Moje Biblie

Hm, może nie każdy, kto te słowa czyta, ale pewnie prawie każda z takich osób, posiada Pismo Święte. Swoje własne prywatne, może rodzinne (domowe), albo babci, dziadka, cioci, wujka. Takie, które gdzieś tam jest – w domu własnym, rodzinnym, a może u tej dalszej rodziny. 
Zakładam, że do tej Biblii – jaka by ona nie była – zaglądamy i nie tylko dzielnie kurzy się 363 dni w roku, żeby wyczyszczona ozdobiła stół przez pół godziny w dniu kolędy. Żeby ksiądz zobaczył – „oo, jacy porządni, Pismo Święte mają” – co jest bez sensu o tyle, że bardzo łatwo można zweryfikować, czy kiedykolwiek książka była otwierana i używana (widać, czasami gołym okiem – zdarzają się kartki posklejane jeszcze przez wydawcę), czy tylko robi za element dekoracji okolicznościowej, czyli jest de facto bezużyteczna. 
Wstyd się przyznać, ja swoje ulubione z okresu podstawówki Pismo Święte gdzieś zapodziałem, i to pewnie właśnie w okolicy końca tejże pierwszej części mojej edukacji (kontynuowanej – heh – do dzisiaj…). W efekcie z ciężko zarobionych ówcześnie pieniędzy kolędowych – a co, chodziło się, i to przez lat pewnie jakieś 15? – podreptałem do znanej w okolicy księgarni i nabyłem wygodne duże wydanie słynnej Tysiąclatki, czyli Biblii Tysiąclecia. Sprawdziłem, na tyle stare, że dzisiaj już w księgarni www Pallotinum niedostępne 🙂 Starałem się czytać, a jak – a to losowo, a to się kiedyś zaparłem i przeczytałem według jakiegoś znalezionego w necie planu czytania Pisma Świętego. Ale tak się jakoś nie mogłem przyzwyczaić do niej. Poza tym, z perspektywy czasu nie pomyślałem o praktycznym aspekcie – rozmiar. Ciężko nosić coś, co rozmiarem i gabarytem przypomina Schematyzm Archidiecezji Gdańskiej AD 2011 (he, he, he…), albo, jak kto woli, jeden średni tom jakiegokolwiek komentarza do pierwszego z brzegu kodeksu. Po polsku – cegła. 
Potem przyszło bierzmowanie – AD 2000 – i w ramach jednej z pamiątek (co wydaje się sensowne mocno, pomimo tradycyjnych krzyżyków, bo chyba przekazanie młodym Pisma Świętego bardziej się przyda?) otrzymałem wraz z pozostałymi osobami przystępującymi do sakramentu Pismo Święte Nowego Testamentu – małe, ładna twarda i dość niespotykana okładka, również z Pallotinum (i również dzisiaj nieosiągalne). Bardziej nowoczesne przepisy, ładne, tak się jakoś przywiązałem. Do tego – wow – posiadało indeks, co nie da się ukryć jest bonusem i czasami ułatwiało korzystanie.
Jakiś czas temu usłyszałem o nowym wydaniu, najnowszym przekładzie z inicjatywy paulistów. Że bogate komentarze, bardziej przystępny język przekładu. Uderzyła mnie – wyczytana gdzieś – odmienna interpretacja prologu Ewangelii św. Jana (J 1, 1-5). 
W Tysiąclatce – znam na pamięć, i pewnie niektórzy z nas ze słyszenia w kościele w okresie okołoświątecznym – brzmi to tak:
Na początku było Słowo, 
a Słowo było u Boga, 
i Bogiem było Słowo. 
Ono było na początku u Boga. 
Wszystko przez Nie się stało, 
a bez Niego nic się nie stało, 
co się stało. 
W Nim było życie, 
a życie było światłością ludzi, 
a światłość w ciemności świeci 
i ciemność jej nie ogarnęła. 

Za to u paulistów, poza niuansami tłumaczenia, mamy zupełnie inną budowę zdań:
Na początku było Słowo, 
a Słowo było u Boga, 
i Bogiem było Słowo. 
Ono było na początku u Boga. 
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało, 
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła. 

Widzisz różnicę? 🙂 „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie” a „Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało. To, co zaistniało, w Nim było życiem”. Dla mnie kapitalna sprawa, więc nabyłem drogą kupna i taki przekład – niewielki, poręczny, a przy tym ST i NT (bo sam NT mógłby być mniejszy).

Szukając w internetach poręcznego niewielkiego wydania Biblii natrafiłem na świetną inicjatywę z lubelskiego DA dominikanów – Nieśmiertelnik. Co było do przewidzenia, Nieśmiertelniki rozeszły się szybciutko. Bardzo bym chciał, żeby ktoś coś takiego powtórzył – bo po prostu jest przy wykonaniu takiego naprawdę sporo pracy technicznej (sprzęt). 

Tak w przyszłości chciałbym zdobyć jeszcze inne wydanie – tzw. Ekumeniczny Przekład Przyjaciół – przygotowany przez: ks. Michała Czajkowskiego (Kościół Rzymskokatolicki), abpa Jeremiasza Jana Anchimiuka (Kościół prawosławny), pastora Mieczysława Kwietnia (Kościół zielonoświątkowy), Jana Turnaua (Kościół Rzymskokatolicki). Prace nad przekładem trwały 30 lat. W pewnym sensie inicjatywa oddolna, ale jestem ciekaw jej efektów. 
A Ty – jakie masz Pismo Święte? I przede wszystkim – korzystasz z niego?