzenia, jak i dzięki postawie duszpasterzy schronieniem Żydom (którzy wpierali także jego odbudowę w okresie powojennym). PRL zrobił swoje – celowo otoczono bryłę kościoła wysokimi budynkami, na tle których miał on być mniej widoczny…

Wszedłem do środka – ciekawe, tabernakulum tuż przy wejściu, z tyłu kościoła, po prawej stronie. Zobaczyłem wielkie organy, wysoko na chórze, pomyślałem, że ciekawe jak brzmią – i chwilę później ktoś zaczął na nich grać. Co więcej, grał dosłownie do momentu, w którym zacząłem zmierzać do wyjścia z kościoła po pewnie 20 minutach wewnątrz.

Piękne monumentalne ołtarze boczne – w tym wyróżniający się, bodajże po lewej stronie, z lekko różowymi akcentami, ołtarz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Po prawej z kolei ciekawy ołtarz chyba ze św. Franciszkiem, poniżej którego mały wizerunek św. Krzysztofa (?) bo niosącego Jezusa… w postaci odbicia wizerunku wydaje mi się z Całunu Turyńskiego.  Piękna ciemna ambona przy jednym z filarów, „po staremu” – zawsze fascynuje mnie, że nie było mikrofonów, a księdza słyszano w całym kościele dzięki bardzo dobrej akustyce. Spodobał mi się także portret św. Jana Pawła II, przedstawiony z bardzo ciekawą, wręcz nieco zawziętą miną (niestety, wisiał dość wysoko, więc zdjęcie słabo go oddaje).

W bocznym ołtarzu w prawej nawie niewielki wizerunek św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, XIX-wiecznego arcybiskupa warszawskiego, na którego beatyfikacji przez w/w Jana Pawła II podczas Mszy Świętej na krakowskich Błoniach miałem okazję być w 2002 r. (Benedykt XVI kanonizował go 7 lat później).

Jak się okazało, jeden z ołtarzy bocznych po lewej stronie poświęcony jest… mojemu patronowi św. Tomaszowi. Poniżej wizerunek Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Naprawdę piękne prezbiterium, a także (zakratowana – ale udało się zrobić zdjęcie) kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej, tuż obok prezbiterium.

Uderzające też było to, że w kościele u Wszystkich świętych (jak to pisze o sobie parafia na stronie) jest bardzo dużo konfesjonałów.

I wreszcie piękny duży wizerunek Jezusa Miłosiernego w prawej nawie, z przodu, tuż koło kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. Tam miałem chwilę, więc zmówiłem jutrznię (aplikacja Brewiarz na Androida – polecam!). Modlę się… i co? W pisanym rano w pociągu tekście (z pamięci) przytoczyłem cytat z Hioba, znany zresztą: „Pan dał, Pan zabrał – niech imię Pańskie będzie błogosławione”. A co znajdujemy w czytaniu dzisiejszym z jutrzni, środa 23. tygodnia zwykłego w roku liturgicznym? Nie ma przypadków:

Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Pan dał i Pan zabrał. Stało się tak, jak się Panu podobało. Niech imię Pańskie będzie błogosławione. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga, czemu zła przyjąć nie możemy? (Hi 1, 21; 2, 10b)

Piękne miejsce, do którego – przypadkiem? nie! – trafiłem i którym się zachwyciłem. Teraz już wiem, gdzie – mając dosłownie pół godziny – można wejść się pomodlić, będąc w okolicy Dworca Centralnego w stolicy. Oby mi było dane tam jeszcze wrócić 🙂

Dodaj komentarz