Muzułmanie w kościele

Niestety, fundamentaliści islamscy poczynają sobie coraz śmielej. Pewnie z rok czasu temu nikt nie wyobrażał sobie sytuacji, jaka miała miejsce pod koniec lipca we Francji – zabójstwa katolickiego księdza, i to w trakcie odprawiania Mszy Świętej, przy ołtarzu.

W obliczu takich tragedii wydaje się, że wyznawcy proroka zaangażowani w dialog chrześcijańsko-muzułmański (celowo posługuję się takim pojęciem, a nie piszę „muzułmanie” w ogólności, co wyjaśnię nieco dalej) starają się pokazać wszystkim – a przede wszystkim nam, katolikom, że są to działania im obce, z którymi się nie utożsamiają, i okazują solidarność z katolikami.

Pytanie brzmi – czy nie są to jedynie gesty, za którymi, hm, nie idzie w sumie nic więcej?

Z krajów tzw. Starej Europy (Włochy, Francja przede wszystkim) dochodzi coraz więcej informacji o sytuacjach czy to prowokacji ze strony muzułmanów, bardzo często młodych (zabójca ks. Jacquesa Hamela miał 19 lat…). Mowa tu czy to o zakłócaniu nabożeństw hałaśliwym zachowaniem, brakiem poszanowania dla np. krzyża, ale także wprost o profanacji Najświętszego Sakramentu – który muzułmanie przyjmują, a następnie ostentacyjnie potrafią wypluć na środku kościoła (ksiądz nie jest wróżką, jeśli nie ubrały się w sposób wyróżniający przecież nie mógł wiedzieć, z kim ma do czynienia – żeby nie udzielić takim osobom Komunii). Albo zacząć odmawiać muzułmańskie modlitwy z ich gestami w trakcie Mszy Świętej, na środku kościoła przed samym ołtarzem. Gdzie indziej dochodzi wprost do dewastacji – w Wenecji w jednym z kościołów przewrócono krzyż i złamano jego ramię, inna osoba kilofem (!) zdemolowała ołtarz boczny w jednym z kościołów nieopodal Trydentu. W Bolonii wypisano sprayem „Allah akbar” na rzeźbie świętego. Gdzie indziej łamanym włoskim zasugerowano w treści wymalowanego sprayem napisu, że wszyscy chrześcijanie powinni umrzeć.

Sytuacja wygląda tak, że na mapie Europy coraz więcej jest kościołów, które w pewnym sensie stają się… gettami? Trochę tak – otoczeni przez służby takie jak policja, postawione w stan gotowości po takim czy innym zdarzeniu z udziałem muzułmanów.

Co jest jeszcze bardziej znamienne – media, poza katolickimi, w krajach europejskich bardzo niechętnie w ogóle opisują takie przypadki – pomimo niewątpliwej, niestety, coraz większej regularności ich występowania.

Nie można nie wspomnieć w tym kontekście o inicjatywie, w ramach której w po zabójstwie ks. Hamela, we Francji Islamska Wspólnota Wyznaniowa (COREIS), potem także Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego zaapelowały o udział muzułmanów w chrześcijańskich nabożeństwach – w odpowiedzi na co francuski Episkopat prosił o „braterskie powitanie muzułmanów”. I tak się stało, muzułmanie 31 lipca 2016 r. pojawili się na Mszach Świętych w szeregu miast francuskich i włoskich, w tym w St. Etienne du Rouvray, gdzie zginął ksiądz Jacques, w Rzymie, Genui, Neapolu i Brescii.

W przemówieniu w kościele na rzymskim Zatybrzu imam Sami Salem mówił, że kościół to jest dom, a wszystkie religie świata są religiami pokoju, braterstwa i równości, zaś imamowie powinni otwarcie stawiać czoło terroryzmowi. Odśpiewał – z ambony – po arabsku werset Koranu mówiący o pokoju. W podobnym tonie wypowiadał się przedstawiciel muzułmanów w Neapolu sekretarz Włoskiej Konfederacji Islamskiej Abdullah Cozzolino.

Wydaje mi się, że te gesty muzułmanów zaangażowanych w dialog chrześcijańsko-muzułmański należy docenić, ale nie można ich zbyt przeceniać. 

Relacje mediów donosiły, że osoby, które przyszły do kościołów katolickich, nie bardzo i nie zawsze potrafiły się w nich zachować – trudno było z raczej sportowych strojów odnieść wrażenia, że przyszli oni coś pokazać także swoim ubiorem (prze który przecież także wyrażamy szacunek). Nie potrafili również szacunku tego okazać postawą – siedząc w czasie procesji z Pismem Świętym.

Poza tym, w inicjatywie tej na poziomie Włoch miało wziąć udział ok. 23.000 osób, co jest relatywnie niewielką grupą w stosunku do 1.500.000 muzułmanów w skali tego kraju.

Wreszcie – muzułmanie w ogóle nie zaproponowali niejako rewizyty – nie zaprosili chrześcijan do swoich meczetów. Może tu chodzi o względy bezpieczeństwa? Kto wie. Jeśli tak, to trudno tym bardziej nazwać przedstawicieli tej wspólnoty ludźmi pokoju – bo raczej uzasadniona wydaje się obawa o zdrowie czy to świeckiego chrześcijanina, czy tym bardziej katolickiego księdza, gdyby spróbował w muzułmańskim miejscu modlitwy odczytać Pismo Święte.

W tym momencie trzeba postawić pytanie – czy to jest faktycznie dialog, gdy chrześcijanie zapraszają muzułmanów do swoich świątyń, a muzułmanie de facto raczej nie życzą sobie nikogo poza muzułmanami w przestrzeni meczetów? Trochę jest to takim pozwoleniem muzułmanom na oswojenie się z katolickimi kościołami, do których niestety już dzisiaj wracają czasami z zamiarami bynajmniej nie pokojowymi.

Dodaj komentarz