Wkurzam się, ale nadal czekam

Wstaję rano. Jeszcze się dobrze dzień nie zaczął, a człowiek już wk… zdenerwowany. Niewyspany – bo maluszek dokazywał w nocy; jak człowiek mały śpi od ok. 19, to nic dziwnego, że ok. 4:00 ma ochotę na dyskusje i przytulanie, w przeciwieństwie do rodziców, którzy chętnie by pospali jeszcze. Ze spania nici. Potem zwlec się trzeba, spakować do roboty. Przebrać maluszka, który chwilę później – albo np. w połowie ubierania do wyjścia potrafi załatwić swoją potrzebę fizjologiczną, więc znowu przebrać go trzeba. W międzyczasie przysłowiowym – kilka sprzeczek z żoną, jakieś bezsensowne wrzutki, przytyki bez sensu, bo obydwoje już zdenerwowani. Poganianie siebie nawzajem. Bieg z wózkiem do teściów w złowrogim milczeniu – odstawiamy maluszka. I na autobus. Wlecze się, dziad jeden, choć ulica pusta i droga prosta. Kolejka, oczywiście, uciekła. Czyli autobus później tym bardziej. Efekt? Wyszedł człowiek normalnie, a do roboty dociera później…
A potem, jak człowiek usiądzie, zapatrzy się przez okno na ten świat, na wstające słońce, na ciszę lasu… To wszystko schodzi jakby, znika. I z serca unosi się taka cicha modlitwa:
Czekam chwili, kiedy we mnie
Będzie więcej ciebie, niż mnie
Kiedy nie będę prosić,
A wszystko będzie mi dane
Czekam chwili, kiedy we mnie
Będzie więcej niż mnie
Kiedy nie będę wielbić
Bo ty uwielbisz się we mnie sam
Ufam, czekam

A ufać, to milczeć
I czekać cierpliwie, aż się spełni
Błogosławieni, którzy zaufali Bogu
Błogosławione usta, które wołają do Pana
Radosne serce, które przyjęło Chrystusa
Szczęśliwi łask,
Z ducha zrodzeni

Tobie podobni,
Ciebie niegodni,
Twoi na zawsze, na zawsze x6
Tobie podobni,
ciebie niegodni,
Twoi na zawsze
Tobie podobni,
Na twój obraz stworzeni
Lecz niegodni, bo niewierni
Synowie i córki Adama
Ale wolni na zawsze,
bo obmyci i zbawienia krwią Chrystusa
więc Twoi, Twoi na zawsze,
Twoi na zawsze,
Dzięki Jezusowi.