Mamy uzdrawiać. Dosłownie.

Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim! Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie. (Łk 9,1-6)

We wspomnienie liturgiczne św. Pio z Pietrelciny, pewnie jednego z najbardziej niesamowitych świętych Kościoła XX wieku – który znany był także z wypraszania niesamowitych uzdrowień – Bóg daje nam ten fragment właśnie.  
Może nie zwróciłbym na niego uwagi, gdyby nie dość niezwykła książka, którą właśnie trawię, mianowicie „Pan Bóg? Uwielbiam!” Marcina Jakimowicza. Generalnie poświęcę jej osobny tekst, jak już przejdę całość, ale właściwie jednym z kilku takich punktów zwrotnych tego zbioru tekstów redaktora GN jest myśl właśnie o tym, co pogrubiłem. Bóg posyła swoich wyznawców po to, aby uzdrawiali. 
Tu nie ma powodu, aby doszukiwać się metafor, przenośni, spłycać te słowa do poziomu „no tak, ale przecież ważniejsze jest uzdrowienie duchowe, z grzechu – gdzie tam od razu na ciele…”. Dla mnie to jest takie swego rodzaju odkrycie. Nam jest wygodniej tak te słowa rozumieć – żeby nie wystawiać wiary na próbę, żeby nie ryzykować. Tymczasem, moi drodzy parafianie, jednoznacznie „tu pisze”, jak to niektórzy mówią: Bóg posyła ludzi wierzących po to, aby uzdrawiali! Uwaga, to nie dotyczyło wcale tylko Jezusa – bo przecież sam powiedział, że wierzący w Niego jeszcze większe znaki zdziałają, bo On sam idzie do Ojca (J 14, 12). 
Zazdroszczę Marcinowi Jakimowiczowi doświadczeń, o których napisał w swojej nowej książce. Bo sypie tam wieloma konkretnymi przykładami z życia swojego i swoich bliskich. On widział takie uzdrowienia mocą Boga. A ja? … Ja się boję poprosić o coś takiego. Może dlatego, że jeszcze nikt bardzo mi bliski – poza + Mamą – nie odchodził w cierpieniu? Może dlatego, że jeszcze mnie osobiście doświadczenie choroby nie dotknęło dość mocno? 
Jedno jest pewne, a przekonała mnie do tego ta książka, że Bóg nigdzie nikomu nie kazał godzić się na cierpienie choroby w tym sensie, żeby się po prostu pogodził i nie spróbował nawet poprosić Boga o zdrowie. Bóg chce i może działać – ale czeka na nasze słowa. On może uzdrowić – tylko czy człowiek w to wierzy i Go o to prosi?

Dodaj komentarz