Błogosławione zarobienie

To jest niesamowite. A właściwie On – Bóg.

Człowiek musi coś załatwić, stara się, ma świadomość, że wiele zależy od życzliwości (lub jej braku) u drugiej osoby, która może i pomóc, i przeszkodzić – i dostaje telefon z pozytywną informacją tuż po tym, jak sobie o sprawie przypomniał, z mocnym postanowieniem telefonowania w związku z nią. 
Zwykła życzliwość ludzi przypadkowo spotkanych – to w jednym, to w drugim sklepie. Bezinteresownie. Po prostu.
Regularna modlitwa bardzo wiele zmienia w życiu człowieka, szczególnie zabieganego. Nie bez powodu od dłuższego czasu nic nie piszę – nie mam, niestety, kiedy. Praca, wyrwanie trochę dnia na zabawę z małym, wieczorem nauka (kolokwia – 25.06 i 04.07 najgorsze, ustne), a do tego zajęcia jeszcze raz w tygodniu, no i pomiędzy tym fuchy, żeby jakoś wyżyć (bynajmniej bez ekstrawagancji). 
A w tym wszystkim – mama, jej niesamowity spokój, a jednocześnie wola walki i chęć życia, tak bardzo widoczna teraz, kiedy zmaga się z nawrotami raka… Rozmawiam z nią po 2 razy dziennie, odwiedzam jak mogę – teraz się boję, bo mówi, że po radioterapii (naświetlanie mózgu, bardzo mocne), wyszły jej wszystkie włosy (spalone cebulki, ot co) i widać, że ją to krępuje – co tam, boję się sam, żeby się nie rozkleić, jak się zobaczymy… Dlatego staram się maksymalnie zawalczyć w sądzie w sprawie z jej chamem pracodawcą, a jednocześnie przygotowuję papierologię do renty. I na marginesie zupełnie – dieta, nieźle, w miesiąc -14 kg (ale jeszcze wiele przede mną, w czym uczenie się i stresik nie pomaga). 
Staram się modlić, ile daje rady Wspieram komórkową wersję brewiarz.pl – świetny patent, stoisz rano w kolejce i odmawiasz jutrznię na przykład. Dzisiaj po drodze udało mi się już 3 dziesiątki różańca zmówić. Szef wyraził zgodę na indywidualny czas pracy – mogę iść rano na mszę, i chodzę do kościoła nieopodal, chociaż te 2 razy w tygodniu – zakonnicy, inny klimat, bez parafii (dowcip polega na tym, że obok pracy najbliżej mam… polskokatolików, a do tego koło domu – lefebrystów :D). A i z małym te msze niedzielne dziecięce nabierają innego wymiaru – czasami trafia bardziej prosty przekaz, niż górnolotne epopeje – on z kolei patrzy na nas, jako chyba jedyne dziecko sam z siebie klęka i składa rączki. Kochany szkrab 🙂 
Dzisiaj Kościół stawia przed nami w liturgii Górę Błogosławieństw (Mt 5,1-12). Czy tam jest coś o ludziach zabieganych? Wprost pewnie nie. Ale jest wiele o działaniu – miłosierdzi, wprowadzaniu pokoju, pragnieniu sprawiedliwości – o polach działania dla tych, którzy chcą coś zdziałać, którzy choćby sami chcą być lepsi. Ja próbuję – chociażby w zakresie emocji i nerwów, z czym – wiem – mam bardzo duży problem. Błogosławieni czyli szczęśliwi, napełnienie Bogiem. Wypełnienie Nim po brzegi. Chcący z Nim współpracować – a więc tacy, którzy potrafią i prosić, i dziękować. Bogu nasza wdzięczność do niczego nie jest potrzebna – ale z pewnością raduje się, że człowiek Go nie olewa, że się z Nim liczy i stara się żyć w zgodzie z tym, co On przykazał. Odczuwam to od jakiegoś czasu na każdym kroku. Naprawdę, wiele rzeczy okazuje się prostszych, wiele spraw samych się układa. 
I ten cały spokój… Pomimo – jak widzisz – wielu spraw na głowie. 

Dodaj komentarz