Wszechobecny

Nie pamiętam już, u kogo znalazłem ten piękny obraz w necie – ale jest niesamowity i chyba najlepiej oddaje to, Kim jest Duch Święty, którego czciliśmy tydzień temu. Myślę, że piękno tego obrazu polega na tym, że oddaje jakby dwie prawdy o Duchu Świętym. 
Po pierwsze – że On jest pragnieniem serca każdego człowieka, że do Niego dąży człowiek, że Jego szuka jako Tego, który od Boga pochodzi, niesie Boży pokój, wskazuje drogę, jest natchnieniem od Ojca pozostawionym dla nas. Czy sobie zdajemy z tego sprawę, czy nie – jesteśmy na tej samej drodze ku Niebu i czasami tylko niektórym więcej czasu zajmuje zdanie sobie z tego sprawy. Ta droga w przypadku każdego jest, oczywiście, inna, indywidualna i wyjątkowa jak każdy z nas – ale oznacza dokonywanie w prywatnych okolicznościach tych samych wyborów i odpowiadania w różnych sytuacjach na te same pytania: czy chcę być dobry, czy nie; czy chcę służyć Bogu, czy w jakikolwiek sposób się z tego wykręcam (czyli i tak wybieram tego drugiego). 
I po drugie – że On jest lekkim powiewem, tchnieniem wiatru, Bożym Duchem ogarniającym wszystkich i wszystko na swój sposób; który przenika wszystko, ogarnia swoją mocą i daje siłę tym, którzy Go pragną i szczerze szukają. Nie dla wybranych, ale dla wszystkich – każdego, który do Boga zmierza. Tym, który zabieganemu człowiekowi, rozdartemu między wieloma namiętnościami, dylematami i zabrudzonemu grzechami daje ten jedyny, prawdziwy Boży pokój – który Jezus daje uczniom od razu, w pierwszych słowach, gdy staje przed nimi w dzisiejszej ewangelii (J 20,19-23), a jest to jakby retrospekcja z wieczernika, tuż po Zmartwychwstaniu. Nie poprzestaje na tym – podkreśla, drugi raz, ponownie obdarzając zaczątek Kościoła tam zgromadzony tym jedynym w swoim rodzaju Pokojem, czyli Duchem, którego za chwilę udziela zebranym: „jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam (…) Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Tak jak dzisiaj w sakramencie bierzmowania, tak jak wielu we wspólnotach charyzmatycznych doświadcza tzw. chrztu w Duchu Świętym. 
Nieprzypadkowo mówi się o erze Ducha Święte – po erze Boga Ojca, krótkim czasie Jezusa Chrystusa na ziemi jako człowieka. O wylaniu Ducha Bożego, który w tak różny sposób daje się odczuć w Kościele – ale i poza nim, w inicjatywach ekumenicznych. Są tacy, którzy tego nie rozumieją i złorzeczą – ale i są tacy, którzy się na te dary Ducha otwierają i pokazują, że Kościół – ten prawdziwy, nie w liczbach, budynkach, potędze instytucji – ma się bardzo dobrze i rozkwita w sposób tak bardzo dla nas nieznany, nawiązując do korzeni chrześcijaństwa, ale także w formie nowych wspólnot.
Bo Bóg przychodzi w Duchu – jak to bardzo ładnie apostoł podaje w II czytaniu:

Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest Jezus”. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem (1 Kor 12,3b-7.12-13).  

Duch Święty prowadzi tylko do Jezusa i do Boga Ojca, nigdzie indziej. Różnoraki. Wszechstronny. Niesamowity i Nieogarniony. Ale równocześnie – cichy i niezauważalny, którego bardzo często zagłuszamy – zwalając na Boga, że nas olał i nie pomaga, a my po prostu nie chcemy i nie pozwalamy wsłuchać się w Jego delikatny głos Ducha.  

Dodaj komentarz