Marta ponownie i jej zadanie domowe

Dzisiaj Kościół wspomina św. Martę – tę gorszą, która jak ta materialistka zachowała się, gdy Jezus przyszedł do ich domu. Ale nie tak w końcu złą, skoro On sam ją – z miłością i wdzięcznością za przygotowane dla Niego i towarzyszy dobra – pouczył, powiedzmy naprostował
 
I dzisiaj widzimy efekty tego, co wtedy opisałem. Marta potrafiła wyciągnąć konsekwencje z tego, co usłyszała, przemodlić to i zgłębić. Zrozumiała. Bo wtedy ona nie zareagowała źle – po prostu nie rozpoznała dobrze czasu, zajęła się tym, co na pierwszy rzut oka ważne, nie dostrzegając tego, co wówczas było najważniejsze, swojego Gościa. 
 
W jaki sposób wyciągnęła konsekwencje? W sytuacji dla niej, dla Marii zresztą też, bardzo na pewno trudnej – gdy zmarł ich brat, Łazarz. Chyba jedyny przypadek, gdy Jezus zapłakał nad człowiekiem – tak musiał być Mu bliski. Wcześniej, gdy Łazarz już zmarł i został pochowany, a Jezus zmierzał do ich domu – to właśnie Marta dała wyraz swojej wiary. To ona wybiegła Mu na przeciw. To z jej ust padły słowa: Teraz wiem, że Bóg da ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Usłyszała wówczas słowa: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, na które odpowiedziała wspaniałym aktem wiary: Ja mocno wierzę, żeś ty jest Mesjasz, Syn Boży. Czy jej wiara zmotywowała Jezusa do modlitwy za zmarłego? Jak mówi tradycja – Łazarz był później, po cudownym wskrzeszeniu, biskupem francuskiej Marsylii. 
Marta z pewnością odrobiła swoje zadanie domowe. Wzięła do serca lekcję Jezusa z tamtej wcześniejszej wizyty. Gdy sytuacja po ludzku zaczęła ją przerastać z powodu śmierci brata – wiedziała, w czyje ręce złożyć swój ból, ale i przede wszystkim swoją nadzieję. Wiedziała, że tym razem nie ma znaczenia zabawianie gości, przygotowanie stypy, obowiązki typowo związane z savoir vivre. Wiedziała, komu zaufać. Jemu. 
 
Bóg czeka na Twoją konkretną decyzję. Chce tylko, abyś Mu zaufał. Uwierz, że On może nawet to, co tobie w tej chwili się wydaje niemożliwe. O ile poprosisz Go, dasz Mu szansę i pole do działania. O ile sam swoimi niezbyt rozsądnymi decyzjami nie będziesz Mu przeszkadzał.  
 
>>>
 
Niejaka Nancy Pelosi, deklarująca się jako katoliczka (a odpowiedzialna za utrzymanie finansowania aborcji przez podatników), publicznie Przewodnicząca Izby Reprezentantów USA, otrzymała nagrodę największej chyba na świecie machiny napędzającej przemysł aborcyjny – Planned Parenthood. Sytuacja jest conajmniej trudna – ponieważ osoba ta z uśmiechem na twarzy tłumaczy, jakie jej zdaniem jest katolickie podejście do aborcji. Problem polega tylko na tym, że jest bardzo duży rozdźwięk pomiędzy tym, co osoba ta mówi, a jaka jest faktyczna nauka Kościoła w tej materii. Upomnienia biskupów nie skutkują – czy w tej sytuacji nie byłoby zasadne użycie przewidzianych w KPK środków karnych? Przecież kobieta ta jawnie wprowadzana ludzi w błąd. 
 
>>>
 
Już widać błogosławione skutki nowelizacji przepisów odnośnie kierownictwa IPNu, przepchniętej na siłę – bo trudno inaczej nazwać to w sytuacji, gdy p.o. prezydenta podpisuje coś, co prezydent (gdyby żył) wetowałby. Niby prosto i przejrzyście – a jednak nie bardzo, skoro uczelnie nie potrafią w ogóle wyłonić elektorów, którzy mieliby wybierać nowy twór pt. Rada IPN. I przejściowe nie-wiadomo-co – trwa. Jak tak dalej pójdzie – biorąc pod uwagę nowe przepisy – rozwali to plany działań IPNu na rok 2011, bo wszystko wskazuje na to, że wyłonienie Rady, konieczne dla wyłonienia Prezesa, może nastąpić nawet dopiero na wiosnę. 
>>>
 
Prezydent USA traci poparcie. Cóż, nie dziwi to – skoro daje się komuś pokojowego Nobla za nic, bo nic wtedy nie zrobił – to jaka motywacja do pracy dalej? Żadna. Z 70 punktów obecnie poparcie zjechało mu do 45. Co może doprowadzić – miejmy nadzieję – do zwycięstwa w wyborach do Izby Reprezentantów przez republikanów, odsunięcia od dominacji demokratów; co z kolei uniemożliwi Obamie przepchnięcie czegokolwiek w Kongresie. Skoro nawet rzecznik demokratów wróży im już porażkę… Jest szansa. 
 
>>>
 
Argentyna jest kolejnym (po)nowoczensym państwem, które uznało, że prawo Boże i naturalne sobie, a my sobie. Nie dość, że mogą tam już zawierać małżeństwa (nie związki) homoseksualiści, to jeszcze mają również prawo do adopcji dzieci. Zresztą – jakie tam małżeństwo, skoro staroświeckie małżonek zastąpiono przez kontrahent. Nowocześnie, a co! Jak kontrahent – to umowa. A umowę przecież zawsze można rozwiązać, jak przestaje być korzystna… Żeby było lepiej – homo pary mają prawo do szybszej adopcji w stosunku do par hetero. Świat staje na głowie. Niedługo okaże się, że to orientacja homo jest normalna – a hetero jest dewiacją.
>>> 
 
Cieszy mnie dyskusja pod ostatnim wpisem 🙂 

4 komentarzy do “Marta ponownie i jej zadanie domowe”

  1. Renata155 pisze:

    Marta zachowała się jak materialistka?..chcąc przyjąć jak najlepiej gościa w swoim domu?..hmm..przyjmując gości w zależności od sytuacji oczywiście..zawsze nie mniej jest proponowana kawa,herbata..jakieś ciasto-normalne ze ktoś musi na ten czas wyjść do kuchni aby to przygotować i przynieść..rzeczywiście jeśli zajmuje to więcej czasu,w jakiś sposób można odczuć żal że nie ma nikogo do pomocy aby poszło to sprawniej i żeby można było szybciej powrócić do gościa–ten bunt jest o tyle silniejszy o ile czekaliśmy na tego gościa i w zależności od tego jak jest dla nas ważny…a w dodatku jeśli jest to ktoś z kim rozmowa i wysłuchanie go nie jest stratą czasu ale przyjemnością i nauką–jasne można od razu siąść i słuchać i rozmawiać..tylko że czas leci tak szybko że gość już wybiera się do domu a my mamy poczucie niegościnności ponieważ zabrakło już czasu choćby na filiżankę kawy 😉
    Moim zdaniem gdyby Maria ruszyła tyłek byłoby rzeczywiście szybciej i sprawniej,a Marta mogłaby skorzystać i też posłuchać nauki Jezusa..jeśli on wtedy u nich nauczał,a nawet jeśli nie spędzić czas w bliskości kogoś kto był jej bliski.

  2. Joanna pisze:

    Nie, nie, nie…to nie tak.Jezus nie potępia Marty, nie osądza ale delikatnie napomina wskazuje co jest na pierwszym miejscu. Kapitalną sprawą jest, że Ewangelia jest taka ponadczasowa. To co mogła usłyszeć Marta z ust samego Jezusa, my możemy usłyszeć dziś.Są to słowa skierowane bezposrednio do nas, do każdego z osobna. Ja tez mialam trudności ze zrozumieniem tego fragmentu. Nieodpowiednia interpretacja może prowadzić do takich emocji jak bunt, złość itp Ale tu nie o to chodzi. Właśnie tydzień temu ksiądz mi wyjaśnił na swoim kazaniu. Właściwie to wyjaśnił Bóg słowami księdza 🙂 Często tak mam. Otóż padły m.in. takie słowa:"Jaka modlitwa takie życie, jakie życie taka modlitwa." Otóż jedno i drugie są spójne, nierozerwalne, jedno wynika z drugiego. Trzeba nam modlitwę, słuchanie Słowa Bożego postawić na pierwszym miejscu. Niemniej nie powinno to być jedyną formą kontaktu z Bogiem. W parze z modlitwą musi iść działanie. Jedno bez drugiego nie ma racji bytu.
    Fakt z mojego życia, który stał się sporem między mną a mężem:
    – W nocy chwycił mnie skórcz, nie mogłam sobie poradzić z bólem, wstawałam, próbowałam rozmasować ale było jeszcze gorzej. Mąż w tym czasie spał. Pół nocy nie spałam tylko miotałam się po pokoju. Rano mąż spytał, co mnie tak bolało (?)Więc nie spał. Na moje oburzenie dlaczego mi nie pomógł, odpowiedział, że owszem pomagał bo się modlił. Normalnie wtedy mnie zatkało. Mówię:Mężu, dziękuję za modlitwę, ale czy nie byłoby lepiej żebyś modląc się pomógł rozmasowując moje stopy? I o to poszło.
    Pozdrawiam. Joanna http://www.zabciowyland.blox.pl

  3. admin pisze:

    Renata155

    Tu nie tyle chodzi o to, że Maria po prostu była leniwa, wolała posłuchać, a Marta przez to zasuwać musiała. Nic z tych rzeczy. Chodzi o to, że całość można było – i pewnie przygotowano – prawidłowo zawczasu, zaś Marta krzątała się, aby wszystkiego osobiście doglądać, przypilnować samemu. Owszem – z punktu widzenia savoir vivre, dobrze wypełniała obowiązki gospodarza. Ale tutaj sednem jest to – jednocześnie miała żal do siostry, że nie pomagała jej, a siostra zdecydowała się na coś, co było ważniejsze niż krzątanie się w obejściu.

    Tu nie rozchodzi się o to, czy było by szybciej z pomocą Marii, czy nie – tylko o to, że w danej chwili ważniejsze dla niej i dla każdego było zasłuchanie w Niego. Na przygotowania czas był wcześniej – o tym wie każdy, kto kiedykolwiek jakieś przyjęcie przygotowywał; prace należy rozłożyć tak, aby zdążyć – a nie w ostatniej chwili latać, jak już gość w domu siedzi.

    Marta nie musiała tego robić, bo wszystko gotowe było (gdyby tak nie było – siostra by jej pomogła). Miała za to pewne poczucie obowiązku – moim zdaniem w sytuacji, gdy odwiedza ją Pan, niesłuszne, wynikające z jakieś źle pojętej dokładności. Zachwiała się hierarchia – co ważniejsze: zewnętrzne sprawy, poczęstunek – czy poświęcanie czasu Gościowi, Temu konkretnemu.

    Wszystko było gotowe – można było Jemu czas poświęcić, albo krzątać się niezbyt sensownie, co doprowadziło do bezsensownego żalu pod adresem Marii, pretensji wobec niej – aż do zaabsorbowania tym samego Gościa.

    Joanno

    Dokładnie tak. Wtedy, gdy przyszedł do nich Jezus – to był czas na słuchanie, czas dla Pana. Czas na pracę, przygotowanie, był wcześniej (i z pewnością wszystko było gotowe).

    ps. Zawstydzasz mnie tytułem, jaki ten blog ma w Twoich linkach… czy on jest "pełen wiary"? Mam nadzieję 🙂

  4. antyfikcja pisze:

    Życie dają organizmy, w przypadku ludzi- kobieta i mężczyzna. Z ich gamet powstaje zalążek. Mężczyzna powinien milczeć w kwestii takich wyborów kobiety, myślę że dość już było rządzenia nimi. 80% przeciwników aborcji to mężczyźni, nie dziwi mnie to, oni w ciążę nie zajdą. Takie bałwany jak ty, tylko wzbudzają agresję kobiet. Polecam ci blog mojego znajomego, ustosunkuj się. videre-lucem.blogspot.com

Dodaj komentarz