Stacja 13 – Ulga

Nie wiem, jak dla tych wiernych i towarzyszących Jemu aż na krzyż – kobiet i młodego Jana – ale dla Maryi musiał być to swego rodzaju moment ulgi. Już Go nie boli. Już nie pieką ciągle otwierające się rany, już nie uciska korona cierniowa, już lodowata stal gwoździ nie rozrywa ciała i kości. Nawet krew i woda z tej wielkiej rany z boku już tak nie płynie. Wykonało się. Odszedł. Umarł. 
Zmaltretowany, poobijany, posiniaczony, cały we krwi. Tak wygląda, niepozornie, wręcz dramatycznie Ktoś, stojąc z boku, mógłby pomyśleć: Ten, który chciał, aby Go uznać za Króla życia i Króla żydowskiego. Ha! Więc jednak był szarlatanem – i dostał to, na co zasłużył. Tak kończą oszuści – o, jak ci obok niego. Wszyscy po jednych pieniądzach. Dobrze, że już po nich. 
Ciała zdejmują z krzyża w pośpiechu – za chwilę rozpoczyna się szabat. Pewnie i z wydaniem ciała Chrystusa był problem – bo czy nie posłuży ono, nawet po Jego śmierci, do jakiś prowokacji, rozruchów? Ale byli pewni siebie – co On im może zaszkodzić, zza grobu? Niech sobie biorą. Byle Go szybko pochowali. Byle by to mieć już za sobą. 

Dodaj komentarz