Jesteś człowiekiem Boga, W drodze i dr House

Jadąc wczoraj do domu, na peronie zauważyłem znajomą twarz – x J. Parafialny mój – powołanie z mojej rodzinnej parafii. Ciekawa historia – tzw. spóźnione (o ile tak można powiedzieć?) powołanie. W życiu różne rzeczy robił, a jednak Bóg go wezwał, nie dał spokoju, no i skończył trójmiejskie seminarium. A w jego trakcie, jako że z katechetami w mojej podstawówce różnie bywało, przez jakiś czas uczył mnie religii. Sympatyczny człowiek o szerokim spojrzeniu na świat i dużym doświadczeniu – bo i wiele przeszedł, po świecie długo chodzi.
Porozmawialiśmy – jechał w moją stronę, wysiadał stację wcześniej. Okazuje się, że pracuje w parafii sąsiadującej z rodzinną parafią żonki mojej, ta sama dzielnica. Wypytywał o kilka osób znajomych. Mówił, że w parafii trudno – bez zaplecza, bo jak coś robić z młodzieżą, gdy uczy w szkole (LO), gdzie praktycznie wszyscy dojeżdżają, nikogo z parafian? Faktycznie – w szkole się wysila, ale nie przynosi to efektu w przełożeniu na zainteresowanie uczniów i zaangażowanie ich do działania przy parafii. Oczywiście, dyskusja zeszła też na temat krzyża w Warszawie – uff, jak to dobrze, że człowiek starszy i na pewno mądrzejszy ode mnie też widzi to w podobnych barwach, nie jest źle.
Jak by nie patrzeć – to on, dość brutalnie i bez słowa sprzeciwu – zainspirował pierwsze czytanie przeze mnie Słowa Bożego w czasie Eucharystii. To było w pewną niedzielę… jakieś 13 lat temu. Nie pytał, czy chcę – powiedział: przeczytasz. No i co – przeczytałem. A że pomyłek sporo było – w tym na samym początku, odnośnie imienia proroka, z którego księgi było czytanie (chodziło o Daniela – z którego ja zrobiłem… Damiana) – trudno. Ale to był początek czegoś, co bardzo wiele znaczyło i dość dziś znaczy dla mnie, co robię do dzisiaj – na ile czas i obowiązki pozwalają.
Ciekawa rozmowa, miło było go zobaczyć po jakiś pewnie ze 3 latach, jest szansa że go tam odwiedzę.
Śmiałem się, bo x J. bardzo mocno kibicował temu, co wówczas wydawało mi się powołaniem kapłańskim. Żartował wczoraj – że jak ja mogłem nie pójść do seminarium… Gdyby ktoś mi coś takiego powiedział na serio, myślę że usłyszałby dość ostry i stanowczy z mojej strony komentarz odnośnie tego, co myślę o ludziach, którzy lepiej ode mnie wiedzą, co dla mnie dobre, i gdzie jest moje miejsce. Ale nie w tym wypadku 🙂 I po tej rozmowie wczorajszej uświadomiłem sobie, po raz kolejny – jestem we właściwym miejscu. Tu właśnie powinienem być, z kochaną żoną, z maleństwem które jeszcze się nie urodziło, a na które z takim utęsknieniem czekamy. Że te studia miały sens, zainteresowały i chyba rozbudziły pewną pasję odnośnie tej dziedziny, a zarazem stanowią wstęp do pracy zarówno ciekawej, jak i najprawdopodobniej pozwalającej żyć na pewnym poziomie (nie, nie marzę o złotych górach i willach – po co mi to…). 
>>>
Prasówka:
  • Agrowakacje – wypoczynek w gospodarstwie na wsi – może nie renesans, ale czy nie  tego właśnie większość szuka, uciekając od zgiełku miasta? Ostatnio mocno się przekonuję – urlop chyba tylko ma sens, gdy nie leży się bez sensu w domu, ale zmienia się otoczenie – wyjeżdża gdzieś.
  • O posłudze biskupiej w biednej Brazylii – rozmowa z bpem Edwardem Zielskim z diecezji Campo Maior – o specyfice brazylijskiego Kościoła, teologii wyzwolenia i konieczności zmiany podejścia i mentalności w Kościele nie tylko tam, ale i w Polsce (ciekawe sformułowanie – Kościół jest za bardzo trydencki)
  • Siostry benedyktynki w protestanckiej Szwecji – niezwykła historia konwersji zakonnic z luterańskiego (!) zgromadzenia Córek Maryi, które przez wiarę doszły do Kościoła katolickiego
  • Cudowna prostota bł. Jana XXIII – Papież Uśmiechu we wspomnieniach współpracowników z czasów, gdy pracował jako nuncjusz w Stambule
  • Wspomnienie o śp. ministrze Tomaszu Mercie – nie tylko zaangażowanym w sprawy państwowe,  niezwykłym erudycie, specjaliście cenionym przez wszystkie opcje polityczne, ale także kochającym mężu i ojcu, który innych prowadził do wiary

Wiem, dużo tego. Ale to tylko jeden numer GN. Dlatego tym bardziej zachęcam do kupowania i czytania w wersji papierowej.

>>>

W Empiku – nie można powiedzieć, zdecydowane jedyne miejsce, w którym można kupić każdy chyba krajowego formatu tytuł pisma katolickiego – sięgnąłem po najnowszy numer dominikańskiego W drodze. Tak z ciekawości. Wydaje mi się, że podobnych są 2 inne – Znak i Więź (obydwa miesięczniki). Znak jakiś bardziej krzykliwy się wydawał, Więzi nie widziałem – więc kupiłem W drodze.

Nie przeczytałem całości – 120 s. – ale na początku kilka tekstów poświęconych Solidarności, tekst Cenckiewicza o tragicznie zmarłej w Smoleńsku Annie Walentynowicz, a nawet interesujący artykuł Magdaleny Buczek o współczesnym rozumieniu pojęcia solidarności, tym czym ona była dla Polski lat 80., czym powinna być, a czym jest dzisiaj.

Kilka ciekawych cytatów z Jana Pawła II, wykorzystanych w tekście poświęconym Solidarności o. Macieja Zięby OP:

Doświadczenie Solidarności – doświadczenie mądrego samoograniczania się i współodpowiedzialności za losy kraju – winno więc i dzisiaj inspirować życie społeczne. Ma ona bowiem wymiar uniwersalny i ponadczasowy charakter. To dlatego, w imię przyszłości, jej dziedzictwo winno być stale na nowo odkrywane, pogłębiane i przeżywane. (przemówienie do Polaków, Bruksela 19.05.1995)

Konieczna jest dziś w Polsce wielka zbiorowa solidarność umysłów, serc i rąk – solidarność zdolna przezwyciężać podziały i rozbieżności, by konsekwentnie i z poświęceniem można było budować społeczeństwo bardziej sprawiedliwe, wolne i dostatnie. (do pielgrzymów NSZZ Solidarność, 11.11.1996)

Potem dwa interesujące teksty odnośnie… Dra House’a. Chyba każdy wie, co to jest – aż się zdziwiłem. Obydwa stanowią odmienne choć o zbliżonych wnioskach próby rozpracowania tej fikcyjnej, aczkolwiek bardziej niż popularnej, postaci dziwacznego genialnego diagnostyka. Kilka niezłych spostrzeżeń z drugiego z nich – autorstwa o. Romana Bieleckiego OP:

Jak mawiał Gogol: Z czego się śmiejecie, sami z siebie się śmiejecie. Dostrzegam w tym serialu wiele stycznych z codziennymi problemami. Podobnie jak Greg jesteśmy śmieszni w sprawach poważnych i śmiertelnie poważni w sprawach śmiesznych. Bywa, że jak dzieci, którym ktoś nagle zabrał zabawki, w chwilach niepowodzeń, obrażamy się na cały świat. Domagamy się wyników, jasnych i czytelnych, a w chwilach bezradności, kiedy nie umiemy pomóc, odczuwamy dziwny niepokój, podpięty nerwowym uczuciem zawodności. Chcąc, by wszystko było na naszych warunkach: i smutek, i żal, często sami wkładamy się w przegródkę wrażliwych samotników, co to wszystko widzieli i wszystko znają. Mamy swój vicodin uśmierzający nasze okręty, a także swoje okręty flagowe, podobne do słynnej serialowej sentencji „każdy kłamie”, i nierzadko niesiemy je wysoko na prywatnych sztandarach, traktując je niczym życiowe motta, co to nam wszystko wytłumaczą. (…)

Czy wobec tego należy unikać House’a? Bez przesady, nie jesteśmy jako chrześcijanie stadem bezmózgowców. Dr House to po prostu dobry serial z dobrze napisaną psychologicznie postacią, wciągającą akcją i bardzo dobrym drugim planem. To naprawdę tylko mały kawałek rzeczywistości, w której zaledwie tłem do dalszych rozmyślań są szpitalne wnętrza. W końcu to nie lekarskie zagadki, wielokrotnie analizowane przez fanów serialu, i z bezwzględną precyzją demaskowane błędy doktora, ale wszystko to, co się dzieje poza nimi, daje nam do myślenia. Możemy się z tym nie zgadzać, ale całość ogląda się z satysfakcją i błyskiem w oku.

Nie popadajmy w paranoję. To nie jest  tak, że chrześcijanie mają oglądać jedynie filmy o świętych i męczennika. Nie jesteśmy przecież idiotami. A oglądamy takie rzeczy jak Dr House, Lost, Gotowe na wszystko, Sześć stóp pod ziemią czy Dobrą żonę nie po to, aby je naśladować, ale po to, aby się czegoś dowiedzieć. Kościół nie jest neurotyczną starszą panią, która widzi we wszystkim obrazę, zgorszenie, zagrożenie. Mam głęboką wiarę w Kościół, który się nie lęka, ale niesie nadzieję. Nie jest od tego, aby oceniać wszystko z punktu widzenia moralności chrześcijańskiej i stawiać pieczątki: dobre, niedobre. Oczywiście, tak było by łatwiej. Można się poczuć zwolnionym z używania rozumu.

Interesujące jest to pismo, na razie doszedłem do jakiś 2/3 numeru, czytając w drodze z pracy wczoraj i do pracy dzisiaj. Chyba skończy się prenumeratą (w końcu na każdym numerze oszczędzę 3 zł), a dodatkowo dają 20% rabatu na książki wydane przez dominikańskie wydawnictwo o tej samej nazwie. Kuszące 🙂

Co nie zmienia faktu, że żeby wyrobić sobie opinię, muszę poczytać pozostałe – Znak i Więź.

>>>

Piękny tekst, również z recenzji z GN zaczerpnięty, z powieści Franka Perettiego Nawiedzenie – a swoją drogą świetne uzupełnienie tego, co powyżej napisałem odnośnie refleksji o sobie samym w kontekście rozmowy z x J.:

Jesteś człowiekiem Boga, to twoje powołanie, więc się nie martw. Po prostu wierz. Cokolwiek wpadnie ci w ręce, rób to z całym przekonaniem. Bóg zdziała resztę. I nikomu nie pozwól stłumić w sobie ognia. Słyszysz?

Dodaj komentarz