Z krzyża siedem słów #03: Niewiasto, oto syn Twój; oto Matka twoja

Medytacje dotyczące, sięgającej XVI wieku, tradycji rozważania w okresie Wielkiego Postu ostatnich 7 słów, wypowiedzi Zbawiciela, jakie odnotowują Ewangelie – powstające spontanicznie w Wielkim Poście AD 2017. 

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19, 25-27).

Tak, jak poprzednie – drugie – słowo Jezusa rozważane w tym cyklu, tj. «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju» (Łk 23, 43), uczy nas przyjmowania Bożego daru przebaczenia i przebaczania samemu sobie, tak kolejne, trzecie słow, cytowane powyżej, to odpowiedź na mój lęk i strach przed samotnością.

Kto z nas się tego nie boi? Nie chodzi tu tylko o osoby samotne (te nie pozostające w stałym związku, małżeństwie), także z wyboru np. w zgromadzeniu zakonnym, bo to przecież też jest pewna forma samotności przeżywanej we wspólnocie. Podświadomie zawsze poszukujemy akceptacji, świadomości obecności drugiej osoby – po prostu, dla samego właśnie poczucia tego, że ten drugi człowiek jest obok. Dzisiaj jest o wiele łatwiej znajdować substytuty takiego towarzystwa – wystarczy spojrzeć, ile osób i z jaką intensywnością (bo to jest kluczowe) korzysta z mediów społecznościowych, choćby Facebooka, Twittera, Instagrama i tylu innych. Czujemy potrzebę, aby móc podzielić się tym, co robię, co czuję, dokąd zmierzam, pokazaniem innym, gdzie jestem, jak spędzam czas.

Uciekanie przed samotnością nie ma sensu, bo nie rozwiązuje w ogóle problemu samej samotności. Strach i lęk na chwilę znikają, aby powrócić ze zdwojoną siłą. Nikt nie chce zostać sam. Jezus to rozumie, zna nasze serca, i dlatego dochodzi do tej, różnie interpretowanej, sytuacji z omawianego fragmentu. (Jedni mówią, że Maryja to symbol Żydów, a Jan symbolizuje wiernych z grona pozażydowskiego, pogan; jeszcze inni mówią o powierzeniu kobiety mężczyźnie i mężczyzny kobiecie – i pewnie takich interpretacji można by znaleźć jeszcze wiele). Do mnie bardziej trafia to drugie – jako zadanie, które w taki bardzo wyraźny człowiek Jezus z wysokości krzyża pozostawia kobietom i mężczyznom – równocześnie swoją śmiercią i zmartwychwstaniem dokonując pojednania ludzi z Bogiem.

Bóg w tym obrazku zaprasza każdego z nas, abyśmy to my zaprosili Jego samego do swojego serca, abyśmy otworzyli się na Niego i powierzyli Mu siebie. To jest przestrzeń, w której – dzięki Niemu – nigdy nie nastanie samotność. Gdy ja ofiaruję swoje życie Bogu, nigdy nie będę w tym życiu sam, a równocześnie z Jego pomocą zaakceptuję siebie i nauczę się siebie kochać. Te 2 postacie, jakie tu widzimy – matka i syn – to symbole relacji, z którymi czesto mamy problemy: sami ze sobą, ale także z innymi. Każdy z nas jest synem (lub córką) dla kogoś, a bardzo często później staje się czyimś ojcem (lub matką). Rozkwitamy w tych relacjach. Jezus przypomina to bardzo dobitnie właśnie na krzyżu – pokazując, że On widzi te relacje, rozumie ich znaczenie i pragnie także je uzdrawiać, czynić pięknymi (i to dotyczy także tych, którzy decydują się na bezżeństwo – np. kapłanów czy zakonników).

Budowanie relacji z pewnością nie jest proste – jak nie było dla Maryi pewnie na początku zrozumienie, Kim jest jej Syn. Urodziła dziecko, nie pochodzące od jej męża Józefa, i to zanim zamieszkali razem (skandal!). Miałą wtedy kilkanaście lat, z pewnością czułą się zagubiona, niepewna – pytała przecież Gabriela przy zwiastowaniu (nota bene, to dzisiejsza uroczystość): «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» (Łk 1, 34). Potem przez ponad 30 lat funkcjonowali jako rodzina, zmarł Józef, i nagle wszystko się zmieniło, kiedy Syn rozpoczął swoją publiczną działalność. A jednak, bardzo szybko zrozumiała, że to jest zgodne z wolą Boga – skąd się u Maryi wzięła ta umiejętność? Pewnie stąd, że „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19 i 51b – zwróć uwagę, w kontekście dzieciństwa Jezusa, ofiarowania Go w świątyni po narodzeniu i wydarzenia, gdy miał 12 lat i zgubił się matce, ewangelista notuje te same słowa Matki Bożej).

Ufając Bogu, powierzając Mu i siebie, i Jezusa, i ich relacje matka-syn, Maryja doszła do momentu, że już u progu działalności Zbawiciela, podczas wesela w Kanie Galilejskiej, to ona wskazuje innym osobom na miejscu, jak mają postępować: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie» (J 2, 1-11), i tak następuje pierwzy cud Jezusa: rozmnożenie wina. W jakich okolicznościach? Znowu w miejscu i sytuacji życia, która stanowi początek budowania zupełnie nowej relacji między kobietą a mężczyzną, na całe życie – przy zawieraniu małżeństwa. Ile razy jest tak, że ja kompletnie nie rozumiem tego, co Bóg do mnie mówi, albo co mi pokazuje przez różne sytuacje życia codziennego. On nas z tym nie zostawia samym sobie, nie dość że skonsternowanych, to jeszcze samotnych. Pomaga dojrzeć, przemodlić i zrozumieć – tak samo, taką samą drogą, jaką przejść musiała Maryja.

Bóg nie obiecuje przy tym, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie – przecież i Matka Boża tą drogą dotarła dokąd? Pod krzyż, aby zobaczyć śmierć Syna. W ten sposób zamyka się w pewnym sensie koło, które rozpoczęło zwiastowanie i Jego narodzenie. Wtedy to On sam, bezbronne niemowlę, był zdany w całości na opiekę i troskę Maryi. Teraz, kiedy zbliżał się do końca swojego życia, Zbawiciel troszczy się o to, aby Jego matka nie pozostała sama: nie używa przy tym słów „zaopiekuj się nią” itp., ale wskazuje, że uczeń ma traktować Maryję jak matkę.

Maryja to osoba, przez której wstawiennictwo można bardzo skutecznie modlić się do Boga. Coraz częściej dostrzegam, że nie z powodu wielości tytułów, które jej przypisano i które ją określają w różnych litaniach i nowennach. Bardziej dlatego, że ona – dokładnie tak samo, jak każdy nas – przeszła drogę odkrywania i rozpoznawania, rozumienia woli Bożej w swoim własnym życiu. Żyła dokładnie tak samo, jak każdy z nas, ze zwykłymi ludzkimi problemami i dylematami, doznała samotności, kochała i cierpiała.

Dodaj komentarz