Staranie o wszystko – gotowość na wszystko

Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! (Mk 13,33-37)
Nie wiem, jak ty, ale ja bardzo lubię adwent. Jest w tym okresie coś, co bardzo przyjemnie przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, kiedy człowiek z radością, nawet bez budzika, zrywał się w środku nocy prawie, żeby na tę 6:00 być w kościele pełnym ludzi, w ciemności, wpatrywać się w procesję w bieli i potem radośnie śpiewać Chwała na wysokości Bogu, kiedy w kościele zabłysną światła. 

Zaczyna się nowy rok liturgiczny, AD 2012. Pozostawiamy za sobą tamtą rzeczywistość, tamten czas, to co było słabe i niedoskonałe. Z nadzieją, wpatrując się w mrok, kroczymy w kierunku Betlejem, gdzie już niebawem ma stać się cud. 
Oczywiście, w braku dobrej woli może być tak, że ktoś dojdzie do prostego (acz błędnego) wniosku – „znowu w tym Kościele straszą i rozstawiają po kątach”. Ani o strach, ani o dyscyplinowanie nie chodzi. Bóg nie uważa nas za bezmózgie tłumoki, które nie rozumieją, co się do nich mówi – kocha nas i szanuje, ale jednocześnie wie i pamięta, jak często i łatwo zapominamy o tym, co najważniejsze. Bóg zaprasza do czujności i uwagi. To nie jest tak, że powinniśmy po prostu siedzieć i patrzeć się w niebo, nic nie robią. Życie tutaj – rodzina, przyjaciele, praca, zainteresowania, pasje – są ważne. Chodzi o to, aby nie tracić z oczu tego, do czego zmierzamy i nie pogubić perspektywy. Jesteśmy tutaj, dzisiaj żyjemy po ludzku – ale zmierzamy do tego, co po ludzku niezrozumiałe i niewytłumaczalne, ale po stokroć lepsze i piękniejsze, bo wieczne. 
Ludzie są tak dziwnie skonstruowani, że czasami im się myli Adwent z Wielkim Postem. Obydwa to okresy wyciszenia, ale jak bardzo inne. Owszem, postanowienia i wyrzeczenia w obydwu są bardzo mile widziane i na pewno z pobożnych pobudek podjęte mogą wiele pomóc. Ale w Adwencie jest jedna rzeczywistość, o której łatwo zapomnieć – radość. Adwent to radosne oczekiwanie. Więc tej właśnie radości zabraknąć nie powinno, i ona powinna być jakby naturalnym tłem tego czasu. 
Mamy wielkie zadanie do wypełnienia na świecie. Każdy – swoje własne, jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. Bóg zostawił nam „staranie o wszystko”, a tym „wszystkim” jest zarówno świat jako całość, jak każdy z nas. Zajęcie, jakie nie tyle wyznaczył, co ofiarował każdemu z nas, to nasze powołanie oraz talenty złożone w nasze ręce. Nie jest tak, że Bóg wziął i zaprogramował nas jakoś odgórnie i jesteśmy tylko małymi biegającymi terminatorkami z aureolką. To „wszystko” odkrywamy właśnie w Bogu, dzięki Niemu i przez Niego. To staranie się to nic innego jak tylko to, jak żyjemy – w pełni wolni i swobodni, mogący podejmować nieskrępowanie decyzje. Szkoda, że tak często zapominający, że wiążą się z nimi konkretne konsekwencje. Może właśnie dlatego punktem wyjścia dla sensownego przeżycia tegorocznego Adwentu będzie zastanowienie się – czemu poświęcam swój czas? Czy mam jakieś pasje? Czy naprawdę mocno, dobrze i sensownie przeżywam swoje życie? Jeśli nie – to jest czas, który Pan daje ci do pracy nad tym. Wtedy także czuwanie stanie się bardziej radosne. 

W naszej diecezji nie ma zbyt wielu kontemplacyjnych, klauzurowych zgromadzeń zakonnych – tylko żeńskie, i chyba tylko 3. Adwent to dla nich czas jeszcze głębszego, o ile to możliwe, zamknięcia się i wyciszenia. Cały czas adorują Boga z Najświętszym Sakramencie – w Adwencie w ogóle nie rozmawiają, nie spotykają się z osobami z zewnątrz, nic. Swoją radość oddają Temu, któremu służą. Przygotowują się na Jego narodzenie, i chcą zrobić to jak najlepiej – właśnie trwając przed Nim samym. To kolejny sposób – jeśli nie masz pomysłu, co z sobą zrobić, jak ten czas wykorzystać, idź po prostu przed tabernakulum albo wystawiony Najświętszy Sakrament, i zasłuchaj się w Niego. Tam znajdziesz odpowiedź, gdzie dla ciebie jest pole do popisu – aby czuwać lepiej, owocniej i sensowniej. 
Głowa do góry (o tym było niedawno). Obudź się – bo prześpisz ten jedyny w swoim rodzaju czas i wyjątkowy dzień Narodzenia. Otwórz oczy – nie po to, aby się gapić po kolorowych wystawach, plastikowych aniołkach, kolędach i Last Christmas puszczanych chyba od 3 listopada (sic!) – aby żyć uważnie, lepiej, bardziej i mocniej. Nie wiemy, kiedy On przyjdzie powtórnie – dlatego musimy być gotowi. Wiemy, kiedy przyjdzie tutaj, do betlejemskiej stajni, od wieków wyczekiwany – i tu mamy kolejną w życiu okazję, aby sprawdzić to, czy i jak nam to czuwanie wychodzi. Jeśli nie wychodzi – próbuj dalej. Kolejny Adwent pewnie przeżyjesz za rok – ale Jego powtórne przyjście będzie tylko jedno, bez prób i powtórek. 

Dodaj komentarz