Bądź bogaty z głową

Tradycyjnie już jestem „do tyłu”, więc dzisiaj o tekstach z poprzedniej niedzieli.

Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą. (Łk 16,19-31)

Obrazek bardzo pasujący do rozdźwięku, jakiego przez większość swojego życia doświadczał i obserwował Jorge Bergoglio czyli obecny Ojciec Święty Franciszek. Tak, bo to sytuacja szczególnie widoczna w krajach Trzeciego Świata – Ameryka Łacińska – ale też na kontynencie afrykańskim. Straszliwa wręcz bieda, życie poniżej jakichkolwiek standardów i norm, potem długo, długo nic – i nieliczna klasa oligarchów, bogaczy, posiadających wszystko, o czym mogą zamarzyć, i nie mający wręcz pomysłu, co z tym zrobić. Stąd taka niebywała papieska wrażliwość na sprawy społeczne, na nierówność i ubóstwo – godna podziwu. 
A przesłanie bardzo proste w tym wszystkim. Tu bynajmniej nie chodzi o potępienie posiadania, bycia majętnym. Miej sobie, człowieku, ile chcesz, jeśli tylko uczciwie na to zapracowałeś i zdobyłeś – twoja sprawa. Ale równocześnie miej otwarte oczy serca i zauważaj tych, których Bóg stawia na twojej drodze może tylko po to, abyś miał okazję do zrobienia dobrego uczynku. Bądź bogaty z głową, ale także miłosiernie. Tylko tyle i aż tyle. To był właśnie błąd owego bogacza – mijał pewnie Łazarza przy każdym wyjściu ze swojej posiadłości – i nic nie potrafił z tym zrobić, nie chciał się pochylić nad nim, opatrzyć rany, wesprzeć, pomóc, okazać miłosierdzie.  


Bogacz nie cierpiał za to, że był bogaty – bo nic w tym złego. Cierpiał za to, jak to bogactwo spożytkował – za to, kogo nie zauważał obok siebie, komu nie przyszedł z pomocą. Za swoją obojętność. Cierpiał za to, na kogo nie miał czasu? ochoty? woli? swoich pieniędzy przeznaczyć, którymi nie umiał się podzielić. 
Opamiętał się za późno, ale chciał jeszcze wymóc, aby Łazarz z zaświatów udał się do jego domu rodzinnego, aby przestrzec ojca i braci bogacza. Zobaczą ducha – to się opamiętają – ciekawe założenie, prawda? Patrzył ze swojej, mocno niekorzystnej perspektywy, pewnie przemawiała przez niego jakaś tam troska o rodzinę. Z tego miejsca wszystko wyglądało inaczej. Domyślał się pewnie, że rodzina postępuje tak, że są na najlepszej drodze, aby do niego dołączyć. 
Odpowiedź, jaką ewangelista wkłada w usta Abrahama, może być uznana za ostrą. mają Mojżesza i proroków, niech ich słuchają; jeśli tych nie usłuchają, to choćby ktoś z umarły – nawet taki Łazarz, pewnie rozpoznawalny – powstał, nie uwierzą. Ale chyba miał rację. Czy człowiek sukcesu, któremu tutaj niczego nie brakuje, który ma wszystko czego po ludzku można zapragnąć, bogactwo, sławę, powodzenie – uwierzy, że na tej swojej drodze w dobrobycie zmierza ku zatraceniu? Mała szansa. Raczej zbagatelizuje każde ostrzeżenie, nie zastanowi się nawet nad swoim postępowaniem. A w duchy to przecież w ogóle nie wierzy – nie jest zabobonny, trzeba być nowoczesnym! – więc o co chodzi… 
Mamy wszystko podane. Owszem, pojawiają się ciągle na świecie, co jakiś czas, nowe znaki – objawienia, cuda. One nie są potrzebne do zbawienia, można w nie wierzyć lub nie. Jednak Objawienie jako to, co Bóg ma nam do przekazania, już dzisiaj i to nie od dzisiaj jest kompletne – mamy Pismo Święte, i wszystko z niego wypływa, na nim jest oparte. Tam jest wszystko wyjaśnione. Tak, tylko trzeba się trochę wykazać, poczytać i próbować zrozumieć. Łatwo jest domagać się, żądać cudów i jakiś szczególnych przejawów, emanacji Boga – tylko że to jest pójście na łatwiznę. Bóg odpowie na pytania, jeśli wykażesz minimum dobrej woli – poznaj to, co od wieków przygotował dla każdego. Tam jest odpowiedź, i to wystarczająca. Bo jeśli to zaproszenie świadomie olewasz – szykuje się powtórka z rozrywki losu tego bogacza. 

Dodaj komentarz