Tłumy serc

Tekst męki Pańskiej – tutaj.

To nie przypadek, że Kościół milczy ustami kaznodziejów – ten jeden dzień w roku. W Wielki Piątek nie ma Eucharystii, w Niedzielę Palmową nie ma homilii. Słowo Boże jest tak wyraziste i tak bogate, że każdy komentarz jest zbędny.

Tak naprawdę jedyne, co można w takim dniu napisać, to zapytać: kim ja jestem w tym tłumie? Niekoniecznie tym, który witał Jezusa w bramach Jerozolimy – wtedy wszyscy byli zachwyceni, wiwatowali, potrząsali gałązkami palmowymi. „Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach” (Łk 19,28-40).

Jak mało potrzeba było, aby tłum zamienił się w rozwrzeszczaną tłuszczę, która – umiejętnie podburzana przez faryzeuszy i żydowskich przywódców – zażądać miała, zupełnie kuriozalnie, głowy Jezusa zamiast głowy Barabasza (co trzeba przyznać – uznanego za bohatera, który walczył z rzymskim okupantem). Człowiek, który walczył o władzę doczesną, królestwo w świecie – został wybrany kosztem Syna Bożego, Boga Miłości Miłosiernej. Ubiczowany, umęczony, poniósł na swych barkach grzechy świata, aż do końca.

No właśnie. Kim ja jestem w tamtym tłumie? Tłumie tak bardzo zmiennym – który jednego dnia wychwala, a drugiego dnia skazuje na śmierć. Po której, po czyjej stanąłem stronie? Czy udawałem, że nie znam Jezusa? Czy chowałem się gdzieś po kątach w tłumie? A może uciekłem? Albo – wręcz przeciwnie – udało się się, jak Maryi, innym kobietom i Janowi dotrzeć pod krzyż i wytrwać tam?

Na drodze krzyżowej odbijają się, jak w kalejdoskopie, postawy bardzo różne, bardzo skrajne, pomieszane losy i życiorysy. Bardzo… nasze?

Gdzie widzę siebie? A może bardziej – gdzie chciałbym siebie zobaczyć?

Dodaj komentarz